Artykuł,  Felieton,  Komentarz,  Opinia

Dortmundzka Wielkanoc

Nie mogę przejść obojętnie obok ostatniego Klassikera. Nie pozwala mi na to serce kibica oraz pewne przeczucie. Mianowicie na Allianz Arenie w Monachium Borussia Dortmund w świetnym stylu ograła Bayern i jest to naprawdę warte odnotowania. Tak, wiem, w tym sezonie już raczej nie zmieni to układu sił w Bundeslidze. To ziarenko może jednak niezwykle okazale wykiełkować…

Mecz inny niż wszystkie

Klassikerem określa się w Niemczech starcie dwóch najbardziej utytułowanych, najlepszych czy najpopularniejszych zespołów. Obecnie za taki uznaje się grę Bayernu Monachium z Borussią Dortmund. W ostatnich latach jednak mecze te były pozbawione jakichkolwiek emocji, bo Bayern tak wysoko podniósł poprzeczkę, że ta rywalizacja przypominała raczej spotkanie Dawida z Goliatem. Po prostu monachijczycy wchodzili na stadion i wykonywali swoją robotę. Wiedzieli, czego chcą i to realizowali.

Borussii natomiast w tych meczach jakby nie było. Presja paraliżowała ich do tego stopnia, że tracili wiarę w siebie i w możliwość uzyskania korzystnego rezultatu. To wyglądało tak, jakby BVB zastanawiało się, czy ten piłkarski gigant z Monachium jest w ogóle do ruszenia. W konsekwencji Bawarczycy w ostatnim czasie regularnie ich gromili i nieraz odzierali z marzeń. Wyniki typu 4:0, 4:1, 6:0 czy 5:1 były normą. Tym razem jednak Borussia zaburzyła panujące dotychczas standardy i zwyciężyła 2:0. Zdaję sobie sprawę, że Bayern obecnie jest słabszy niż zwykle, ale wciąż potrafi na przykład zmiażdżyć Mainz 8:1. Wiem także, że ten mecz nie decydował o mistrzostwie Niemiec. Nie będę jednak umniejszał jego rangi. Klasyk to klasyk. Borussii nikt nie dawał w nim szans, a ona fenomenalnie się zaprezentowała. To nie była przypadkowa wygrana. Od zawodników i sztabu emanowały spokój oraz pewność, że uda się osiągnąć cel. Tak jakby coś przestawiło się w ich głowach. Nareszcie sprostali temu wyzwaniu pod względem mentalnym. A to przecież na ten aspekt od dawna najbardziej narzekano w kontekście klubu z Dortmundu. Na szczęście ten mecz różnił się od poprzednich.

Wiara czyni cuda

Być może ta historia będzie miała negatywne zakończenie, bo przecież można pomyśleć, że jeden mecz wiosny nie uczyni. Ale ja mam inne przeczucie. Obserwując poprzednie spotkania BVB w tym sezonie i porównując je ze wspomnianym Klassikerem, miałem wrażenie, jakbym oglądał dwie różne drużyny. Owszem: możliwe, że zmotywowali się bardziej na mecz z odwiecznym rywalem i zaraz zanotują jakąś głupią wpadkę z teoretycznie słabszym zespołem. Ale co, jeśli tak nie będzie? Może przyszłość maluje się w jaśniejszych barwach niż wielu by sądziło? Warto się zastanowić, jak duży zastrzyk energii, siły oraz wiary we własne możliwości może dać to zwycięstwo. Przecież nikt już w nich nie wierzył w lidze, a oni pewnie ograli Bayern. Nikt im nie daje większych szans w Lidze Mistrzów, a teraz nie można ich już lekceważyć. Wiem, że nie są faworytem tych rozgrywek, ale czy na przykład w 2013 roku ktoś się spodziewał, że dotrą do finału? No nie! Przede wszystkim myślę jednak, że sami w siebie uwierzą (najwyższa pora!). Być może przestaną wreszcie dostrzegać sufit swoich możliwości. Jakiś czas temu przeczytałem pewien artykuł, w którym znajdowała się ciekawa opinia, że jeszcze nie tak dawno Borussia była zdolna osiągać sukcesy i górować nad Bayernem, bo nie wiedziała, że nie da się tego zrobić. I może właśnie to jest klucz? Trzeba przestać kalkulować, czy jest się w stanie dokonać danych rzeczy czy nie. W sporcie nie można być realistą. Trzeba wierzyć, że można osiągać najbardziej niewyobrażalne sukcesy. Wydaje mi się, że ostatnie zwycięstwo z monachijczykami może w końcu pozwolić BVB uwierzyć, że nie zawsze muszą być za kimś w poszczególnych rozgrywkach. Pomyślą sobie przecież, że po tylu latach upokorzeń wreszcie udało im się ograć Bayern. Kogo więc mają się bać?

Nieprzypadkowy termin

Mecz między Bayernem Monachium a Borussią Dortmund odbył się tym razem w Wielką Sobotę. W Kościele katolickim jest to czas uroczystych obchodów i celebrowania zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Kto wie? Może ten dzień okaże się również symboliczną datą narodzenia się na nowo klubu z Dortmundu?