Artykuł

Emocje w mediach społecznościowych

Emocje, reakcje, relacje nawiązywane z odbiorcami naszych treści. Każdy z tych aspektów jest istotny w tworzeniu swojego wizerunku w mediach społecznościowych. Historia, którą opowiadamy, powinna być interesująca już od pierwszych sekund. Obecnie nawet krótkie treści – reelsy/shortsy – stają się dla niektórych za długie. Jest  to związane ze skracaniem się czasu, w jakim człowiek może zachować skupienie na danym obiekcie. Jest to globalny problem, który ciągnie za sobą pasmo kolejnych „schorzeń” pokoleniowych.

Co się „sprzedaje” w Internecie?

Najchętniej klikanymi informacjami są te, które opowiadają o czyjejś krzywdzie (np. ataki, śmierć), o popełnianych przez ważne osoby błędach, skandalach różnego typu. Są to tematy, na których portale informacyjne najwięcej zarabiają. A co staje się viralem na innych platformach? Zależy od grona odbiorców, dla których jest kreowana dana rzecz.

Algorytm Instagrama po jakimś czasie dokładnie uczy się tego, co przeważnie oglądamy. W moim przypadku są to filmiki o podróżach, szydełkowaniu, ubraniach i gotowaniu. Każdy z tych filmików ma podobny mechanizm i często robi duże wyświetlenia. Jednym z powodów tego stanu rzeczy jest to, że ludzie lubią widzieć ładne rzeczy i miejsca. Lubią fantazjować o tym, co mogą zrobić, zobaczyć, ubrać. Wyobrażają sobie siebie w Rzymie w najmodniejszej sukience lata, jedzących gelato z ogromnej cytryny.

Każdy z widzianych obrazów wywołuje w nas konkretne emocje, niektóre pozytywne, inne negatywne. Mogę dać siebie jako przykład. Marzy mi się wyjazd do Kopenhagi i, odkąd polubiłam parę postów o tym miejscu, coraz częściej wyświetlają mi się krótkie vlogi ze stolicy Danii, zatytułowane: Najlepsze kawiarnie w Kopenhadze, Gdzie najlepiej iść na zakupy w Kopenhadze, Co warto zobaczyć będąc w… Każdy z tych filmików wywołuje we mnie kilka określonych odczuć. Z jednej strony jestem zdeterminowana i podekscytowana, że kiedyś tam pojadę, z drugiej jestem smutna i sfrustrowana, że zamiast popijać cappuccino przy kanale, jedząc świeżą bagietkę z serem, jestem w domu i martwię się egzaminami. Biorąc pod uwagę, że filmiki o podróżach bardzo często stają się viralowe w mediach społecznościowych, mogę spokojnie stwierdzić, że nie jestem jedyną osobą, która marzy o tym, żeby wyrwać się z czterech ścian swojego pokoju.

Znaczenie emocji w Internecie

Każdy z nas działa pod wpływem emocji. O wiele łatwiej też się nami manipuluje lub zwraca naszą uwagę przez użycie konkretnych zwrotów, tematów, obrazów. Tematyka jest według mnie kluczowa. W tym samym momencie viralem może być filmik ze śmiesznym kotem i wiadomość o tym, że agenci ICE w Minneapolis próbowali siłą wejść do ambasady. Dwa kompletnie różne światy, które można oglądać jeden po drugim. Oba wywołują silne emocje. Dzięki jednemu produkują się endorfiny i się rozluźniamy, drugi nas denerwuje i sprawia, że jesteśmy gotowi do walki.

W zależności od jakiego filmiku zaczniemy, od jakiej emocji, właśnie w taki sposób zostaniemy zaprogramowani, a nasz algorytm będzie podrzucał nam kolejne propozycje pogłębiające nasz stan emocjonalny. Tym samym, ze względu na kierujące nami uczucia, będziemy dłużej zatrzymywać się przy wybranych filmikach, a niektóre omijać.

