
Rywale na boisku, koledzy w AZS-ie. Dwie drużyny, jeden cel
Jest to druga część wywiadu z zawodnikami piłkarskiego AZS-u. W lipcu zagrają oni na Akademickich Mistrzostwach Europy. W pierwszej części mówili o tym, jak wywalczyli bilet do włoskiego Salerno, ale także o przygotowaniach na sam turniej. Poruszali także inne ciekawe tematy, o czym więcej tutaj:
Złoci medaliści Akademickich Mistrzostw Polski w piłce nożnej – AZS – Nowy Akapit
A dziś między innymi: o grze przeciwko sobie, o swoim piłkarskim tygodniu, oprócz tego każdy z naszych gości opowiedział o swojej karierze klubowej.
Wywiad:
M. Stukus: Jak wygląda wasz tydzień? Ile czasu spędzacie w drużynie akademickiej, a ile w waszych drużynach klubowych?
M. Sitek: U mnie wygląda to tak, że zazwyczaj mamy cztery treningi w ciągu tygodnia plus mecz, jeśli chodzi o moją drużynę. Zależy też, jak wygląda tydzień. Jak są dwa mecze, to wiadomo, mniej trenujemy, ale oprócz tych treningów, trzeba jakoś pogodzić ten w AZS-ie, u nas na studiach. Także jest intensywnie w ciągu tygodnia.
S. Baj: U mnie jest troszkę inaczej, ja trenuję trzy razy w tygodniu w klubie, plus dwa treningi w AZS-ie. Jest to dosyć intensywny tydzień, ale bardzo fajny. Bo tak naprawdę piłka nożna oprócz tego, że jest sportem drużynowym, rywalizacją i wszystkim, co z tym związane, jest też przede wszystkim atmosferą. A jak jest atmosfera, to jest bardzo duże oczyszczenie głowy, oderwanie myśli od obowiązków. Bo jak wiemy nie od dzisiaj, w piłce nożnej zdrowie psychiczne jest bardzo ważne. W zasadzie wydaje mi się, że najważniejsze.
Jak jest atmosfera w szatni piłkarskiej, w klubach, w których gramy, no to mimo tego, że w AZS-ie spędzamy mniej czasu, to jednak chęć dążenia do takiej perfekcji w szatni dzięki atmosferze jest większa. Dochodzi do tego, że gdy się wszyscy spotkamy, zanim obgadamy każdy temat od czasu, kiedy się nie widzieliśmy, streścimy sobie całe tygodnie, to w zasadzie nie jesteśmy w stanie przestać się śmiać.
Cały tydzień jest złożony na zasadzie, że niekiedy nie chce się iść na trening. Można mieć po prostu gorszy dzień, ale jest robota do zrobienia, którą trzeba wykonać, a w dobrym gronie wiadomo, że czas leci szybciej i przyjemniej.
A. Kramarz: Ja trenuję cztery razy w tygodniu plus mecz. I wiadomo, trzeba łączyć to z treningami w AZS-ie, ale trzeba też dobrze szachować w miarę tymi siłami, bo regeneracja jest tak samo ważna jak trening. Treningi priorytetowe są jednak w klubie, więc te z AZS-u trzeba traktować tak jakby dodatkowo. Ale też są ważne, bo trzeba zgrywać się z chłopakami.
M. Stukus: Na co dzień gracie w innych klubach, może dojść do sytuacji, że spotkacie się po przeciwnych stronach boiska. Wpływa to na waszą współpracę?
S. Baj: Żeby było jeszcze śmieszniej, prowadziłem tę rozmowę dosłownie dwa dni temu, ponieważ mieliśmy mecz ligowy. Tak naprawdę graliśmy z drużyną, która jest od mojej miejscowości oddalona o 15 kilometrów. W zasadzie my wychodzimy na kolegów, no ale jak wychodzimy na kolegów, no to wiadomo, że jest to bratobójczy pojedynek.
