Hobby czy szaleństwo?

Wywiad z Maciejem Drzyzgą, 22-letnim członkiem Ochotniczej Straży Pożarnej Krosno-Białobrzegi. Od kilku lat poświęca cały swój wolny czas, aby uczestniczyć w tej organizacji. To jego pasja i ciągle ją pielęgnuje.

Jak długo należysz do OSP i dlaczego zdecydowałeś się tam dołączyć?

Do OSP należę już dziewięć lat, a do straży zdecydowałem się dołączyć ze względu na duże zainteresowanie formacją. Jeszcze jako dziecko słuchałem jak mój dziadek opowiadał mi, jak to było w straży za jego czasów. Później ciekawość była tak duża, że gdy widziałem jadącą na sygnale straż, potrafiłem wsiąść na rower i z całych sił próbować jechać za nimi, by zobaczyć, co się dzieje, co oni robią. Cała decyzja o dołączeniu do OSP zapadła właśnie w 2010 roku, gdy zarząd OSP zaproponował mi wstąpienie do Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej i tak zostałem do dziś.

Co jest najbardziej interesujące w pracy w OSP?

Może na początek podkreślę, że OSP to nie praca tylko służba ochotnicza. Najbardziej w tym wszystkim interesujące jest to, że my –  jako ochotnicy – nigdy nie wiemy, kiedy będziemy musieli nieść pomoc. Musimy być na to gotowi 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. Oprócz wyjazdów do zdarzeń ratowniczo-gaśniczych często też przeprowadzamy intensywne ćwiczenia, aby jak najlepiej pomóc komuś, kto tej pomocy potrzebuje.

Co jest najbardziej niebezpiecznego w tej służbie?

Jeżeli wyjedziemy do akcji ratowniczo-gaśniczej, dla nas od samego początku do końca wszystko jest niebezpieczne. Nigdy nie wiemy, co zastaniemy na miejscu i jakich sił oraz sprzętu trzeba będzie użyć. Jednak najbardziej niebezpieczne są pożary budynków, gdzie w środku mogą znajdować się ludzie, a my w tym dymie i ogniu musimy ich znaleźć i ewakuować jak najszybciej na zewnątrz budynku.

Czy zdarzyła Ci się jakaś niebezpieczna sytuacja?

Jeżeli chodzi o mnie, to osobiście przez mój staż w OSP nie zdarzyła mi się taka sytuacja,  gdyż zawsze ja i moi ludzie staramy się zachowywać wszelkie środki bezpieczeństwa.

Skoro lubisz pomagać ludziom, dlaczego wybrałeś akurat straż, a nie policję lub karetkę pogotowia?

Policja, karetka czy Państwowa Straż Pożarna to już zawody, w których dany człowiek pracuje czy odbywa służbę, a OSP to jakby inny rodzaj pracy. Osobiście pracuję jako kierowca w jednej z krośnieńskich firm, a jeśli tylko mogę i mam wolny czas, to podczas alarmu jadę do remizy i wyruszam do akcji jako strażak ochotnik, na co dzień naczelnik mojej jednostki OSP. Więc jest to swego rodzaju pasja, a nie praca, o czym świadczy właśnie człon „ochotnicza”.

Wspominałeś o przeprowadzaniu intensywnych ćwiczeń. Na czym one polegają?

Zawsze w pierwsze piątki miesiąca (po spowiedzi), spotykamy się w remizie i ćwiczymy. Jako że jestem naczelnikiem mojej OSP i odpowiadam za moich ludzi i sprzęt, zawsze chcę, aby byli odpowiednio przygotowani do różnych sytuacji w działaniach ratowniczych. Zawsze pytam, co chcą ćwiczyć. Najczęściej jest to pierwsza pomoc przedmedyczna, ewakuacja osób poszkodowanych z samochodu na deskę ortopedyczną czy symulowany pożar budynku, gdzie w świetlicy straży zadymiamy pomieszczenie i umieszczamy manekiny, a zadaniem moich ludzi jest znaleźć symulowane źródło ognia, ewakuować osoby poszkodowane na zewnątrz budynku, a tam już udzielić im pierwszej pomocy. Dzięki takim ćwiczeniom wiem, że na miejscu prawdziwej akcji nie zawiodę się na moim zespole.

Pracujesz tam non profit?

Każdy strażak, który uczestniczył w akcji, dostaje od Urzędu Miasta bądź gminy, do której przynależy jednostka, ekwiwalent pieniężny za udział w akcjach ratowniczo-gaśniczych, a potem każdy z nas dobrowolnie przekazuje je na rzecz OSP, czyli wpłacamy wszystko na konto straży. Tak jest przynajmniej w przypadku mojej jednostki. Ćwiczenia oraz wszystkie rzeczy, które robimy poza akcjami, czyli np. sprzątanie, mycie sprzętu –  za to nikt nic nie dostaje. Robimy to z czystej pasji.

Czy jest wydarzenie, które wspominasz do teraz? Jakieś miłe bądź mniej.

Wydarzenia miłe są zawsze, gdy usłyszysz od jakiegoś człowieka słowo “dziękuję”. To wyraża więcej niż tysiąc słów i wynagradza cały trud i zmęczenie. Ale są i mniej miłe, gdy widzisz załamaną rodzinę, która właśnie traci dach nad głową. Takie wydarzenia pamięta się najbardziej.

Czy jest coś, czego nie lubisz w OSP?

Raczej nie ma czegoś takiego.

Czy filmowe sytuacje w postaci ratowania kota czy przeprowadzania staruszki przez jezdnię są codziennością w OSP czy może filmy przesadzają?

Filmy bardzo często nie ukazują prawdziwej służby strażaka, są one bardzo koloryzowane. Strażacy OSP do ściągnięcia kota z drzewa jadą raz na rok lub dwa lata, zaś przeprowadzanie staruszki przez jezdnię już w ogóle nie jest realne. Za mojej kadencji ani moich starszych kolegów do dnia dzisiejszego taka sytuacja nie miała miejsca, aby strażacy byli wezwani do tego typu zdarzenia. Owszem, jeśli zajdzie taka potrzeba na miejscu wypadku czy pożaru, gdzie jesteśmy, to strażak pomoże – oczywiście od tego też jesteśmy, lecz nie jeździmy na sygnale przez całe miasta, wsie, aby przeprowadzić kogoś przez jezdnię.

Czy to prawda, że “za mundurem panny sznurem”?

Osobiście myślę, że tak, ale każdy może mieć na ten temat inne zdanie. Mnie i moją kobietę, prócz miłości, połączyła pasja do straży pożarnej. To ja ją wziąłem w swoje szeregi i tak już razem działamy w OSP.

Jak byś podsumował czas spędzony w straży?

Czas spędzony w straży to na pewno w pełni dobrze wykorzystany czas.

 

Autor: Klaudia Mleczek

Studentka polonistyki stosowanej. Interesuję się tańcem, sportem, zwierzętami, social mediami i pisarstwem.