fot. KOOZA

„Nie jestem celebrytą…”

Damian „KOOZA” Kozłowski – bieszczadzki, bo urodzony w Ustrzykach Dolnych, zakapior. Absolwent najlepszego (jedynego!) liceum w mieście. Obecnie student Krakowskiej Szkoły Filmowej. Miał być beatmakerem, lecz zdecydowanie lepiej wychodzą mu klipy. Zaczynał od robienia grafik i mash-upów. Stoi za kamerą, ale nie na weselu. Powoli pnie się w górę, lecz coraz częściej zauważany jest przez wpływowych ludzi z branży. Artysta, indywidualista, mój kolega. To jego pierwszy wywiad – trochę się stresował, ale powiedziałem mu, że nie ma się czego bać.

 

[D]amian [Ł]odyński: Zanim zacząłeś zajmować się grafiką, pamiętam, jak próbowałeś swoich sił w robieniu bitów. Dlac zego z tego zrezygnowałeś?

[D]amian [K]ozłowski: Nie miałem do tego cierpliwości, znudziło mi się po zrobieniu 3-4 bitów, które były asłuchalne. Dobrze, że nikt tego nie słyszał. (śmiech)

D. Ł.: Bitami zaraził Cię znajomy. A skąd się wziął pomysł na robienie grafiki, mash-upów i klipów?

D. K.: Zajawka na montowanie i nagrywanie wzięła się od mojego Dziadzia, który nagrywa wesela. Od zawsze starał się mnie czegoś nauczyć i próbował zaszczepić pasję. Wyszedłem z domu, wziąłem kamerę i razem z moim znajomym poszliśmy nagrywać. Później to zmontowałem, pokazałem paru osobom – no i się spodobało. Z dnia na dzień coraz bardziej się tym interesowałem i zagłębiałem w temat. Montowałem głównie dla siebie, ale z czasem zacząłem współpracować z artystami z podziemia. Najpierw mash-upy, potem grafiki, a teraz klipy.

fot. Jagoda Smarkucka

D. Ł.: Chodzisz do Krakowskiej Szkoły Filmowej. Uczysz się tam czegoś nowego czy większość wiedziałeś już wcześniej?

D. K.: Na pewno wszystkiego wcześniej nie wiedziałem. (śmiech) Co chwilę uczę się nowych rzeczy, co skutkuje ciągłym progresem, więc jestem w pełni usatysfakcjonowany.

D. Ł.: Twój fanpage na Facebooku ma ponad 3000 polubień. Myślę, że to sporo jak na kogoś z „końca świata”.

D. K.: Jest to całkiem spoko liczba, choć wiadomo, że to tylko lajki – ale nie mogę powiedzieć, że nie cieszę się z ciągłego przyrostu. A co do „krańca świata”, to kiedyś miałem taką sytuację, że kuzyn mojego znajomego był bardzo zdziwiony, jak taki ktoś z Ustrzyk Dolnych mógł kręcić klip Żabsonowi?

D. Ł.: Są różnice we współpracy z kimś z podziemia a popularnymi artystami?

D. K.: Jasne – popularni artyści mają zazwyczaj trochę większe wymagania, ale w podziemiu też trafiają się tacy, którzy te wymagania mają dość spore. Nie mam z tym większych problemów. Denerwuje mnie tylko, jak ktoś oczekuje ode mnie cudów i myśli, że to jemu zrobię ten najlepszy klip w moim życiu.


D. Ł.: Jak wygląda takie nagranie? Piszesz wcześniej scenariusz czy działasz na spontanie?

D. K.: Każdy klip jest inny. Czasami m

fot. Jagoda Smarkucka

amy fajny scenariusz i wszystko idzie zgodnie z planem, a innym razem nic nie wychodzi i trzeba lecieć na spontanie. Nie lubię planować, chociaż przy klipach jest to bardzo przydatne, ale mimo scenariusza zazwyczaj najwięcej pomysłów przychodzi mi do głowy w trakcie kręcenia.

D. Ł.: Co najdziwniejszego spotkało Cię na planie?

D. K.: Gdy w sierpniu kręciłem klip dla Wiatra, wszystko szło pięknie. Po nagraniu, około drugiej w nocy, poszliśmy obgadać parę rzeczy. Rozmawialiśmy przez dobre 2 godziny i kiedy na zegarze wybiła czwarta nad ranem stwierdziłem, że to już pora zamówić taksówkę, by wrócić do domu – byłem z dwoma kumplami i moją dziewczyną. Pani, z którą rozmawiałem, powiedziała, że taksówka będzie za kwadrans, więc czekaliśmy pod sklepem monopolowym i pech chciał, że było to na Nowej Hucie. Po 10 minutach czekania podjechał niebieskawy Volkswagen Golf i wysiadło z niego dwóch mężczyzn – zaczęli nas wyzywać, wyciągnęli gaz pieprzowy i jeden z nich psiknął mi w twarz. Ja się odsunąłem i zdziwiłem się, bo nic mnie nie piekło. Padło parę wyzwisk, moja dziewczyna uciekła ze sprzętem i podobno już wybierała numer na policję. Gdy podjechała nasza taksówka, mężczyźni wsiedli do auta i, niczym „CJ” z „GTA: San Andreas”, wyciągnęli wyżej wymieniony gaz, otworzyli okna i psikali na nas jakby to było Uzi. (śmiech)

