Artykuł

Lekcja Sztuki: Élisabeth Vigée Le Brun – trendsetterka i przeciwniczka rewolucji, pałac w Paryżu oraz Maria Antonina w bieliźnie

Czyli o tym, jaką sławę przyniosły jej portrety, czy z malarstwa dało się wyżyć i co wspólnego ma z tym wszystkim Maria Antonina?

Élisabeth Vigée Le Brun dane było dożyć sędziwego wieku. Urodzona we Francji malarka (1755-1842) była świadkiem ogromnych przemian politycznych, począwszy od władania Ludwika XV, przez rządy Marii Antoniny i Ludwika XVI, po Rewolucję Francuską i przejęcie władzy przez Napoleona, do którego, ujmując rzecz eufemistycznie, nie pałała wielką sympatią. Ponieważ nie kryła się ze swoimi politycznymi poglądami, szybko uznano ją za wroga narodu, a to w następstwie zmusiło malarkę do emigracji. Zanim jednak do tego doszło, Francja zdążyła już paść jej do stóp.

Élisabeth miała mnóstwo szczęścia – jej ojciec był nie tylko marszandem, ale także malarzem, dzięki któremu już jako dziecko mogła rozwinąć swą artystyczną pasję. Będąc nastoletnią panienką pracowała jako malarka portretująca Francuzów. Po śmierci ojca spoczęło na niej brzemię utrzymania siebie, matki oraz brata. Zarabiała nie inaczej niż malując.

Artystyczny dorobek Le Brun określa się na niespełna tysiąc obrazów, czyniących ją jedną z najważniejszych malarek w historii. Była nie tylko niesamowitym w swoim fachu artystą-rzemieślnikiem ale także kronikarzem. Dzięki jej płótnom zyskujemy obraz utraconego świata, wizerunku XVIII wiecznej Francji i jej wyższych sfer.

Ojcu zawdzięczała wprowadzenie w artystyczne kręgi, mężowi zaś, który na podobieństwo jej ojca był malarzem i wybitnym marszandem, dostęp do dzieł dawnych mistrzów: Rubensa, Rembrandta, van Dycka. Ten pierwszy zainspirował ją do stworzenia jednego z najbardziej znanych obrazów Élisabeth pt. „Autoportret w słomkowym kapeluszu” z 1872 roku, znajdującego się obecnie w National Gallery w Londynie.

Również Maria Antonina odegrała w karierze Le Brun nie bagatelną rolę. Dzięki koneksjom młoda malarka została przyjęta do Królewskiej Akademii Malarstwa i Rzeźby, a także zyskała wstęp do innych akademii, które wówczas nie były przychylne kobietom. Styl malarski Élisabeth był nie tylko dobrze rozpoznawalny za sprawą miękkich linii, genialnych światłocieni i wspaniałego doboru barw, lecz także nosił znamiona rewolucyjnego ze względu na sposób portretowania. Kobiety z wyższych sfer już nie były odziane jedynie w barokowe, przepyszne drapowane i bufiaste stroje, których dopełnieniem były pokaźne kolarety, upinane na szyi bogato zdobione, materiałowe obręcze – Le Brun oblekała ich porcelanowe ciała w lżejsze, jedwabne sukienki o subtelniejszym kroju, a ich głowy przyozdabiała kapeluszami z frywolnym piórem, turbanami lub chustami. Jak mawiała sama malarka, ówczesny sposób ubierania się kobiet budził w niej odrazę, stąd jej chęci uczynienia go milszym dla oka, bardziej malowniczym. Jeden z portretów spod pędzla Le Brun, utrzymany właśnie w takiej konwencji, wzbudził nie małą sensację i równie wielkie oburzenie. Być może ten malarski „wybryk” nie wzbudziłby takich emocji, gdyby nie fakt, że sportretowaną damą była sama Maria Antonina, odziana w lejącą się sukienkę, przypominającą raczej ówczesną bieliznę niż paradny strój. Wbrew pozorom wizerunek władczyni nie ucierpiał znacząco, zaś suknia z obrazu zyskała niebywały rozgłos i szybko stała się ówczesnym must-have w szafach dam, zresztą podobnie jak nakrycia głowy, które Le Brun tak chętnie umieszczała na swych portretach, notabene będących jeszcze bardziej pożądanymi niż wcześniej.

Malarka zyskała taką popularność, że z powodu co rusz spływających zleceń praktycznie nie wychodziła z pracowni. Ponoć będąc w zaawansowanej ciąży dniem i nocą pracowała nad obrazem. Ogromna ilość dobrze płatnych zleceń szybko pozwoliła jej na zakup uroczego pałacu w Paryżu, który prędko stał się miejscem spotkań śmietanki towarzyskiej. Przebywanie z ludźmi sprawiało jej radość. Otaczała się nie tylko arystokratami dokonującymi zleceń, ale także artystami, z którymi żywo dyskutowała na tematy związane ze sztuką. W czasach przed Rewolucją Francuską miała w zwyczaju urządzać (często tematyczne) kolacje, na które tłumnie przybywali przedstawiciele dworu, bogaci mieszkanie, kolekcjonerzy. Bywało, że z braku miejsc siedzących, marszałkowie Francji przesiadywali na podłodze, nic sobie z tego nie robiąc – w końcu udało się im nie tylko dotrzeć na najbardziej modne spotkanie, ale i być jego częścią! W końcu Le Brun nie była już tylko malarką – była trendsetterką. To ona wyznaczała trendy, to za jej towarzystwem przepadali i ubiegali się bogacze i to za jej obrazy płacono niewyobrażalne kwoty. Stała się ikoną.

Malarstwo Élisabeth Le Brun to swoisty gabinet osobliwości wyższych sfer, uzupełnienie luk przełomu epok klasycyzmu i romantyzmu, dokumentacja zrzucenia francuskich przyzwyczajeń i przede wszystkim pamiętnik niesamowicie utalentowanej i przedsiębiorczej artystki, której wspaniałe życie spina klamra ciężkiego początku i trudnego końca przeciwniczki Napoleona, wygnanej i z powrotem przyjętej do Francji, której nie znała.

Wszystkie informacje pochodzą z opracowań książkowych i internetowych, łącznie z grafiką.