Felieton

Świąteczne sianobranie

Mówi się o sprzątaniu przedświątecznym i sprzątaniu poświątecznym, a warto zauważyć, że niektórzy sprzątają również w święta. I to nie byle co, bo słomę i siano. Podkarpacka tradycja bożonarodzeniowa, która co roku wywołuje mnóstwo emocji, dla jednych jest świetną zabawą, dla innych natomiast pewnego rodzaju utrapieniem.

Niejedna dziewczyna we wsi budzi się w drugi dzień świąt i od razu biegnie do okna z nadzieją, że nie ma przyczepy siana rozrzuconej dookoła domu. Niestety nie raz okazuje się, że jest tego dużo więcej niż tylko przyczepa… Siano przed drzwiami, w krzewach, na parapetach, na samochodach, w ogrodzeniu, siano w skrzynkach na listy, rynnach i we wszystkim i na wszystkim, co stało koło domu i co dojrzało męskie oko w blasku księżyca… Nieważne czy na śniegu, czy na trawie czy w błocie i w kamieniach, wszędzie jest siano. Święta Bożego Narodzenia, zaraz msza święta, a tu zamiast kręcić loki dostaje się do ręki nie lokówkę, a grabie. I w tym momencie to wszystko przestaje być śmieszne, chyba że ktoś wciąż uważa wybryki młodzieży za zabawne.

Jeśli jest śnieg to jeszcze „pół biedy”, jakoś tam się z niego zbierze, ale nie zawsze zima z nami współpracuje. Dużo gorzej wybiera się źdźbła siana z błota i klińca. Zaraz, zaraz.. nie źdźbła, a całe kostki różnej jakości siana i słomy rozrzuconej gdzie tylko się da. Nie czarujmy się, każdy tata, czyli szczęściarz, który ma córkę bądź córki i mieszka na wsi, ma stodołę pełną takich zbiorów, więc z pewnością zna się na rzeczy i jest w stanie ocenić, kto podrzucił kiepskie siano i tym samym jest kiepskim kandydatem na zięcia. Jak już mówimy o rodzicach, zwróćmy uwagę na to, że dla wielu z nich jest to nieprzespana noc. No tak, coś za coś, albo sen albo porządek. Siedzą, pilnują, świecą światła, wypuszczają psy, co chwilkę zaglądają do okien. Należy docenić poświęcenie wszystkich tatusiów wychodzących na papierosa co 10 minut tej nocy. No i oczywiście należy współczuć tym, którzy zasnęli na 10 minut, a jak się obudzili było już po wszystkim.

Ciekawe jak podchodzą do tego ci wszyscy prowokatorzy świątecznego sprzątania. Jaka to frajda naśmiecić komuś pod domem? Narażają nie tylko swoje wypasione samochody, które po „akcji siano” nadają się tylko do odkurzania, ale także siebie i swoje życie. Interesujące ilu się przyzna, że zawisło za ubrania na którejś z bram, ilu pokaleczyło rączki na ostrej słomie, a ilu najnormalniej w świecie zostało przyłapanych i ściganych przez zdenerwowanych rodziców. No tak, ale liczy się adrenalina… szczególnie jak nagle, w którymś z domów zaświeci się światło.

Panowie, fajnie, że podtrzymujecie tradycję, ale przyjdźcie rano pozbierać to co zgubiliście, albo chociaż zostawcie swój adres do zwrotu.