Nowy, lepszy przyjaciel

Poranek. Pierwsze spojrzenie z utęsknieniem poszukuje jego – małego prostokąta z kolorowym wyświetlaczem. Pierwsze słowa wypowiadane w myślach? Skierowane ku niemu. Kiedy wyjdziesz z domu, zawsze sprawdzasz, czy masz go przy sobie. Jest w pełni sił? Bateria naładowana, więc wytrzyma przy Tobie cały dzień. Stojąc na czerwonym świetle, niewinnie sprawdzasz, co chce Ci powiedzieć. Gdy jedziesz autobusem, wolisz, żeby nikt znajomy nie wsiadł do tej samej linii, bo będziesz musiał schować go do kieszeni i porozmawiać z kimś „na żywo”. A przecież teraz przyjaźń dla młodych istnieje wyłącznie wirtualnie. Tak samo jak miłość, znajomość i bliscy. Tak spędzasz cały dzień. W obawie przed „żywym” kontaktem. Lepiej i prościej byłoby, gdybyśmy rozmawiali tylko za pomocą wiadomości. Nie byłoby stresu. Ale czy na pewno?

Patrząc na swoją codzienność, mogę zauważyć, że telefon to bardzo uzależniające zjawisko. Nie sam aparat telefoniczny jednak, ale jego systemowe wnętrze – a to już jest bardzo niepokojące. Wielu widzi problem właśnie w przedmiocie. Ale czym jest sam telefon? Od niego nie potrafimy się uzależnić, stajemy się zależni tylko od tego, co dzięki niemu możemy zrobić. Dopóki komórki nie miały funkcji, jakie oferuje się nam dziś, służyły tylko do komunikowania się w sytuacjach, kiedy naprawdę nie mogliśmy się spotkać. Obecnie mamy do czynienia ze zjawiskiem odwrotnym. Spotykamy się „na żywo” tylko wtedy, gdy kontakt telefoniczny już nam nie wystarcza. Czyli rzadko, bo współczesne telefony komórkowe umożliwiają praktycznie wszystko.

Warto więc zadać sobie pytanie: czy korzystasz z telefonu w celu ułatwienia sobie komunikacji, czy może tak bardzo wplótł się on w Twoje życie, że nawet nie potrafisz stwierdzić, czym właściwie dla Ciebie jest?

Z autopsji…

Nie chciałbym nikogo oceniać, ponieważ sam jestem uzależniony od telefonu i jakoś specjalnie z tym nie walczę… Jednak na przykładzie moich rodziców widzę, jak zmienia się sposób komunikacji z człowiekiem, kiedy zaczyna on korzystać ze smartfona. Kiedy bowiem „przerzucili” się na lepszy model, porzucając stare komórki wyposażone jedynie w funkcję dzwonienia i pisania wiadomości SMS, ich system porozumiewania się, a przede wszystkim spędzania czasu uległ zmianie. Mniej rozmawiają, więcej oglądają. A to i tak nic w porównaniu do młodych ludzi, ponieważ moi rodzice korzystają również z wielu nieznanych dotąd, a przydatnych im funkcji. Nie marnują czasu na bezsensowne przeglądanie Facebooka, bo obowiązki na to nie pozwalają. Jednak, kiedy ten wolny czas jest, to bardzo często towarzyszy mu smartfon.

Może ta zmiana u rodziców nie jest diametralna. Ale jest. Korzystają oni z telefonu mądrze, jednakże, kiedy przypomnę ich sobie bez tego nowoczesnego urządzenia, myśl, że teraz je mają, przeszkadza mi. Pisząc ten tekst, robię rachunek sumienia, pytając, jak bardzo zmieniłem się ja sam, kiedy zacząłem żyć z telefonem? Jak bardzo zmieniło się moje podejście do bliskich, do znajomych i do kontaktu z ludźmi? Czy nie byłoby lepiej, gdybym używał komórki tylko jako pomocy? Ano byłoby. Ale czy będę potrafił zostawić ją na cały dzień w domu? Czy będę potrafił opanować się, gdy usłyszę dźwięk powiadomienia? Myślę, że to globalny problem. U jednych rozwinięty bardziej, u innych mniej. Oczywiście, podchodząc do tematu dość jednoznacznie, spojrzałem na telefon w nazbyt złym świetle. Samo to już o sobie świadczy. Wiele osób, z którymi o tym rozmawiałem, również zauważa więcej negatywnych niż pozytywnych aspektów poruszanego problemu.

Najgorszy jednak jest wpływ tego rodzaju elektroniki na najmłodszych. Często widzi się, że półtoraroczny szkrab, który jeszcze nie potrafi mówić (!), operuje telefonem lepiej niż niejeden 50-latek. Obraz tragiczny. Takie dziecko, które od małego uzależnia się od przedmiotu, ma w dalszej fazie rozwoju bardzo duże problemy w kontaktach z rówieśnikami. Staje się samotne i przez to często szuka pomocy „w sieci”. My, dorastający w „czystym” świecie, prawdopodobnie zawsze wspominamy dzieciństwo jako okres bezstresowy. Okres, w którym zawsze było wielu przyjaciół, wiele zabaw i przygód. Kumpel opowiadał mi o swoim 15-letnim bracie – jego jedyną wakacyjną aktywnością było wyjście na spacer w poszukiwaniu pokemonów… Resztę czasu spędzał zaś przed komputerem. A co my robiliśmy w wieku 15 lat? Doszliśmy do wniosku, że zazwyczaj przebywaliśmy poza domem. W gronie znajomych. Graliśmy w piłkę, jeździliśmy na rowerach, biegaliśmy, a dopiero po zakończonym, pełnym aktywności dniu uruchamialiśmy komputer… aby nadal móc się ze sobą kontaktować. Oczywiście nie twierdzę, że wtedy nie było telefonów i gier komputerowych. Jednak człowiek korzystał z nich roztropnie. Dzięki temu dziś nadal potrzebujemy relacji „na żywo”. I możemy tylko zastanawiać się, jak rozmowy między młodymi ludźmi będą wyglądały za kilkanaście lat.

Warto pomyśleć, który z wymienionych powyżej światów jawi się jako ten mniej stresujący? Dzisiejszy, w którym prowadzimy kilka żyć naraz? Instażycie, Fejsżycie, Snapżycie, Youżycie… Czy może świat, w którym budząc się rano, mieliśmy wolne obydwie dłonie?

Autor: Łukasz Wacławek

Salut, jestem Łukasz. Moja pasja to hip-hop i futbol. Żyję tymi dwiema rzeczami. Piszę wiersze, teksty, pracuję w radiu i gram koncerty. W życiu znajdzie się miejsce na wszystko. Tak jest i w moim. LV

Dodaj komentarz