Fotografia własna
Wywiad

Złoci medaliści Akademickich Mistrzostw Polski w piłce nożnej – AZS

Męska drużyna piłki nożnej AZS Uniwersytetu Rzeszowskiego w czasie ostatnich Akademickich Mistrzostwach Polski (AMP) zdobyła złoty medal. Tym samym już w lipcu reprezentacja wyjeżdża do włoskiego Salerno, aby tam zmierzyć się z innymi drużynami na mistrzostwach europejskich i zawalczyć o tytuł Akademickich Mistrzów Europy. Jak wyglądały poszczególne etapy wiodące do zwycięstwa? Jak nasi piłkarze przygotowują się do nadchodzących meczów? Co sądzą o stereotypach związanych z grą w piłkę nożną? Sami uchylili rąbka tajemnicy.

Wywiadu udzieliło trzech reprezentantów:

Michał Sitek – student drugiego roku magisterki wychowania fizycznego. W tym roku akademickim broni pracę magisterską. Na co dzień gra w Stali Łańcut. Występuje na pozycji środkowego obrońcy.

 

Szymon Baj – student drugiego roku licencjatu wychowania fizycznego. Obecnie gra w Pogoni Leżajsk. Występuje na pozycji środkowego pomocnika.

 

Adam Kramarz – student drugiego roku licencjatu wychowania fizycznego, na studiach zaocznych. Gra w trzeciej lidze w Czarnych Połaniec. Występuje na pozycji skrzydłowego.

 

wywiad z zawodnikami AZS UR
fotografia własna

 

Wywiad:

G. Rokosz: Dlaczego zdecydowaliście się na dołączenie do drużyny akademickiej? Zanim dołączyliście tutaj, mieliście już swoje doświadczenia w innych klubach, innych drużynach. Dlaczego dodatkowo AZS?

M. Sitek: To wyglądało w naszym wypadku tak, że trener śledzi nasze poczynania, kto gdzie gra, jak sobie radzi, gdzie występuje. Dostałem na początku pytanie od trenera, czy bym nie chciał wziąć udziału w Akademickich Mistrzostwach Polski, tych pierwszych etapach. To było na drugim roku studiów chyba, czy nawet jeszcze na pierwszym. No i tak się zaczęła ta przygoda.

S. Baj: Ja miałem troszkę inną sytuację, bo jeszcze, gdy byłem w Łańcucie, z Michałem graliśmy razem. Gdzieś tam się złapaliśmy ze sobą, polubiliśmy się i nagle padło pytanie, czy nie chciałbym po prostu dołączyć do drużyny AZS-u. Oczywiście się zgodziłem, bo, tak jak to powiedział nasz trener, nie będzie nigdy takiej drużyny jak drużyna akademicka. To jest po prostu pewne, że jest nie do podrobienia. W sumie przez kolegę dołączyłem do drużyny i jestem mu bardzo za to wdzięczny.

A. Kramarz: Ja miałem podobną sytuację, też przez kolegę z klubu dołączyłem, bo szczerze nie wiedziałem za bardzo, o co będzie chodzić z tymi akademickimi rozgrywkami, więc też byłem w sumie ciekawy, jak to będzie wyglądać. Akurat się tak złożyło fajnie, że w pierwszym sezonie, w którym dołączyłem, wygraliśmy mistrzostwo Polski.

AZS
fotografia własna

 

 

G. Rokosz: Jak wyglądała wasza droga od polskiego Podkarpacia aż do włoskiego Salerno? Jakie etapy musieliście przejść, jakie drużyny pokonać, żeby wywalczyć to miejsce na Akademickich Mistrzostwach Europy?

S. Baj: Zaczynając od pierwszych etapów w Jarosławiu, raczej były to takie prostsze mecze dla nas. Do momentu finału Mistrzostw Polski w Lesznie nie straciliśmy bramki. To myślę mówi samo za siebie, że nasza drużyna jest mocna. Później, gdy nadszedł trzeci etap, czyli półfinały, pojawiły się pierwszy raz takie mecze, że nie były to wyniki „hokejowe”, czyli 4-0, 5-0, tylko po prostu te wyniki były niższe na naszą korzyść. Droga była, można powiedzieć, niezbyt ciężka, ale same finały, to już jest troszkę inne granie, bo jednak to są najlepsze akademickie drużyny z Polski i wygląda to diametralnie inaczej niż w naszych rejonach.

