Walka Eryka Szarzyńskiego.
Wywiad

Sport, który daje więcej endorfiny niż impreza – wywiad z Erykiem Szarzyńskim

Eryk Szarzyński to student I roku kierunku dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Uniwersytecie Rzeszowskim. Poza uczelnią jest zawodnikiem i trenerem w klubie Kickboxing Leżajsk. Rozmowa o sporcie, który nie wymaga jedynie siły, ale także charakteru i determinacji.

Eryku, trenujesz w klubie Kickboxing Leżajsk. Opowiedz, jak zaczęła się Twoja przygoda z tym sportem?

Moja przygoda z kickboxingiem zaczęła się w wieku 12 lat. Jako młody chłopiec byłem bardzo zajawiony sportami walki. Zobaczyłem plakat, który zapraszał na trening kickboxingu. I tak trafiłem na salę treningową klubu Kickboxing Leżajsk, w którym do dziś działam.

Jakim trenerem jesteś i jak podchodzisz do swoich podopiecznych?

Wydaję mi się, że jestem bardzo ludzkim trenerem. Chcę być dla moich zawodników przyjacielem oraz starszym bratem. A dla najmłodszych staram się być czasem i ojcem, który pomaga, doradza i wskazuje drogę. Z każdym z moich podopiecznych chcę nawiązać relację oraz być dla nich motywatorem i okazywać im wsparcie.

Oprócz bycia trenerem jesteś również zawodnikiem i komentatorem. Na jakim stanowisku czujesz się najlepiej? W jakiej roli spełniasz się w 100%?

Wszystkie stanowiska rządzą się swoimi prawami i uczuciami. W każdej roli czuję się dobrze, bo w każdej towarzyszą mi emocje. Czy to jako trener, zawodnik czy komentator. Wszelkie funkcje, jakie pełnię, są wyjątkowe. Jeśli chodzi o całokształt, nie próbowałem jeszcze sędziowania i bycia cutmanem. Ale to czeka na mnie w przyszłości.

Eryk Szarzyński podczas pojedynku.
fot. archiwum prywatne

Jak Twoi bliscy i znajomi reagują na sport, który trenujesz?

Moi bliscy cieszą się z tego, jaki sport trenuję. W razie niekomfortowej sytuacji mogą się czuć przy mnie bezpiecznie. Natomiast ja nigdy nie dążę do agresji. Nie lubię brutalności, złości czy krzyczenia. Zawsze staram się załagodzić konflikty słowami.

Czyli uważasz, że sport, jaki trenujesz, nie jest agresywny?

Nie, to nie jest agresywny sport. Wiadomo, że są osoby, które mają wybuchowe, gwałtowne i napastliwe charaktery. Ich pewność siebie umacnia ich w byciu większymi arogantami. Często, chodząc po ulicy, chcą wzbudzić postrach u innych ludzi. Myślę natomiast, że jest to mała grupa osób. Niestety jednak ta niewielka część świadczy o tym, jak my zawodnicy jesteśmy postrzegani przez resztę społeczeństwa.  Wiadomo, jeśli chodzi o pojedynek w ringu, to czasami trzeba ten swój pazur pokazać, aby wygrać z przeciwnikiem. Ale według mnie taka agresja i straszenie kogoś nie jest na miejscu. Trzeba umieć zachować klasę w tym, co się robi.

Jeśli mowa o pojedynkach, to jaką walkę wspominasz najlepiej?

Najlepiej wspominam walkę na Mistrzostwach Świata w Alicante w 2024 roku. Była to walka z Bernardo Arriagada Saravia. Podczas turnieju trafiłem w swojej pierwszej bitwie na pięciokrotnego mistrza, starszego ode mnie o 15 lat. Kiedy ja stawiałem swoje pierwsze kroki na świecie, on już zdobywał pierwsze tytuły mistrza świata w karate. Poprzeczka była więc postawiona bardzo wysoko. Ten pojedynek niestety przegrałem na punkty. Pod koniec 3 rundy mój przeciwnik kopnął mnie w krocze – jest to ruch, za który można dostać dyskwalifikację.

Padłem na ziemię, a sędzia ringowy wezwał lekarza. Gdybym wtedy nie wstał, wygrałbym. W mojej głowie natomiast nie było miejsca na takie zakończenie. Kiedy się podniosłem i weszliśmy w wymianę ciosów, niestety nie udało mi się już go znokautować. Teraz żałuję, że bardziej nie uwierzyłem w siebie. Bałem się tego starcia i byłem dość wystraszony. Czuję jednak, że dobrze się tam pokazałem i oprócz delikatnie rozbitej stopy nic mi nie dolegało. Miałem możliwość zobaczyć nowy kraj, poznać zawodników oraz reprezentację poszczególnych państw. Było to dla mnie niesamowitym doświadczeniem. Niezapomnianym uczuciem było również wychodzić do walki z flagą Polski na swoich barkach. Uważam, że to dodaje większej motywacji, bo każdy z Nas ma zakorzenionego w sobie patriotę. Zdecydowanie tę walkę będę wspominać najlepiej. 

Reprezentacja Polski w kickboxingu
Eryk Szarzyński (pierwszy od lewej) na Mistrzostwach Świata w Alicante/fot. archiwum prywatne

Opowiedz o emocjach, jakie pojawiają się u Ciebie tuż przed walką lub sparingiem.

Przed sparingiem raczej nie ma emocji, bo wszystko odbywa się w klubie, gdzie wszyscy się znamy. Przed walką natomiast pojawiają się takie emocje, jak strach, stres czy zwątpienie. Musimy jednak sobie z tym radzić. Często również nasuwają się pytania: „Czy jestem gotowy?”, „Czy dobrze przepracowałem okres przygotowawczy?”, „Czy dam radę?”, „Czy wytrwam?”, „Czy kondycja jest w odpowiednim stanie?”. Pojawia się też adrenalina i „motywacyjny kop”, są to uczucia, które mobilizują Nas przed starciem.

Jaka była najcięższa lekcja, jaką dał Ci kickboxing?

Żeby być wytrwałym. Ja pomimo tego, że trenuję od 12 roku życia i jestem bardzo regularny w treningach i się do nich przykładam, nie osiągnąłem jeszcze żadnego tytułu. Jest to dość niewdzięczny sport. Kickboxing więc nauczył mnie tego, aby być wytrwałym i nigdy się nie poddawać. Sporty walki również uczą życia, bo nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. Czasami możemy bardzo czegoś chcieć, ale może Nam się nie udać przez losowe sytuacje.

Gdzie widzisz siebie za kilka lat w tym sporcie? Jakie są Twoje najbliższe cele w kickboxingu?

Bardzo chciałbym zdobyć Akademickiego Mistrza Polski w kickboxingu w kategorii dowolnej. Chciałbym też wpłynąć na rozwój naszego klubu Kickboxing Leżajsk. A w przyszłości myślę o założeniu swojego własnego lokalu sportowego. Takiego profesjonalnego z ringami, gdzie zawodnicy będą mieli przestrzeń i infrastrukturę, aby trenować i się rozwijać. Za kilka lat widzę siebie jako zawodnika, trenera i komentatora. Tak naprawdę w każdej z tych ról, które pełniłem. Myślę również, że odnajdę się na nowych dla mnie stanowiskach. 

Jeśli miałbyś zachęcić studentów Uniwersytetu do aktywności fizycznej i zapoznania się z tym sportem, co chciałbyś im powiedzieć?

Trenujcie sporty walki, bo dają więcej endorfiny niż imprezki.