Wywiad

„Cykl wydarzeń, w którym zawsze można uczestniczyć” – rozmowa z dr hab. Kazimierzem Maciągiem

Dr hab. Kazimierz Maciąg to wykładowca pracujący w Instytucie Polonistyki i Dziennikarstwa. Obecnie razem z dr hab. Markiem Staniszem jest odpowiedzialny za projekt Bliżej krytyki literackiej” prowadzony na Uniwersytecie Rzeszowskim.

Jak realizuje się Pan Profesor jako kierownik tego całego projektu? Jak wygląda codzienność pracy przy tak rozbudowanym przedsięwzięciu naukowym?

Powiedziałbym, że bardzo dobrze dzielimy się z prof. Markiem Staniszem zarządzaniem tym projektem. Pan prof. Marek Stanisz zajmuje się przygotowaniem kolejnych prelekcji od strony intelektualnej, że tak powiem. Nawiązuje kontakt z potencjalnymi autorami tych prelekcji, ludźmi, którzy mają coś do powiedzenia na temat współczesnej krytyki literackiej, na temat badań literackich, zwłaszcza tego okresu, który nas szczególnie interesuje, to znaczy XIX wieku. Natomiast ja się zajmuję stroną techniczną, właśnie między innymi obsługą finansową całego projektu, rozliczeniami i sprawami organizacyjnymi. Jeżeli w tym naszym projekcie są wycieczki na przykład, to trzeba zorganizować transport, wszystko skorelować czasowo, żeby pasowało do siebie. Także to jest moja rola, głównie na tym polega.

Widać, że to wymaga dużej odpowiedzialności. I skoro jesteśmy przy tym temacie, to co jest dla Pana Profesora obecnie największym wyzwaniem, prowadząc ten cały projekt?

Na początku były duże problemy, można powiedzieć, ponieważ to było coś nowego dla nas, dla całego Instytutu. Organizowaliśmy dotąd takie pojedyncze wydarzenia, które wymagały mniejszego zasobu energii. To były jednorazowe wydarzenia głównie. Natomiast tutaj zanosiło się od początku na taki cykl, który będzie trwał dwa, dwa i pół roku mniej więcej. To było też coś nowego dla władz uczelni właśnie, ponieważ cały projekt oparty jest na umowie zawartej między Towarzystwem Literackim, Zarządem Głównym Towarzystwa Literackiego z siedzibą w Warszawie a naszą uczelnią, a konkretnie Instytutem Polonistyki i Dziennikarstwa.

I nasza, można powiedzieć, uczelnia też uczyła się przy okazji tego całego projektu. Jak realizować, jak przygotować to wydarzenie, jakie punkty na przykład ująć w umowie. Tak, żeby to wszystko dobrze działało. Właściwie to przed miesiącem, chyba, obchodziliśmy dwa lata od początku tego projektu. Gdy tutaj przeglądałem przed naszą rozmową umowę zawartą między Towarzystwem Literackim im. Mickiewicza i Uniwersytetem, właśnie ta umowa była zawarta w lutym 2024 roku, czyli już ponad dwa lata temu. No i można powiedzieć, że dzięki temu wspólnemu wysiłkowi całość przebiega zgodnie z planem. W ciągu następnego pół roku powinniśmy właściwie zakończyć cały ten projekt.

A jakie dotychczas efekty przyniósł ten projekt? Zapewne dołożył się on do, powiedzmy, ogólnej świadomości na temat krytyki literackiej. Jakie osiągnięcia uważa Pan Profesor za najważniejsze na ten moment, zarówno w wymiarze naukowym, jak i popularyzatorskim?

Tak, właśnie takim naszym głównym zadaniem była popularyzacja krytyki literackiej. Tutaj można by powiedzieć, że krytykę literacką można rozumieć na dwa różne sposoby. Albo tak bardzo wąsko, właśnie jako takie działania, które zajmują się oceną dzieła literackiego, jego analizą. Jakoś tak jesteśmy do tego przyzwyczajeni, że krytyka literacka powinna dotyczyć współczesnej, że tak się wyrażę, produkcji literackiej tych dzieł, które teraz się ukazują.

No i to byłoby takie właśnie wąskie rozumienie krytyki literackiej. Natomiast bardziej szeroko można to rozumieć jako wszelkie przyglądanie się dziełom literackim. Również tym, które powstały w poprzednich epokach, ponieważ prelegenci, którzy zabierają głos w ramach naszego cyklu, zajmują się literaturą przynajmniej ostatnich dwóch stuleci. Więc szerokie rozumienie to byłyby wszelkie badania literackie.

Wydaje mi się, że efektem tego projektu jest właśnie to, że możemy tak bardzo szeroko popatrzeć na krytykę literacką. Nie tylko jako na ocenę dzieł współcześnie wydawanych, ale taką ocenę historyczną tych dzieł. Często krytyka literacka jako, na przykład, mówienie o tym, jak oceniano dzieła literackie, które powstały w okresie romantyzmu czy pozytywizmu, to chodzi o to, jak czytelnicy je przyjmowali. Natomiast może też dzięki naszemu projektowi wszyscy się troszeczkę nauczyliśmy tego, że krytyka literacka to bardzo szerokie zjawisko.

