Artykuł

Najlepszy okres życia

Tak studia nazywa każdy absolwent borykający się z prawdziwą dorosłością. Imprezy, złe decyzje życiowe, romanse, nowe znajomości na chwile, a to wszystko na koszt sponsorów – rodziców. Dla niektórych pierwsze kroki w dorosłość. Własne mieszkanie na wynajem dzielone z ośmioma przypadkowymi osobami. Podejmowanie samodzielnych decyzji oraz branie za nie odpowiedzialności. Zakupy spożywcze w lodówce rodziców na weekendowych powrotach do domu. Ustalanie swoich własnych posiłków, czyli kebab w trzech wydaniach: śniadaniowy, obiadowy i ten, który ma uratować sytuacje po tym „jednym drinku”.

Początek studiów

Z dniem 1 października oficjalnie otrzymałeś angaż w serialu dramatyczno-zagadkowo-komediowym, inaczej też nazywanym studiami. Drogi studencie, już teraz Cię poinformuję, że znalezienie tej jednej informacji na stronie Twojej uczelni lub gdziekolwiek będzie tak trudne, że w połowie drogi poddasz się i stwierdzisz, że zawsze możesz napastować swojego starostę albo kogokolwiek innego na grupie roku. Może akurat masz na roku Houdiniego albo Sherlocka, który potrafi złamać zagadkę, jaką jest uczelniana strona. Podobnie będzie z planem zajęć. Jeśli nie jesteś Marianem Rejowskim, nawet się za to nie zabieraj. Tysiące najróżniejszych znaków i każdy znaczy coś innego, może po kilku miesiącach nauczysz się nawigować w tych labiryntach budynków i korytarzy, ale na początku polecam podążać za stadem, najwyżej zgubicie się grupowo. Zawsze będzie Ci raźniej.

Kiedy uda Ci się przebrnąć przez ten Labirynt Hawary, przygotuj się, że na twojej drodze pojawią się „Ole” (autorski termin). Prawdopodobnie pierwszego dnia na uczelni przyszedłeś na pierwsze i ostatnie spotkanie ze swoim opiekunem. Rzucony na sale z przypadkowymi osobami wybrałeś jakieś tam miejsce. Nagle koło ciebie pojawiła się jakaś osoba, przedstawia się jako „Ola”; myślisz super, pierwsza znajomość. Po 3 dniach „Ola” znika, nie możesz jej znaleźć i teraz nie wiesz, czy ta osoba Ci się przywidziała, czy faktycznie taki ktoś był. Od razu cię zapewniam drogi studencie, „Ola” raczej żyje, może nawet ma się dobrze, ale nigdy więcej jej nie zobaczysz.

Pierwsze razy są najgorsze 

Zależy kogo zapytać i jaki jest kontekst rozmowy. Jeśli chodzi o pierwszą sesję, to jest to moment, w którym wszystkie przypadkowe Marysie (autorski termin) zaczną do ciebie pisać o notatki. Czemu one nie mają własnych materiałów skoro macie chodzić na te same zajęcia? Nie mam pojęcia, ale jakbym miała zgadywać to przez to, że „szukają jelenia”, który zrobi całą robotę za nie, albo po prostu zapomniały o istnieniu studiów. To tylko spekulacje. W tamtym momencie nie będziesz miał na nic czasu, będziesz chciał to wszystko rzucić, ale to sprawi, że nie doświadczysz „najlepszego okresu życia”, a kto chce przegapić taką zabawę. Polecam przyszyć sobie legitymację do czoła i pozostawić ja tam na okres aż do zakończenia sesji. Bez tego kawałku plastiku nie wpuszczą cię na egzamin, co będzie wiązać się z terminem poprawkowym.

Więc, przyjacielu, pamiętaj, że ze wszystkiego można wybrnąć. Wiara w siebie, trochę sprytu i dobry bajer wyprowadzi cię z różnych sytuacji, nie ma co się załamywać, na to przyjdzie czas później. Na razie jesteśmy młodzi, mimo bólu pleców, trzeba z tego korzystać i zrobić coś ze swoim życiem nim się je zmarnuje.


*Wiadomość do Oli i Marysi: proszę nie brać personalnie tego, co jest napisane w tekście.