Na samych mistrzostwach w grupie nie przegraliśmy meczu, zremisowaliśmy jeden. W ćwierćfinale była też niesamowita sytuacja, bo graliśmy na drużynę, która wyszła w ośmiu zawodników na boisko. Przyjechali w dwunastu, złapali kartki, kontuzje. No i wyszli na nas w ośmiu. Co ciekawe, do dwudziestej minuty nie mogliśmy im strzelić bramki, bo stanęli we własnym polu karnym. Drużyna jak najbardziej charakterna. Później w sumie półfinał z Warszawą, który udało nam się wygrać 3-0. No i finał, to już wydaje mi się, że bardzo ciężki mecz. 0-0, Wygrana po karnych. Niesamowite uczucie, nie do opisania po prostu.

A. Kramarz: Tak naprawdę z każdym etapem, bo przed tym finałowym turniejem były trzy etapy, z każdym z nich poziom rósł. Przeciwnicy byli coraz ciężsi, ale tak naprawdę pierwsze takie problemy pojawiły się dopiero w Lesznie. Wtedy graliśmy bodajże trzy dni pod rząd dwa mecze dziennie, więc już ten finał był taki… czuć było to zmęczenie po prostu tym turniejem i stąd też 0-0. Było mało sytuacji, w tym meczu tempo było dość wolne, więc fajnie, że udało w tych karnych wygrać, bo wiadomo, mówi się, że karne to loteria trochę.

M. Sitek: Jeśli mogę dodać, finał pamiętam tak, że to były piłkarskie szachy i tam naprawdę trzeba było się wystrzec każdego błędu, bo ten mecz mógłby się naprawdę skończyć 1-0 dla każdego. Tak jak koledzy mówili, wcześniejsze etapy, były takim… wdrożeniem niektórych nowych zawodników, żeby sobie zobaczyli jak to jest. Dopiero właśnie w tych finałach naprawdę zobaczyli, jak wyglądają te akademickie mistrzostwa, że to mimo wszystko są ciężkie mecze, to zmęczenie, jak grasz ten drugi mecz, daje się we znaki. Ja ogólnie pamiętam, co roku było tak, że z Warszawą się spotykaliśmy, czy z jedną, czy z drugą uczelnią. Chłopaki trochę nas lekceważyli, a zawsze się kończyło na tym, że dostawali i się żegnaliśmy.

M. Stukus: Jak próbowaliście się regenerować po takich meczach?

M. Sitek: Mieliśmy pana fizjoterapeutkę, pana Bartka Gołojucha, którego serdecznie pozdrawiam. W Lesznie miałem problem z kolanem, a jego ręce, które leczą, właśnie postawiły mnie na nogi.

S. Baj: Ja miałem taką samą sytuację i fizjo to jest podstawa. On zadbał o nas bardzo dobrze. Ja tak samo w zasadzie po drugim dniu nie byłem w stanie stanąć na lewą nogę, a na ostatni dzień wyszedłem i normalnie grałem.

A. Kramarz: Nasz fizjo bardzo dobrze o nas dbał. Dzięki niemu cały turniej mogłem dograć bez żadnego urazu.

G. Rokosz: Czyli waszym zdaniem te początkowe etapy były łatwiejsze niż to, co było później?

M. Sitek: Zdecydowanie.

G. Rokosz: Nie baliście się, że wejdzie w drużynę taka fałszywa pewność siebie? Skoro do tej pory szło tak łatwo, to w teorii nie trzeba przejmować się drużyną z finału.

