Zepsuło się! I co dalej?

Każdy z nas zna tę sytuację doskonale z własnego doświadczenia. Spodobały nam się buty, spodnie, zegarek, rower… I co? Coś pęka, przeciera się, przestaje działać… Wady zakupionych rzeczy niejednokrotnie można wymieniać w nieskończoność. Jak zatem walczyć o wysoką jakość produktów? Kiedy nowe rzeczy się niszczą, zwykle poddajemy się i kupujemy nowe. Często także naprawiamy je na własną rękę i wydajemy przy tym kolejne pieniądze. Wielu z nas zdaje sobie również sprawę, że przysługuje nam jeszcze prawo do REKLAMACJI.

Są tacy sprzedawcy, którzy aż kipią ze złości na dźwięk tego jakże magicznego słowa! Zawsze wtedy towarzyszy nam, konsumentom, ta sama myśl: Jak to jest, że kiedy kupowałem/am rzecz, Pani była taka miła, a dziś traktuje mnie jak niechcianego gościa?! Takie zachowanie sprzedawców sprawia, że ludzie wręcz wstydzą się reklamować wadliwe towary. Ale nie powinniśmy się zrażać! Reklamacja jest naszym prawem – skoro kupiliśmy dany produkt za własne pieniądze, mamy prawo wymagać, aby wszystko działało jak należy.

Wszyscy są niewątpliwie świadomi, czym jest reklamacja. Jednak ilu z nas zdaje sobie sprawę z tego, iż można jej dochodzić na dwa sposoby – na podstawie rękojmi bądź gwarancji? Cechą charakterystyczną tej drugiej jest fakt, że udziela jej producent lub sprzedawca i zależy ona wyłącznie od jego dobrej woli. Czym zatem jest traktowana przez ludzi bez wątpienia po macoszemu rękojmia? Moim zdaniem to najskuteczniejsza metoda reklamowania zniszczonych rzeczy. W ciągu dwóch lat (roku, w przypadku gdy dana rzecz jest cały czas eksploatowana, np. samochód) mamy prawo złożyć reklamację w związku z wadliwością towaru. Towar wadliwy to taki, który:

1. nie ma odpowiednich właściwości, które powinien mieć ze względu na cel zawarty w umowie albo wynikający z okoliczności lub przeznaczenia danej rzeczy – (co to oznacza?) np. pękła podeszwa buta;

2. nie ma właściwości, o których istnieniu sprzedawca zapewnił kupującego, przedstawiając mu chociażby próbkę albo wzór – (o co im chodzi!?) np. aparat nie ma funkcji, za którą ręczył sprzedawca;

3. nie nadaje się do celu, o którym kupujący poinformował sprzedawcę, a sprzedawca nie zgłosił zastrzeżenia co do takiego jego przeznaczenia – (ratunku!) np. zegarek nie jest wodoodporny, a przed zakupem konsument powiadomił sprzedawcę, iż ma zamiar użytkować go podczas nurkowania;

4. został wydany kupującemu w stanie niezupełnym – (już bardziej zrozumiałe) np. telefon sprzedano bez ładowarki.

Pamiętajmy przy tym, że za dowód kupna może służyć nie tylko paragon, ale także e-mail czy potwierdzenie płatności z karty płatniczej!

Skoro już wiemy, kiedy przysługuje nam rękojmia, warto dodać, czego możemy w takim wypadku oczekiwać od sprzedającego nam wadliwe produkty. Przede wszystkim ma on możność towar nam wymienić albo naprawić. Poza tym (szczególnie, jeśli dana rzecz była już raz naprawiona bądź wymieniona) ubiegać się możemy o obniżenie ceny produktu lub odstąpienie od umowy – o ile wada jest obiektywnie istotna. Sprzedający często nie lubią, kiedy korzysta się z uprawnienia, jakim jest reklamacja, szczególnie z tytułu rękojmi. Sam bardzo często spotykałem się z sytuacją, w której byłem celowo wprowadzany w błąd co do tego, czy przysługuje mi to prawo, nie mówiąc już nawet o jakiejkolwiek rozmowie na temat odstąpienia od umowy! Ważne jest jednak to, że sprzedający musi nam reklamację przyjąć i że ma 14 dni na ustosunkowanie się wobec niej – jeśli nie zrobi tego w terminie, przyjmuje się, iż rozpatrzył nasze roszczenia pozytywnie (wyjątek stanowi tutaj wycofanie się z umowy, gdzie okres ten może być dłuższy). Zawsze o tym pamiętajmy.

Pozostaje jeszcze kwestia odstawienia towaru do sprzedającego… Nie wszystko można łatwo odwieźć, bo jak tu na przykład przetransportować w samochodzie osobowym dwumetrową szafę? Warto wtedy pamiętać, że dostarczenie rzeczy następuje na koszt sprzedającego (niezależnie od rodzaju reklamowanego przedmiotu)! Chyba jednak żaden ze sprzedawców nie przyzna się, że o tym wie… Opłaca się jednak nie zapominać także i o tym uprawnieniu konsumenta. Czasem prosząc o coś więcej, łatwiej uzyskamy coś mniejszego, na czym nam szczególnie zależy. A jeśli się uda osiągnąć i jedno, i drugie – dlaczego nie?!

Uważam, że znajomość swoich podstawowych praw w świecie przepełnionym konsumpcjonizmem jest nieodzowna. I chociaż mi samemu przysporzyła wielu wrogów (do niektórych sklepów nie mogę nawet zaglądnąć), to nadal sądzę, że zawsze warto „walczyć” o swoje!

Dodaj komentarz