W sytuacji, w której kierują mną dwie emocje, np. złość i smutek, wtedy filmik, na którym ktoś pokazuje piękny bukiet kwiatów, troszkę poprawia mi humor, bo wyobrażam sobie, że dostaje właśnie taki prezent od kogoś bliskiego. Do tego kwiaty pozytywnie wpływają na nasze zdrowie psychiczne i samopoczucie, redukują stres i poprawiają nastrój. Dla kobiet, które rzadko dostają takie prezenty od swoich partnerów, treści tego typu mogą wywołać smutek i myśl: On nigdy by mi czegoś takiego nie kupił. Te same treści mogą wywoływać różne reakcje czy emocje.

Dlaczego coś staje się viralem?

Trudno wyjaśnić, dlaczego coś nagle staje się popularne. W szczególności niełatwo mi zrozumieć, dlaczego niektóre historie opowiadane przez influencerów stają się viralowe.

Pod hasztagiem #storytime można znaleźć wszystko. Od wspomnienia traumy z dzieciństwa, dawnych przyjaźni, relacji, które skończyły się zdradą, aż po wszelkiego rodzaju przemoc, nadużycia i tragiczne zakończenia. Każdy z tego typu filmów zaczyna się podobnie, np. hasłem: Story time o tym, jak odkryłam/dowiedziałam się, że… To, co pada po słowie story time, przeważnie jest zadziwiające i niewyobrażalne dla większości. Wydaje mi się, że takie treści „zdobywają zasięgi” tylko przez to, iż dużo osób w naszym społeczeństwie za bardzo interesuje się życiem innych.

Bycie ciekawskim i chęć znalezienia drugiej osoby z takimi samymi trudnościami sprawia, że nasze wyobrażenie o nas samych się poprawia. Teraz nie jesteśmy jedyną osobą z problemami  sercowymi. Ona (dziewczyna na Instagramie) też je ma i dwa miliony osób, które również obejrzało ten filmik, może je mieć. W taki sposób tworzy się grupa ludzi, których łączy coś wspólnego. Każdy z nich ma problemy sercowe, każdy z nich doświadczył albo doświadcza swego rodzaju traumy.

Podczas pandemii stałam się fanką amerykańskiej youtuberki Emmy Chamberlain. Pokazywała ona jak wygląda jej życie w tym trudnym globalnie okresie. Nie tworzyła jakiejś fasady, która miała pokazać, że wszystko jest sztucznie fantastyczne. Nie kryła tego, że ma depresję. Że tak samo jak dużo osób w tamtym czasie znalazła się w rutynie, którą ciężko jest przerwać. I właśnie w taki sposób zbudowała sobie grono odbiorców, które obecnie liczy 12 milionów subskrybentów na YouTube. W dobrym momencie pokazała taką wersję siebie, która wpasowała się w życie każdego z nas.

Wnioski

Każda informacja, jaką widzimy w mediach społecznościowych, jest wypełniona jakimś uczuciem. Chęć wpłynięcia na drugiego człowieka przez użycie emocji jest czymś, co dzieje się na naszych oczach. Nie chcę wchodzić w teorie spiskowe. Jednak coraz częściej mówi się o agresji najmłodszych pokoleń ze względu na nadużywanie telefonu czy, ogólnie mówiąc, Internetu. Każda treść, jaką widzimy, przeglądając różne platformy, ma nam coś przekazać. Dać nam jakieś nowe wyobrażenie, cel, marzenie albo powód do zmiany. Tylko teraz pytanie, czy wpływanie na kogoś, gdy ten nie jest tego świadomy, jest moralne? Czy gra na emocjach, jaką stosują niektóre platformy, jest etyczna? Według mnie coraz częściej spotyka się ludzi, którzy przesiąknięci różnego rodzaju treściami stają się ograniczeni. Nie potrafią dostrzec, że życie to coś więcej niż ta bańka, w której się zamknęli.