S. Baj: Nie, wydaje mi się, że nasza drużyna jest na tyle poukładana, że unikamy takich sytuacji. Każdy gra w klubie i wie o tym, że są mecze, w których drużyna jest spisana na stratę, ale nie można jej lekceważyć. Nasza drużyna jest taka, że są w niej ludzie, którzy wiedzą, co mają robić na boisku i przekuwają to na korzyść. Ta nadmierna pewność siebie wchodzi na boisko, gdzie ona jest najbardziej potrzebna, bo nie bronimy się poza boiskiem słowami, tylko bronimy się tym, co jest na boisku.

M. Sitek: Taką osobą, która ściąga nas na ziemię, jest zdecydowanie nasz trener. Śmiechy są w szatni cały czas, ale wchodzi trener i mówi, że trzeba się skupić, musi być powaga. Przede wszystkim, żeby nie stracić bramki na początku. I my wiemy, co mamy robić już wtedy. On jest takim głosem rozsądku w naszej drużynie.

G. Rokosz: W 2024 roku na Akademickich Mistrzostwach Polski zajęliście drugie miejsce. Rok temu było zwycięstwo. Czy jesteście w stanie wskazać jakiś czynnik, który wpłynął na poprawę tego wyniku?

M. Sitek: W tamtym finale przegraliśmy w karnych, więc to, co nam zabrało rok wcześniej, rok później nam oddało. Ale trener cały czas mówił, że brakowało też paru osób, bo dwa lata temu mieliśmy zdecydowanie węższą kadrę. Nie bójmy się tego powiedzieć.

G. Rokosz: Jak waszym zdaniem powinno się patrzeć na srebro? Często spotyka się takie przekonanie, że srebro jest gorsze od brązu.

M. Sitek: Szczerze, zależy z jakim się jedzie nastawieniem. Jak się jest takim underdogiem, to można brać wszystko w ciemno. Chociaż, jak już jesteś w tym finale, grasz o to zwycięstwo, to mimo wszystko moim zdaniem to boli.

S. Baj: Rozmawiałem z trenerem ostatnio o początkach tych wyjazdów na Akademickie Mistrzostwa Polski. Chłopaki zbudowali jakąś ekipę i wygrali jeden etap, wygrali drugi etap, pojechali na półfinały i wtedy nie dowierzali w to, że są w stanie awansować na mistrzostwa. Po czym pojechali na te mistrzostwa i zajęli piąte miejsce… Jak odczuwa się to srebro? Wydaje mi się, że to jest taka straszna gorycz. Mimo wszystko tutaj akurat srebro jest gorsze niż brąz, ale tak jak powiedział kolega, zależy z jakim się jedzie nastawieniem.

A. Kramarz: Z punktu widzenia takiego mentalnego, srebro wydaje się może trochę gorsze przez to, że kończy się turniej porażką po prostu. Bo jednak ktoś, kto gra o trzecie miejsce, ten mecz wygrywa na koniec. To uczucie na końcu turnieju jest może trochę lepsze, bo mimo tego, że jest to niższe miejsce, kończy się turniej zwycięstwem. Więc może dlatego stąd jest to przekonanie, że srebro jest gorsze. Ale to, tak jak koledzy mówili, zależy od nastawienia i tego, z jakim celem się jedzie na ten turniej. Jeżeli jedzie się jako faworyt murowany i przegrywa ten finał, to wtedy wiadomo… Ale jeżeli jedzie się jako drużyna, która, jak coś osiągnie, no to fajnie, ale jak nie, no to nic się nie stało… W sumie myślę, że takie srebro to i tak można brać jako mega sukces.

G. Rokosz: Czy wejście na boisko ze świadomością bycia faworytem nie jest obciążające? Nie nakłada to dodatkowej presji, aby dobrze się zaprezentować i wygrać?

A. Kramarz: Może jest to jakaś lekka presja, ale ja przynajmniej miałem tak teraz, jak jechaliśmy na te mistrzostwa, że czułem, że my jesteśmy mimo wszystko jakimś faworytem. I dla mnie to było bardziej napędzające, jednak ta pewność siebie mi pomogła mimo wszystko.

