Historia futrem podszyta

W starożytności uznawane za bóstwa, w średniowieczu posądzane o konszachty z diabłem i palone na stosach. Dopiero w wieku XIX stały się pupilami i zaczęły, ku uciesze właścicieli, bezkarnie okupować salonowe kanapy. Koty. Zwierzęta chodzące własnymi ścieżkami. Powściągliwe i eleganckie, intrygujące swym posągowym pięknem, tajemnicze, nieuchwytne. Mają za sobą wieki, kiedy przyrównywano je do bogów i czczono ich nadprzyrodzone zdolności, a także czasy okrutnych prześladowań i mordów przed publicznością.

 

Jak koty stały się egipskimi bogami? Przodków naszego mruczka wygrzewającego się przy kaloryferze, Egipcjanie równie chętnie zapraszali do swych domów i świątyń. Uwiedzeni kocią gracją i dumną obojętnością, mieszkańcy starożytnego Egiptu pokochali te zwierzęta tak mocno, że zaczęli przypisywać im boskie cechy. Pod postacią kotów przedstawiani byli m. in. bóg Słońca Ra, który przybierając postać kota miał każdej nocy walczyć o nadejście świtu z demonem mroku. Oczywiście zawsze zwyciężał. Bastet – jedna z najważniejszych bogiń staroegipskich – przedstawiana była jako kobieta z głową kota lub w całości jako zwierzę. Była symbolem płodności i czczono ją za opiekę jaką roztaczała nad ludźmi. Uznawano ją także za jedną z twarzy Słońca – tę, która dawała życie. Z Bastet związana jest legenda, w której rozzłoszczona bogini ucieka na pustynię i zamienia się w lwicę. Po zażyciu kąpieli w cudownych wodach i poskromieniu złości, Bastet przybrała postać kota, przepłynęła Nil, odnalazła święte miejsce i tam została. Teren ten został nazwany Miastem Kota. Dzięki tej legendzie koty zaczęły odgrywać rolę łączników między bogami a światem ludzi. Egipcjanie zaczęli je więc mumifikować i umieszczać w grobach razem ze zmarłymi. Wierzono, że podarowany bogini Bastet kot zapewni jej wyznawcom dostanie życie na ziemi. Metoda wypraszania łask dzięki kotom spopularyzowała się tak bardzo, że dla kotów w Egipcie przyszły ciężkie czasy. Stały się kartą przetargową, krwawym dowodem czci, ofiarą składaną bogom. Kapłani hodowali zwierzęta w nieludzkich warunkach i na masową skalę tylko po to, żeby je zabić, zabalsamować i sprzedać bogobojnym pielgrzymom. Miłości do kotów, choć trudnej i w efekcie końcowym zabójczej, nie udało się Egipcjanom przekazać innym starożytnym kulturom. Persowie, Rzymianie, Grecy czy Chińczycy cenili ich łowieckie zdolności jednak traktowali zwierzęta wyłącznie użytkowo, całkowicie pozbawiając je boskich przymiotów.