Wśród prelegentów, którzy występują w ramach naszego cyklu, to właściwie większość chyba zajmuje się, można powiedzieć, takimi normalnymi, klasycznymi badaniami literackimi, rozmaitymi. I myślę, że to jest duża wartość naszego projektu, pokazanie właśnie takiego szerokiego rozumienia krytyki literackiej. Niezależnie od tego, oczywiście, to jeszcze walorem jest to, że te spotkania są nagrywane. I o ile liczba słuchaczy pojedynczych naszych prelekcji to jest zwykle dwadzieścia, trzydzieści osób, tak mniej więcej, to potem te nagrania właśnie dostępne są w Internecie. I właściwie nieograniczona jest możliwość czasowa korzystania z tych prelekcji, z wykładów.

Dzięki temu wydaje się, że jakby wpasowaliśmy się w taki nowy nurt badań nad literaturą. Taki właśnie, który polega na tym, że badania literatury to nie tylko konferencje, sesje, które przemijają, zostaje po nich ewentualnie jakaś książka, ale cykl wydarzeń, w którym zawsze można uczestniczyć. Można to obejrzeć po miesiącach, po latach, zobaczyć, jak badacze literatury oceniają dzieła literackie, jak oceniają różne gatunki, rodzaje literackie. I to jest na pewno duża wartość tego naszego cyklu.

Skoro jesteśmy przy tych prelekcjach, które Pan Profesor najczęściej prowadził, to jak wygląda na początku współpraca z profesorami? Albo ogólnie osobami chcącymi uczestniczyć w tym projekcie?

Jakoś tak się utarło od początku, że każda prelekcja zaczyna się od przedstawienia prelegenta. No i to wymaga czasami kontaktu z tym prelegentem, żeby zapytać go, co on uważa za szczególnie ważne w swoim dorobku, na co chciałby położyć nacisk. Czasami wystarczy proste badanie w Internecie, powiedzmy, bo znaczna część tych badaczy to są ludzie, którzy mają bardzo znaczący dorobek literacki, mają książki, mają artykuły. Wystarczy takie rozpoznanie po prostu, co oni pisali. Czasami nawet kilkadziesiąt lat temu, co napisali w ostatnich miesiącach.

To też jakoś przybliża tych badaczy czytelnikom, słuchaczom właściwie. Ja przyzwyczajony jestem do tego, żeby mówić tak trochę po staremu właśnie. W taki sposób, że czytamy o literaturze prelekcje, wykłady gdzieś po latach, po miesiącach. Natomiast tutaj rzeczywiście jakby trzeba zmienić troszeczkę myślenie, że można słuchać, można oglądać tych ludzi. To też jest ważne, szczególnie dla młodego pokolenia, które lubi widzieć tego człowieka, który ma coś do powiedzenia.

I tak właśnie kończąc młodymi ludźmi, to jakie miałby Pan Profesor słowa do studentów? Tak na zakończenie, aby zachęcić ich do udziału w tym projekcie. Bo czasu już niewiele zostało, w czerwcu się kończy ten projekt bodajże, prawda?

Tak. Znaczy można tak pocieszyć się troszeczkę, że zawsze do tego będzie można wrócić dzięki tym nagraniom, które można oglądać. Natomiast ja rozumiem, że studenci interesują się w sposób naturalny tym, z czego są rozliczani pod koniec semestru. To jest takie normalne zjawisko, że przede wszystkim troszczymy się o swoje zajęcia, ćwiczenia, wykłady, egzaminy. Natomiast wydaje mi się, że idea uniwersytetu polega na tym, żeby wiedzieć więcej, zobaczyć, jak inni badacze patrzą na literaturę. Myślę, że można na to popatrzeć też pod kątem swojego interesu, takiego jak pisanie pracy licencjackiej albo pracy magisterskiej. Można zobaczyć, jakim językiem się mówi o literaturze, jakie problemy można zauważyć. Czasami nawet w takich utworach, które wydaje nam się, że bardzo dobrze znamy, które były często lekturami w szkole. Natomiast dzięki obejrzeniu takiego wykładu, wysłuchaniu go, widzimy coś innego, możemy zobaczyć inne problemy.

Też, można powiedzieć, w ostatnich latach literaturoznawstwo troszeczkę zmienia swoją percepcję, sposób docierania do odbiorców. Mniej jest konferencji, takich spotkań na żywo. Zamiast tego mamy spotkania online różnego rodzaju. I to też ma swoje wady i ma swoje zalety. Wadą jest to, że troszeczkę inaczej patrzymy na człowieka czy na problemy literackie również, jeżeli słyszymy żywy język człowieka, który mówi kilka, kilkanaście metrów przed nami.

Naturalny bieg rzeczy taki jest pewnie, że takich konferencji będzie rzeczywiście mniej, takich na żywo. Natomiast zaletą spotkań online jest to, że barierą nie są na przykład granice, nie są jakieś takie środki, ograniczenia techniczne. Ktoś nie musi dwa dni jechać do Rzeszowa, powiedzmy, żeby się wypowiedzieć. Może się przygotować w domowym zaciszu. Potem możemy tego człowieka właśnie oglądać na żywo, zobaczyć, co on ma do powiedzenia. Wśród naszych prelegentów byli również badacze literatury z zagranicy i to też pewnie byłoby trudniej ich ściągnąć do Uniwersytetu Rzeszowskiego na żywo, natomiast dzięki tym prelekcjom mogliśmy ich obejrzeć i wysłuchać.