M. Sitek: Na przestrzeni lat, z roku na rok skakaliśmy pozycję do góry. Gdy przegraliśmy ten finał w 2024, mieliśmy duży niedosyt, że się nie udało wygrać, a wiedzieliśmy, że jesteśmy w stanie. Zwłaszcza, że rok wcześniej byliśmy w Warszawie i wtedy zdobyliśmy brąz. Tylko, że wtedy pojechaliśmy strasznie okrojonym składem. Było nas bardzo mało, jeszcze jakieś kontuzje. I wtedy poczuliśmy, że będziemy mieli więcej osób i uda się nawet właśnie to złoto zdobyć. Dlatego tak koniec końców… Wiedzieliśmy, że to nas czeka prędzej czy później.

G. Rokosz: Jak wyglądają sprawy finansowe związane z wyjazdem do Włoch? Czy macie już jakichś sponsorów? Kto wspiera już drużynę? A może są jeszcze takie osoby, od których liczycie na wsparcie?

M. Sitek: Ogólnie koszty są bardzo duże, w granicach 100 tysięcy. Ale wiemy, że bardzo dużo nam pomaga Pan Rektor Uniwersytetu. Mamy też od niego ustalone takie wytyczne, co nam może pomóc, co możemy więcej zrobić. Oczywiście też staramy się pozyskać kogoś. Mamy fanpage’a, mamy stronę na Instagramie. Tak samo współpracujemy z Samorządem czy z Uniwersytetem, żeby móc rozpromować ten wyjazd i nas jako drużynę. Główny AZS, ten ogólnopolski, też jest z nami w kontakcie, z naszym menadżerem Bartkiem. Mamy wsparcie od Urzędu Miasta i od Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej. Wielu naszych zawodników gra w tej lidze, więc Związek jest przychylny, żeby nam pomóc. Plus każdy sponsor jest mile widziany. Parę osób prywatnych też się odezwało, także jeżeli się uda, to też będzie ich zasługa. Ale w głównej mierze jest tutaj wsparcie Pana Rektora, naprawdę duże podziękowania się panu należą.

G. Rokosz: Jaki macie cel indywidualny, a jaki cel drużynowy na tych mistrzostwach? Poza tym, żeby zwyciężyć.

M. Sitek: Główny cel już chyba został wskazany. Przede wszystkim jedziemy z takim nastawieniem, żeby osiągnąć najlepszy wynik. A indywidualnie to dla każdego z nas, myślę, będzie taka szansa, żeby się jeszcze pokazać. Może będzie jakaś szansa jeszcze gdzieś się zahaczyć. Może akurat jakaś kariera we Włoszech będzie możliwa do rozpoczęcia.

G. Rokosz: A co może wam dać ten wyjazd w perspektywie transferów czy ogólnie waszej prywatnej kariery poza akademicką drużyną?

S. Baj: Ciężko jest odpowiedzieć na to pytanie, bo w zasadzie to nie jest zależne od nas, ale tam są osoby nie tylko z Polski, tylko ogólnie z całej Europy. Nie wiadomo, kto tam przyjedzie. Może nikt nie przyjedzie, a może ktoś przyjedzie. I jeżeli ktoś zagra dobry turniej, jednak są to Mistrzostwa Europy i wydaje mi się, że mogą być jakieś zapytania. Jest to turniej wysokiej rangi. Każdy jedzie po to, żeby zagrać dobre mistrzostwa i pokazać się z jak najlepszej strony. A to, co nie jest zależne od nas, czyli czy ktoś od nas zapyta, zostawiamy w rękach po prostu czyichś. W naszych jest tylko to, jak zagramy.

G. Rokosz: Wiecie już, z jakimi drużynami możecie zagrać?

M. Sitek: Z tego, co chłopaki patrzyli, w tamtym roku chyba ktoś z Ukrainy wygrał, ale nie jestem do końca pewien… Kogo będziemy mieli w grupie, czy właśnie na kogo możemy trafić, to nie mam pojęcia. Chyba nawet jeszcze nie było tego losowania. Jest to jeszcze jedna wielka niewiadoma.

G. Rokosz: Nie będziecie już grać tylko dla Uniwersytetu Rzeszowskiego, ale będziecie reprezentować tak naprawdę Polskę. Jakie to uczucie, że spośród tylu drużyn akademickich to właśnie wy jedziecie i wy reprezentujecie nasz kraj?