Po świetlanej erze czczenia łaskawych i sprawiedliwych kocich bóstw nadszedł dla kotów czas wielkich prześladowań – średniowiecze. Już w X wieku zaczęto doszukiwać się powiązań mruczących czworonogów z diabłem, czarownicami i czarną magią. Koty poddawano torturom nawet podczas obrzędów religijnych. W okresie Wielkiego Postu na stosach płonęło setki kotów. Wierzono, że były to czarownice w przebraniu. W XII wieku normalną reakcją było obrzucenie kota kamieniami, gdy ten nieproszony wtargnął na posesję. W tym czasie dochodziło do wyjątkowo bestialskich mordów. Setki tysięcy zwierzaków zostało powieszonych, ukamienowanych, spalonych żywcem, a przed śmiercią poddawanych męczarniom i torturom. Co ciekawe, koty wmurowywano w ściany budynków lub wrzucano pod podłogi domów. Miały chronić mieszkańców przed złem i czarami. W tym okresie liczba kotów zmniejszyła się do 1/10 populacji, która istniała w czasach starożytnych. Wiek XIII przyniósł kociakom moment wytchnienia i docenienia ich łowieckiego zapału. Na powracających ze wchodu statkach przybyły, oprócz załogi, także szczury, które zapoczątkowały epidemię dżumy. Jak wiemy czarna śmierć zdziesiątkowała Europę. Koty, oskarżane do tej pory o każdy dopust boży, okazały się odporne na zarazę i niezastąpione w walce z zarażonymi gryzoniami. Niestety, niedługo po opanowaniu epidemii strach przed czartami w kociej skórze i pupilami czarownic znów dał o sobie znać. Wierzono, że kot pomagał wiedźmie w rzucaniu uroków, a także, że był, tak jak jego właścicielka, opętany przez nieczyste siły. Najbardziej nienawistnie społeczeństwo odnosiło się do czarnych kotów. W średniowiecznej Europie podejrzewano, że sam szatan pożyczał od czarnego kota futro i w takim przebraniu torturował niewinne ofiary. Każdego zwierzaka o czarnym umaszczeniu, podejrzanego o współpracę z czarownicami skazywano na śmierć. Efektem masowych egzekucji jest to, że obecnie rzadko można spotkać całkowicie czarnego kota – często zwierzaki mają choćby jedną jasną plamkę pod pyszczkiem lub srebrzysty nalot na grzbiecie. Kościół otwarcie wspierał torturowanie i uśmiercanie kotów, co więcej podczas wielkich uroczystości religijnych świętych czczono, paląc żywcem tysiące kotów jako przebłagalną ofiarę. Męczenie zwierząt stało się formą publicznej rozrywki. Popularne były kocie organy – instrument tworzący „muzykę” z zawodzenia zwierząt. Ogony zamkniętych w pudełkach kotów przywiązywano do klawiszy, a kiedy je naciskano, sznury napinały się i wywoływały przeraźliwy pisk katowanych zwierzaków. Prześladowania czarownic i ich rzekomych opętanych przez demony czworonożnych pomocników trwały do XVIII wieku. W 1749 roku stracono jedną z ostatnich czarownic – zakonnicę z Bawarii, właścicielkę trzech kotów-demonów. Niestety, również XIX wiek nie był wolny od aktów okrucieństw wobec kotów.

W wieku XX posiadanie kota stało się modą. Na paryskich ulicach widokiem powszednim stały się spacerujące ze swymi pupilami eleganckie dziewczęta. Umiłowanie kotów do polowań na gryzonie i gołębie sprawiło, że stały się przydatne w muzeach, na pocztach i w wielu innych miejscach pracy. Kot Mike pracował w Muzeum Brytyjskim przez dwadzieścia lat i był najlepszym kompanem dozorcy z tamtejszego działu mumifikowanych kotów egipskich. Kocią elegancję i talent rozrywkowy dostrzegli także pracownicy wielu teatrów. Beerbohm – pręgowany kocur, swoją karierę rozpoczął w londyńskim Teatrze Jej Królewskiej Mości, a później przeniesiono go do Globe Theatre, gdzie spacerując po scenie przyćmiewał wszystkich występujących aktorów. Niezwykle wyczulone kocie zmysły zostały docenione również podczas I i II wojny światowej jak równiej po jej zakończeniu. Okopową zmorą wielu żołnierzy były szczury. Chcąc pozbyć się plagi gryzoni rząd brytyjski posłał na pomoc żołnierzom wyspecjalizowane w łowiectwie koty. Co ciekawe, zwierzaki były też bardzo wrażliwe na gaz bojowy – nagła śmierć kota stanowiła więc istotne ostrzeżenie dla żołnierzy. Kot Bomber był świetnym londyńskim alarmem przeciwlotniczym. Zwierzak potrafił odróżnić samoloty brytyjskie i niemieckie po dźwięku jaki wydawał silnik maszyny. Innym bohaterskim kociakiem, o którym pisano nawet w „The Times”, był Murka – niezastąpiony kurier pocztowy z oblężonego Stalingradu. Niezaprzeczalnie, koty były ulubionymi maskotkami walczących na frontach II wojny światowej żołnierzy.