D. Ł.: A jak się wybiłeś?

D. K.: Nie wiem, czy „wybiłeś” jest tu odpowiednim słowem. Nie jestem celebrytą, muzykiem czy coś takiego. Ja po prostu kręcę klipy i jakoś to leci powoli, do przodu. Na pewno w rozpromowaniu mojej działalności dopomógł Kstyk, Asap Swag, Essex, wyżej wspomniany już Żabson, Luka, Q, Szulinio, Wiatr i tak naprawdę powinienem wymienić tutaj każdego, z kim współpracowałem, bo każdy z nich w jakiś sposób mi pomógł.

D. Ł.: Kim się inspirujesz?

D. K.: Wiesz co, ciężko jest wybrać jedną osobę, bo u każdego mogę zobaczyć coś, co mógłbym użyć też u siebie. Jeśli chodzi o grafiki – to prace Mdooma, Mohera, Leny’ego są głównym źródłem inspiracji. Natomiast jeżeli chodzi o video – to bankowo H D S C V M, BRTHR FILMS, Glassface, również bardzo lubię prace Pawła Flisa.

fot. Jagoda Smarkucka

D. Ł.: Z kim chciałbyś współpracować?

D. K.: Nie sposób wymienić wszystkich, ale bardzo chciałbym nakręcić klip Kanye’owi Westowi albo Asap Rocky’emu. Myślę, że jakaś kolaboracja z nimi byłaby świetnym doświadczeniem – mam nadzieję, że oni też tak myślą!

D. Ł.: Polscy twórcy też wzbudzają Twoje zainteresowanie w kwestii współpracy?

D. K.: Tak, jest wiele osób w Polsce, z którymi chciałbym współpracować i powoli udaje mi się zostać zauważonym przez niektóre z nich. Nie chcę rzucać ksywkami, ale czas pokaże, czy uda się z kimś z mojej „listy” coś stworzyć. Byłoby super!

D. Ł.: Chcesz kręcić klipy tylko dla raperów czy w przyszłości zamierzasz celować w inny target?

D. K.: Od dłuższego czasu chciałbym trochę odbić od rapu i zacząć kręcić coś w innych klimatach, np. elektronicznych. Nawet klip dla jakiegoś zespołu punkrockowego byłby bardzo ciekawym eksperymentem. Niedługo na pewno zajmę się filmami reklamowymi.

D. Ł.: Prywatnie słuchasz rapu czy czujesz jego przesyt?

fot. Romana Majowska

 

D. K.: Słucham dużo rapu, ale nie ograniczam się tylko do niego; czasem potrzebuję „odpalić” coś innego, bo tak jak mówisz – czuję totalny przesyt. Ta muzyka towarzyszy mi w pracy, w szkole, wśród znajomych – dosłownie wszędzie, więc odpoczynek od niej bywa konieczny.


D. Ł.: Możesz powiedzieć coś o nadchodzących projektach?

D. K.: Kilka dni temu nagrałem dwa klipy z ReTo, wszystko w 10 godzin. Pewnie w momencie ukazania się tego wywiadu jeden klip będzie już dostępny na kanale New Bad Label. A poza tym szykuje się wiele innych kooperacji z dobrymi ludźmi.

D. Ł.: Jak Twoi najbliżsi reagują na to, co robisz?

D. K.: Od początku wspierają mnie jak tylko mogą w tym, co robię. Dobrze wiedzieć, że ma się na kim polegać i nawet podczas największego kryzysu wystarczy jeden telefon i są w stanie rzucić wszystko, by mi pomóc. Moje prace dedykuję właśnie im: Mamie, Dziadziowi, Babci, Dziewczynie, Prababci, Tacie, Wujkowi, Cioci, Kuzynce, a nawet Tobie Damian – po prostu wszystkim, którzy dołożyli cegiełkę, bym był tym, kim teraz jestem.

D. Ł.: O czym marzysz?

D. K.: Marzę o tym, aby żyć z tego, co kocham, czyli z kręcenia klipów.

D. Ł.: I tego Ci życzę.

Autor: Damian Łodyński

Trochę kłamię, dużo żartuję i lubię ładne dziewczyny.

7 myśli na temat “„Nie jestem celebrytą…”

  1. spoko, ale jak koza mówił o tej akcji na nowej hucie to dosyć fajnie sie rozpisał i mogłeś pociągnąć ten temat dalej, zapytać chociaż o coś więcej, pociągnąć wątek. A ty tak nagle zmieniłeś temat, nienaturalnie szybko. Fajny projekcik

Dodaj komentarz