Opowiadanie

Opuszczony dwór

Stary dwór stał od wielu lat pusty. Białe ściany powoli zarastały ogromnymi pnączami roślin, w środku meble pokrywały się kurzem. Szyby we wszystkich pomieszczeniach zostały powybijane wiele lat temu, dlatego w środku hulał wiatr. Plotki, które roznosili ludzie z miasta znajdującego się niedaleko głosiły, że mieszkają tam duchy. Niekoniecznie było to prawdą, zwłaszcza że poprzedni właściciele opuścili ten dom w związku z wojną. Ta plotka jednak uchroniła dwór przed splądrowaniem.

Szafy w budynku były wypełnione bogato zdobionymi ubraniami, które zostały zjedzone przez mole. Piękna pościel pozostała zmięta, nikt jej nie poprawił. Zresztą nikt się tam nie pojawiał od wielu lat. Świadczył o tym nietknięty list ułożony na stole w kuchni. Kartka zżółkła, pismo zblakło. Jedyne, co można było tam odczytać, to krótka wiadomość — dosłownie dwa niepełne zdania.

…wrócimy tu kiedyś. Dbajcie o to miejsce…

Nie można było odczytać, kto ten list zostawił. Podpisu bowiem nie dało się rozczytać. Budynek niszczał, a przecież był on świadkiem historii: miłości, przyjaźni, wylanych łez, lęku, złości, radości – tego wszystkiego, co dzieje się w normalnych rodzinach.

Lata temu w dworku żyła bardzo bogata rodzina. Korzenie miała szlacheckie — ojciec był dziedzicem licznego majątku oraz tytułów, a matka była nieślubnym dzieckiem hrabiego i pokojówki. Ich małżeństwo wywołało szok w arystokratycznych kręgach. Uważano je za mezalians. Oni jednak się tym nie przejmowali. Poprzez ciężką pracę powiększyli majątek i z czasem zyskali szacunek ludzi. Urodziły się im dwie wspaniałe dziewczyny, a sami kochali się nad życie. Można powiedzieć — istna sielanka. Wszystko skończyło się kilka tygodni przed wybuchem wojny. Mężczyzna opuścił wtedy dworek i pośród łez żony oraz córek udał się tam, gdzie go wezwano. Do jego jednostki. Przed wyjazdem kazał ukochanej obiecać, że gdy wybuchnie konflikt, uda się do miejsca, o którym zawsze marzyli, by tam zamieszkać. Miejsca, które było bezpieczne i niezagrożone wojną. Pani domu została wówczas osamotniona, do tej pory wszystkie decyzje podejmowała wraz z małżonkiem. Musiała zadbać jednak o utrzymanie i przetrwanie. Musiała być silna. Nie mogła się tak łatwo poddać.

W końcu nadszedł ten dzień. Wybuchła wojna. Służący nad ranem pakowali rzeczy hrabiny oraz hrabianek, aby szybko mogły się ewakuować.

— Gdzie są suknie?

— Gdzie ta skrzynia?

— Gdzie? Gdzie? Gdzie?

W dworze panował chaos, służba biegała od jednej komnaty do drugiej. Dziewczynki wówczas siedmioletnie niezbyt rozumiały powagę sytuacji, ale nie utrudniały im zadania. Wręcz przeciwnie, pomagały w tym, podając służbie między innymi swoje ukochane zabawki. Ich mama, odkąd wstała, nie miała szans poprawić pościeli. Szybko się wyszykowała, pomogła też córkom ubrać się i gdy wszystko, co potrzebne, zostało już spakowane, opuściły dwór. Wcześniej jednak hrabina napisała list. Położyła go na stole w kuchni.

Do mieszkańców pobliskiego miasteczka

Wiem, że rzadko coś do Was mówię, wiem też, że ja i mój małżonek cieszymy się olbrzymim szacunkiem z waszej strony. Musimy wyjechać, wiem, że grozi nam tu niebezpieczeństwo. Jeśli jednak ktoś będzie potrzebował schronić się w dworku, drzwi są otwarte a żywność, picie i noclegi są zapewnione. Książki także są do Waszej dyspozycji. Nie wiem, czy wrócimy tu kiedyś. Dbajcie o to miejsce i pamiętajcie o nas. My też o Was będziemy pamiętać i zawsze Was wspierać. Nieważne czy blisko, czy daleko.

Wasza przyjaciółka i hrabina
Katarzyna

Późniejsze losy rodziny już nigdy nie były powiązane z tym dworkiem. Mężczyzna zginął na wojnie, kobieta wydała córki bogato za mąż i sama zajęła się pisaniem. Jej książki dobrze się sprzedawały. Zwłaszcza w kraju, gdzie mieszkała, była bardzo znana.

Szkoda jedynie, że miejsce, z którego ruszyli, tak bardzo niszczało…

Studentka III roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Prywatnie uwielbiam musicale, siatkówkę, skoki narciarskie. Często zgłębiam z ciekawości wiedzę o rodzinach królewskich z Europy.