Kariera kotów rozwijała się w najlepsze. Nadszedł także czas, kiedy mruczki zawojowały show-biznes. Zwierzaki często zdobywały sławę dzięki swoim właścicielom. Oddanymi miłośnikami kotów byli m. in.: Fred Astaire, Charlie Chaplin, Brigitte Bardot czy Marlon Brando. Zdarzało się jednak, że koty stawały się gwiazdami. Biały kocur Arthur pojawiał się w najróżniejszych reklamach lat 60 i 70. Zachęcał do kupna karmy dla kotów, a nawet gościł w spocie reklamowym T-shirtów. Był tak wyjątkowy, że opublikował nawet autobiografię (do jej powstania przyczyniły się pisarskie umiejętności Johna Montgomery’ego).  Jego następcą i nowym ulubieńcem mas był Snowy, który zagościł w amerykańskim show-biznesie dopiero dekadę po śmierci Arthura. Sławę w skali światowej zyskał także kot Morris. Zagrał w ponad czterdziestu reklamach i jak na gwiazdę przystało, prowadził luksusowe życie, włączając w to limuzyny, listy od fanów i inne. Sam Louis Vuitton zaprojektował dla Morrisa kuwetę. Nie można również przejść obojętnie obok historii Morrisa II, który przejął rządy nad masami fanów po śmierci poprzednika. Punktem kulminacyjnym zawrotnej kariery kota było wystawienie jego kandydatury w wyborach prezydenckich w 1988 roku. Niestety popularność i wielka determinacja sztabu wyborczego Morrisa nie zdołała wypromować go wystarczająco. Kociak minimalnie przegrał przedwstępne wybory. Wśród brytyjskich polityków w fascynacji nad kocim gatunkiem przodował Winston Churchill. Był właścicielem Nelsona, który miał własne krzesło w gabinecie premiera, a także Boba, Mr. Cat’a, Margate’a i Jock’a. Koty były również popularnymi mieszkańcami Białego Domu. Wśród nich był Tom Kitten należący do Johna F. Kennedy’ego, a także Socks – ulubieniec rodziny Billa Clintona.

Podróż przez kocią historię zawiera wiele niezwykłych i niepowtarzalnych zdarzeń. To opowieść o zwierzęciu, które wyłoniwszy się z dżungli zostało oswojone i wyniesione na starożytne ołtarze, ale również zaznało okrucieństwa, tortur i nienawiści, posądzane o diabelskie umiejętności i w efekcie tego masowo zabijane. To, że obecnie są znów naszymi ulubieńcami, świadczy o wyjątkowości kotów, o sile ich charakteru i posiadaniu tego czegoś, co sprawia, że wybieramy ich na kompanów naszego życia. Niewiele zwierząt nawiązało z człowiekiem tak złożoną i różnorodną więź. Łączy nas przecież burzliwa przeszłość, a że koty chadzają zawsze własnymi ścieżkami – także nieznana przyszłość.

 

P. S. 17 lutego obchodziliśmy w Polsce Dzień Kota. Szczęśliwi właściciele mruczków mogli go wykorzystać w wiadomy sposób – tuląc i obdarowując smakołykami swojego ulubieńca. A może to idealny czas aby podarować miauczącemu czworonogowi ze schroniska nowy dom i tym samym zyskać niezastąpionego kompana leniwych popołudni?

Jedna myśl na temat “Historia futrem podszyta

Dodaj komentarz