Felieton

Konsumpcjonizm – cichy władca naszych pragnień

Co naprawdę znaczy konsumpcjonizm w dzisiejszym świecie? Jak wpływa na nasze wybory, relacje i sposób myślenia o sobie samych?

Głód, który nigdy nie znika

Dzisiejsza kultura konsumpcjonizmu nie jest już tylko jednym z możliwych sposobów życia, lecz zasadą, która porządkuje codzienność. Decyduje o tym, jak spędzamy czas, na co wydajemy pieniądze i jak postrzegamy samych siebie. Subtelnie przekonuje, że nasza wartość rośnie wraz z liczbą posiadanych rzeczy, a jeszcze bardziej wraz z tymi, których jeszcze nie mamy. Telefon sprzed roku uchodzi za „stary”, ubrania z zeszłego sezonu za „nie na czasie”, a brak zakupowych nowości bywa odczuwany jak osobista porażka. W tym wyścigu nie chodzi już o realne potrzeby, lecz o nieustanne podsycanie pragnień, które gasną szybciej, niż zdążymy je zaspokoić.

Pragnienia zamiast potrzeb

Mechanizm ten działa tym skuteczniej, że jest niemal niewidoczny. Reklamy rzadko mówią wprost „kup”. Zamiast tego podsuwają obrazy lepszego życia, atrakcyjniejszej wersji nas samych i szczęścia zamkniętego w estetycznym opakowaniu. Kupowanie przestaje być zwykłą czynnością, a zaczyna pełnić funkcję obietnicy tożsamości. Nie nabywamy rzeczy, lecz historie o tym, kim moglibyśmy się stać.

Szczęście na krótki termin

Najbardziej podstępne w tym systemie jest to, że doskonale imituje szczęście. Obiecuje spełnienie, radość i prestiż, lecz w zamian oferuje jedynie chwilową euforię. Po niej zostaje paragon, lekki wstyd i nowe pragnienie. Kupujemy, by poprawić sobie nastrój, a potem musimy kupować dalej, bo poprzedni zakup przestał działać. To emocjonalny fast food – intensywny, łatwo dostępny i atrakcyjny, lecz na dłuższą metę pusty i wyczerpujący.

Gdy rzeczy zaczynają mówić za nas

Ten sposób myślenia odbija się także na relacjach z innymi. Zamiast rozmów pojawiają się porównania, zamiast spotkań obrazy starannie wyselekcjonowanych przedmiotów publikowane w sieci. Inni stają się publicznością, a własne życie – katalogiem. Coraz trudniej cieszyć się chwilą, skoro każda powinna być odpowiednio oprawiona i „warta pokazania”. Przedmioty przestają nam służyć, a zaczynają nas definiować.

Zmęczenie nadmiarem

Na końcu tej drogi pojawia się zmęczenie – psychiczne, finansowe i ekologiczne. Planeta dusi się pod ciężarem odpadów, ludzie pod ciężarem kredytów i niespełnionych oczekiwań. Im więcej posiadamy, tym silniejsze staje się poczucie braku. Logika nadmiaru nie zna punktu nasycenia.

Być może warto więc na chwilę się zatrzymać i zadać sobie niewygodne pytanie: naprawdę potrzebujemy kolejnej rzeczy czy jedynie próbujemy nią zagłuszyć ciszę? Być może prawdziwym luksusem współczesności nie jest posiadanie coraz więcej, lecz umiejętność świadomej rezygnacji. Bo wolność zaczyna się tam, gdzie rzeczy przestają mówić za nas, a my odzyskujemy przestrzeń na sens, relacje i własne myśli.

Studentka 2 roku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Prywatnie fanka rocku oraz musicali.