M. Sitek: Myślę, że to możemy chyba dopiero odczuć na tym wyjeździe. Na razie niby się nastawiamy na ten wyjazd, ale nie wiem, czy ktoś jeszcze o tym myśli, że jedziemy jako taka uniwersytecka reprezentacja Polski. Plus jest to mimo wszystko jakieś wyróżnienie. Fajnie będzie wyjść z orłem na piersi, więc nawet jakby się nie dało w tej oficjalnej prezentacji, to chociaż tutaj sobie można mówić, że jesteśmy reprezentantami Polski.

S. Baj: Widząc całą otoczkę tego wszystkiego, jak wiele osób się stara o to, żebyśmy w ogóle pojechali na te mistrzostwa, tym bardziej jest to budujące i właśnie pokazuje , że oprócz wyróżnienia jest to też jakieś osiągnięcie.

A. Kramarz: Przez to, że tyle ludzi stara się pomóc i ile osób jest zaangażowanych w ten wyjazd, czuć tą rangę tego wydarzenia. Może nie jest to niedowierzanie, ale taka ciekawość.

G. Rokosz: Jak przygotowujecie się do turnieju? Czy coś zmieniło się w waszej rutynie treningowej, czy jest tak samo, niezależnie od tego, że zbliżają się mistrzostwa?

M. Sitek: Każdy z nas trenuje w swojej drużynie, gramy w różnych meczach, także w tym rytmie jesteśmy cały czas. Spotykając się na treningach z uczelni, ciężko przeprowadzić jakąś analizę czy coś takiego, ale stałe fragmenty, jakaś tam podstawowa taktyka, to jest wdrażane przez trenera. Dla nas i dla trenera przede wszystkim kluczem jest defensywa.

M. Stukus: Jak zachęcilibyście nowych studentów, żeby dołączyli do drużyny akademickiej?

S. Baj: Już kiedyś o tym rozmawialiśmy, w zasadzie około miesiąca temu, starszyzna odchodzi, czyli w zasadzie trzon. I ciężko jest sobie teraz wyobrazić tą drużynę bez tych pięciu, sześciu, siedmiu kluczowych zawodników. Trzeba zachęcić młodszych piłkarzy. Przez to, że właśnie jedziemy na Akademickie Mistrzostwa Europy można im pokazać, że nie jedziemy sobie tylko się pośmiać, ale grać o coś. Bo my nie jedziemy tam sobie pokopać, tylko jedziemy faktycznie zrobić jakiś wynik dla własnej satysfakcji. No i wydaje mi się, że taką dodatkową motywacją jest to, że w zasadzie dla takich studentów są punkty do stypendium. Robimy dobre wyniki, odbywa się to w bardzo fajnym gronie, czas w ogóle przebiega świetnie, a te punkty to jest taki bonus.

A. Kramarz: Myślę, że główną zachętą jest wynik. Ktoś, kto przygląda się z boku, widzi, że ta drużyna osiąga sukcesy na arenie nawet już krajowej. To zachęca do dołączenia do drużyny.

M. Sitek: Jest to ogólnie miejsce, gdzie można zdobyć dodatkowe doświadczenie. Tutaj słowa do chłopaków, którzy by chcieli dołączyć do drużyny: przede wszystkim chodzi o to, że grasz z kolegami, masz z tego większą radość i to jest moim zdaniem clue tego wszystkiego, dlaczego warto dołączyć do tej drużyny. Bo mimo wszystko w swojej klubowej drużynie jest duży rozstrzał wieku i nie z każdym idzie się dogadać. Są młodsi, są dużo starsi. Każdy ma tam inne myślenie, inne priorytety. A tutaj jesteśmy wszyscy w podobnym wieku, na podobnym etapie życia. Także moim zdaniem nic tylko próbować i można jechać na Akademickie Mistrzostwa Polski. Bo już, tak jak kolega mówił, dużo wakatów będzie.

