Oliwier Wdowik
Artykuł

Sport go uzałeżnił, został najlepszym sportowcem Uniwersytetu Rzeszowskiego. Wywiad z Oliwerem Wdowikiem

 Rozmowa z Oliwerem Wdowikiem

M. Stukus: Zostałeś wyróżniony tytułem Sportowca Roku podczas gali Laur Studenta na Uniwersytecie Rzeszowskim. Co znaczy dla Ciebie takie uznanie, właśnie ze strony środowiska akademickiego i studentów?

O.Wdowik: Poczułem bardzo miłe zaskoczenie. Było to dla mnie coś zupełnie nowego, troszkę z innej sfery mojego życia, dlatego odebrałem to niezwykle pozytywnie. Towarzyszyły mi wtedy same dobre emocje.

M. Stukus: Jaka jest różnica między wygraną na tej gali, a wygraną zawodów lekkoatletycznych?

O.Wdowik: Wygrana na bieżni to kompletnie inny wymiar emocji – czysta satysfakcja i ogromne uczucie spełnienia. Wyróżnienia na tego typu galach są z kolei miłą odskocznią od codziennego stresu startowego i świetnym przerywnikiem. W takich momentach człowiek naprawdę docenia to, co robi na co dzień.

M. Stukus: Jak zachęcisz innych studentów do uprawiania sportu?

O.Wdowik: Sport to genialny wytwór, potrafi bardzo mocno uzależnić! Szczególnie od emocji i endorfin, które wydzielają się w trakcie wysiłku. To jak naturalny doping dla ciała, mózgu i całej gospodarki wewnętrznej organizmu. Uprawiajcie jakikolwiek sport, a zobaczycie, że naprawdę będzie żyło się wam lepiej.

M. Stukus: Komu najbardziej zawdzięczasz swój rozwój sportowy, kto najbardziej pomógł Ci być lepszym?

O.Wdowik: To trudne pytanie, bo w sporcie zawodowym przewija się mnóstwo różnych osób. Jeśli chodzi o mnie, to niedawno znalazłem świetny balans i mam obecnie przy sobie najlepszych ludzi, którzy pomagają mi z czystej dobroci serca. Muszę tutaj wspomnieć o moim Trenerze, Januszu Mazurze, a także o Łukaszu Oleksym, który czuwa nad moim zdrowiem. Oczywiście ogromne podziękowania należą się również gronu moich Partnerów: Marma Polskie Folie, Millenium Hall, Klub CWKS Resovia Rzeszów, Gmina Trzebownisko, G&G Auto Rzeszów, Podkarpackie oraz Rzeszów – stolica innowacji.

M. Stukus: Co czułeś jako pierwszy Polak w finale juniorskiego biegu na 100 metrów?

O.Wdowik: Bycie w finale Mistrzostw Świata juniorów to coś, co z perspektywy czasu bardzo mocno doceniam. W sumie to dzięki tym zawodom odkryłem swoją obecną misję i główną konkurencję, czyli 100 metrów. Towarzyszyło mi przy tym mnóstwo emocji, ponieważ sam start nie poszedł do końca po mojej myśli i finalnie skończyło się na 5. pozycji. Mimo wszystko ten czas i miejsce były magiczne i mocno wpłynęły na to, jakim zawodnikiem jestem aktualnie.

M. Stukus: Byłeś na igrzyskach olimpijskich, jak je wspominasz, co znaczy dla Ciebie to, że mogłeś tam być?

O.Wdowik: Igrzyska Olimpijskie i sam awans na nie to była dla mnie ogromna rzecz, ale i wielka odpowiedzialność – tym bardziej na dystansie 100 metrów. Myślę, że to marzenie każdego sportowca, który trenuje dyscyplinę olimpijską. Bardzo się cieszę i doceniam to, że mogłem dostąpić tak wielkiego zaszczytu.

M. Stukus: Po błędzie na halowych MŚ mocno siebie krytykowałeś. Czego nauczyło Cię to niepowodzenie i gdzie widzisz granicę między zdrową samokrytyką a przesadą?

O.Wdowik: Marzyłem o finale na HMŚ u nas, w Toruniu. To był mój główny cel założony wiele miesięcy wcześniej. Mówiłem wtedy i krytykowałem siebie prosto z serca – dokładnie tak, jak czułem w tamtym momencie. Gdzie widzę granicę? Myślę, że wtedy, gdy zbyt mocna samokrytyka nie spotyka się z późniejszą, chłodną analizą na spokojnie. Osobiście nie zostawiłem tego tematu, wyciągnąłem wnioski i wiem, co zrobiłem źle. Nie zmienia to faktu, że nadal podchodzę do tamtego startu dość krytycznie. Mam jednak jedną ważną zasadę: nie oglądam swoich nieudanych biegów i mocno się jej trzymam.

M. Stukus: Na jakim dystansie czujesz się najlepiej?

O.Wdowik: Bardzo dobrze czuję się na hali w biegach na 60 metrów. Hale są zazwyczaj pełne kibiców, a warunki są bezwietrzne. Do tego świetna muzyka i atmosfera robią niesamowitą robotę. Lubię także biegi na 100 metrów na stadionie, ale na zewnątrz dochodzi czynnik losowości i zmiany pogody. Czasami bywa to irytujące, bo na dobry wynik trzeba długo wyczekiwać wyłącznie ze względu na warunki atmosferyczne. Nie jest to tak powtarzalne i wymierne jak bieganie pod dachem.

M. STukus: Jakie zawody najbardziej chciałbyś wygrać w swojej karierze?

O.Wdowik: Mistrzostwa Europy w sezonie letnim.

M. Stukus: Na czym głównie skupia się na treningach sprinter, a na czym maratończyk?

O.Wdowik: Ciekawe pytanie! Sprinter skupia się przede wszystkim na szybkim bieganiu i treningu o najwyższej jakości. Wbrew pozorom, jako sprinter biegam bardzo mało kilometrów w skali tygodnia czy miesiąca – taki objętościowy kilometraż nie jest nam po prostu potrzebny. U nas liczy się czysta szybkość i moc. Jeśli chodzi o maratończyków, tam przygotowanie wygląda zupełnie inaczej i opiera się na gigantycznej liczbie kilometrów, ale o szczegóły trzeba by już zapytać samych biegaczy długodystansowych.