Hej, Wesele! – recenzja spektaklu
Każdy z nas zna „Wesele” ze szkoły średniej – postacie, przekaz dramatu, chocholi taniec i adaptację Andrzeja Wajdy. Wydawać by się mogło, że w takiej sytuacji nic już nie zaskoczy widza. Jednak czy na pewno?

Jak wypadł spektakl?
Spektakl powstał z okazji 70-lecia Teatru „Maska” w Rzeszowie i doskonale prezentuje możliwości tej sceny: od łamania czwartej ściany, przez świetne aktorstwo, barwne kostiumy i dynamiczny ruch, po niezwykłą scenografię. Za reżyserię i scenografię odpowiada Justyna Łagowska, a za adaptację Miłosz Markiewicz. Ich współpraca stworzyła niezwykle intrygujący obraz.
Z początku zachwyca weselny klimat – muzyka na żywo w połączeniu z aktorami tańczącymi w korytarzu przed sceną. Ta bliskość natychmiast wprowadza widzów w biesiadną radość znaną ze sztuki Wyspiańskiego. Nastrój podtrzymują pierwsze sceniczne momenty, pełne chaosu i niespodziewanych wejść aktorów z różnych stron.
Jak wygląda warstwa wizualna?
Uwagę przykuwają kostiumy Konrada Parola – ludowe stroje przeplatają się z nowoczesnymi ubraniami (dresami, ortalionami, zwiewnymi sukienkami), tworząc pomost między przeszłością a współczesnością. Justyna Łagowska umieściła wydarzenia w minimalistycznym, surowym wnętrzu przypominającym postapokaliptyczny barak z oknem w przyszłość. Ta prostota eksponuje hipnotyzujące barwy: krwiste czerwienie, mistyczne fiolety, dym oraz grę światła i cienia. Mieszanie estetyk daje surrealistyczny efekt, od którego trudno oderwać wzrok.
Jak wypadła gra aktorska?
Gra aktorska i ruch sceniczny (m.in. Kateryna Vasiukova) stoją na bardzo wysokim poziomie. Upiory budzą strach i zachwyt, a Widmo-żołnierz (Kacper Lorens), Rycerz z czaszką (Maciej Owczarek) czy czworakujący Stańczyk (Kamil Dobrowolski) wywołują ciarki. Pomysłowy jest motyw Widma „rozpadającego” się na kawałki, a lalki podkreślają zależność człowieka od idei. Wernychora przedstawiony jako bohater zbiorowy (A. Złomańczuk, E. Mrówczyńska, A. Kukułowicz, M. Szela, J. Pruś, Z. Filipkowska) trafnie zwraca uwagę na problemy kobiet oraz Ukrainy. Z kolei nadejście Racheli (Anna Złomańczuk) w pasiakach łamie serce, zwiastując nadchodzącą katastrofę.
Jak wypadła warstwa dźwiękowa?
Muzyka „Wesela” jest absolutnie hipnotyzująca, dosłownie i w przenośni. Elektroniczne bity i rytmiczny ruch aktorów sprawia, że cały obraz wydaje się być wyjęty jakby z nieprzyjemnego snu. W scenie finałowej aktorzy wpatrują się w okno, poruszając się rytmicznie w przód i w tył, będąc jakby w transie, co doskonale podsumowuje cały oniryczny spektakl.
Czy warto się wybrać na spektakl? Zdecydowanie tak! „Wesele” zabiera widza w znany już wszystkim świat, ale w zupełnie innym wydaniu – pełnym niekonwencjonalnych rozwiązań, refleksji, łączy ze sobą to, co dawne, z tym, co nowe. Jeżeli lubicie spektakle o nieco awangardowej formie, zdecydowanie polecam!
Zobacz również

„Wszyscy umrzemy, gdybyśmy to zaakceptowali to bylibyśmy szczęśliwsi”. Kilka słów o „The Good Doctor”
21 stycznia 2023
Kiedy kończy się lenistwo a zaczyna problem?
28 listopada 2021