G. Rokosz: Co myślicie o stereotypie „piłkarzyka”? Pojawia się on dosyć często. Czy utożsamiacie z nim? Czy myślicie, że jest to stereotyp, który nie ma prawa bytu?

M. Sitek: Ten stereotyp ogólnie ma prawo bytu, aczkolwiek ja tego nienawidzę, bo to jest straszne szufladkowanie wszystkich. Można zrozumieć dużo zachowań, każdy był kiedyś młody, każdy się jakoś zachował, ale tak na dłuższą metę to jest dosyć drażniące. Między sobą, jak się pociśniemy czasami, to wiadomo, że jest luz. Ale jak ktoś, kto cię nie zna, coś ci takiego rzuci, to trochę lipa.

G. Rokosz: Jakbyście scharakteryzowali takiego „piłkarzyka”?

S. Baj: Wydaje mi się, że to wszystko zależy od ego człowieka. „Piłkarzyk” według osób, które gdzieś usłyszały tę nazwę na TikToku, czy ogólnie w social mediach… traktują taką osobę, jako taką, która ma totalnie wywindowane ego do góry, nie zwraca uwagi na inne osoby i po prostu jest narcyzem.

A. Kramarz: Piłkarzyk jest postrzegany jako osoba nadmiernie pewna siebie w tym negatywnym sensie. Jest to krzywdzący trend, który powstał w Internecie głównie na TikToku.

M. Sitek: Jeszcze mógłbym dodać, że wśród zawodników jest potrzebna taka pewność siebie, ale jak to czasami wychodzi do ludzi, tak załóżmy spoza kręgu, no to może przez to się tak tworzy ten stereotyp.

G. Rokosz: Czy waszym zdaniem na boisku ważniejszy jest talent, czy ciężka praca? Który z tych dwóch aspektów ma większe znaczenie przy grze?

S. Baj: Talent to jest jedno, ciężka praca to jest drugie i w połączeniu tych dwóch rzeczy musi wyjść piłkarz, jeżeli osoba będzie ciężko pracowała. Ale mi się wydaje, że jednak ta ciężka praca, bo przez całe życie tak naprawdę się trenuje. Są jednostki, które faktycznie przez ten talent wyrosły na piłkarzy wielkiego pokroju, typu Messi, Bernardo Silva na przykład. No ale to są jednostki. A tacy piłkarze jak Ronaldo, Ibrahimovic czy Lewy… Doszli do czegoś, tak naprawdę nie mając nic. Doszli do czegoś bez jakiegoś nadmiernego talentu. Po prostu ciężka praca doprowadziła ich do miejsca, w którym są teraz.

A. Kramarz: Samym talentem ciężko jest gdzieś zajść… wiadomo, talent jest dobrym wyjściem, bo łatwiej jest osobie takiej utalentowanej, ma start z wyższego poziomu. Ale to dopiero poprzez ciężką pracę można zajść dalej. Czy grać w wyższej lidze, czy w tym lepszych klubach na przykład.

M. Sitek: Do tego talentu mimo wszystko trzeba dołożyć tę pracę, bo nawet tak patrząc po naszych kolegach, czy nawet starszych rocznikach, gdy się do szkoły chodziło, było dużo utalentowanych zawodników. Takich naprawdę, co mieli perspektywy na bardzo duże granie, a gdzieś tam sobie, jakby to powiedzieć, bimbali, czy po prostu nie do końca szli w tę piłkę. Gdzieś ich tam zabawa, czy coś takiego pochłonęło, no i się koniec końców nie udało wyżej pójść.

G. Rokosz: Czyli bez talentu, przez samą ciężką pracę, można dojść do poziomu reprezentatywnego?

M. Sitek: Tak, dużo z takich zawodników, co nawet grali w reprezentacji czy w Lidze Mistrzów, nie mieli w ogóle umiejętności czy jakiegoś talentu, ale właśnie tą ciężką pracą osiągnęli sukces.

 

Zapraszamy na drugą część wywiadu, która ukarze się niebawem, a w nim m.in. szczegóły dotyczące kariery piłkarskiej chłopaków i więcej ciekawostek z życia na boisku.