
Kolor myśli
„Są sny, po których śpimy jeszcze dłużej, i sny, po których natychmiast się budzimy.” – Éric-Emmanuel Schmitt, Ulisses z Bagdadu
Dziesięć…
Kamienne schody, po których wchodziłam, zdawały się nie kończyć. Krok po kroku, krok po kroku. Minęło ich chyba z czterdzieści, a ja wciąż nie widziałam końca. Czułam już lekkie zmęczenie.
Dziewięć…
Wszystko dookoła było szare. Jedynie portrety wiszące w wielkich ramach na ścianach były czarno-białe. Nie było tam żadnych kolorów. Muszę przyznać, że przerażało mnie to.
Osiem…
W końcu udało się wejść na górę. Rozejrzałam się, lecz jedyne, co się wyróżniało, to mocno czarne drzwi. Nikogo nie widać. Wygląda na to, że nie ma w tym domu ani jednej żywej duszy.
Siedem…
Moje ubranie i skóra przybrały szary odcień. Stałam się nic nieznaczącym, wtapiającym się w tło człowiekiem. Znajdowałam się w ogromnej rezydencji, pełnej portretów różnych osób, których nie kojarzyłam z twarzy. Nie dostrzegałam podpisów pod nimi, więc trudno było kogokolwiek zidentyfikować.
Sześć…
Postawiłam krok. Pierwszy, później drugi. Złapałam się ściany, by nie upaść, gdy się zachwiałam. Czułam się jak w jednym z dziecięcych koszmarów.
Pięć…
– Otwórz drzwi – nagle usłyszałam głos w mojej głowie – Tam czeka coś miłego.
Nie chciałam się sprzeciwiać, bo czułam, że to może być prawda. Zaciekawiona wolno podeszłam do tych, które były najbliżej mnie. Po chwili chwyciłam za klamkę i otworzyłam.
Cztery…
Moim oczom ukazało się coś dziwnego. W tym pokoju był kolor. Ogromne łóżko z baldachimem, stojące na środku sypialni, miało odcień wina, a położona na nim pościel była jasnoróżowa. Ściany złote, a panele brązowe. Przetarłam oczy. Co tu się dzieje?
Trzy…
– Usiądź – znowu usłyszałam głos w mojej głowie. Wykonałam niemal natychmiast polecenie, zwłaszcza że byłam zmęczona. Bardzo chciałam odpocząć na czymś wygodnym.
Dwa…
Nie wiem co, ale coś mnie podkusiło i spojrzałam w górę. Dało się zauważyć, że niemal w tej samej chwili barwa zaczęła znikać.
– Nie! Nie! – zaczęłam nagle krzyczeć – Chcę kolor! Chociaż tutaj! Proszę!
To niestety nic nie dawało. Szarość dalej się pojawiała, zasłaniając wszystko, co było w kolorze.
– Nie! Nie! To nie może tak być! – złapałam się za głowę, wciąż krzycząc.
Jeden…
Nagle otworzyłam oczy, słysząc swój budzik. Byłam w swoim pokoju. Wszystko było w normalnym kolorze, nie widziałam tej przytłaczającej szarości. Niedługo potem usłyszałam odetchnięcie z ulgą. Wiedziałam kto to. Moja mama przyszła do pokoju.
– Krzyczałaś przez sen córeczko, więc przyszłam sprawdzić, co się dzieje – uśmiechnęła się czule, siadając obok mnie na łóżku – Wszystko w porządku?
– Nic nie jest w porządku mamo – westchnęłam i usiadłam, przecierając nieco zaspane oczy – Zapisz mnie do psychologa, chyba coś ze mną nie tak.
– No dobrze, zobaczę, co da się zrobić kochanie. A teraz chodź, śniadanie już zaraz będzie gotowe – pocałowała mnie w czoło i wyszła, nucąc jakąś wesołą piosenkę.
A więc to był tylko zły sen…na szczęście.
Zero…
Wiktoria Fajt
Studentka 2 roku 2 stopnia dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Prywatnie fanka musicali, siatkówki oraz skoków narciarskich. Ostatnio mój ulubiony bohater to hrabia Dracula.
Czy może być jeszcze gorzej?
Zobacz również

Fantastyka – drzwi do innego świata
4 marca 2024
Najważniejsza ludzka komórka
10 kwietnia 2022