M. Sitek: Ciężko nazwać, jaka to jest sytuacja. Wiadomo, przed meczem sobie pogadamy, pośmiejemy się. Po meczu tak samo. Zależy też od wyniku, bo zawsze można sobie podokuczać. Na meczu jednak, tak jakby nie ma kolegów. Jak gramy przeciwko sobie, no to gramy tak, jak przeciwko normalnemu rywalowi. Raczej nikt nikomu nie daje forów czy nie odpuszcza.
A. Kramarz: Ja w sumie miałem ostatnio taki pojedynek. Także przed meczem faktycznie można pożartować. Jednak jak już się zaczyna mecz, no to nie można tak na to patrzeć. Po meczu, jak i przed meczem, wiadomo, można się pośmiać, porozmawiać, ale na meczu już trzeba się odciąć i dać z siebie wszystko.
G. Rokosz: Znacie się już dosyć dobrze z akademickiej drużyny piłkarskiej, znacie swoje mocne i słabe strony. W przypadku takiego meczu przeciwko sobie wiecie, na co stać waszego kolegę-przeciwnika. Czy taka wiedza o możliwościach zawodnika z przeciwnej drużyny może wam pomóc lub, w drugą stronę, zaszkodzić?
A. Kramarz: Jest to może jakieś ułatwienie mimo wszystko. Można wtedy powiedzieć kolegom ze swojej drużyny, na co uważać albo jakie są słabe strony tego kolegi. Więc mimo wszystko wiedza o takim zawodniku jest jakimś ułatwieniem.
S. Baj: Wydaje mi się, że raczej nie myśli się przed meczem, że ktoś coś o nas wie. Tylko jest to podwójna motywacja do tego, żeby wygrać z nim. To jest taka po prostu rywalizacja, której trzeba stawić czoło. Nie można jej wygrać, tylko trzeba ją wygrać. Wydaje mi się, że każdy podchodzi do tego w ten sam sposób. Tylko wiadomo zdrowo, a nie jakoś przesadnie.
M. Sitek: Chodzi głównie o to, że po dobrze rozegranym meczu zawsze można trochę dogryźć kolegom. Jak było? Jaki wynik, czy coś takiego. Na przykład my z Kramim graliśmy na siebie jeszcze za dzieciaka, nie wiem, czy w trampkarzach, czy nawet jeszcze w młodszym roczniku. To już trochę się pokiwaliśmy, trochę się już poznaliśmy. Teraz gramy razem, więc to akurat jest moim zdaniem bardzo fajne doświadczenie. Tak ogólnie wygląda piłka, że w jednym momencie gracie przeciwko sobie, a parę lat później możecie grać razem w jednej drużynie.
G. Rokosz: Zdarza się wam spotkać na meczach, w których rywalizujecie, zamiast współpracować. Czy ma to jakiś wpływ na atmosferę w drużynie akademickiej? Pojawiły się kiedykolwiek konflikty z powodu takiego meczu?
S. Baj: Ja miałem na przykład coś takiego, że graliśmy sparing i strasznie „pocięliśmy się” z jednym kolegą. Powiem szczerze, że no ostre słowa tam padały. Tydzień później spotkaliśmy na uczelni, zbiliśmy ze sobą piątkę i się śmialiśmy.
M. Sitek: Wiadomo, gdzieś tam na boisku zawsze komuś może coś ulecieć, bo to są emocje, jest ta adrenalina. Jednak nie było jakichś zgrzytów w naszej szatni akademickiej. Moim zdaniem, wszystko to, co jest na boisku, zostaje na boisku. Jak jesteśmy w jednej drużynie, to raczej nie wyciągamy sobie jakichś brudów z tego, co było wcześniej.

Poznaj bliżej naszych piłkarzy:
Adam Kramarz
M. Stukus: Grałeś w I lidze, ale też w Ekstraklasie. Jaka jest różnica między tymi ligami a III ligą, gdzie grałeś częściej.
A. Kramarz: Jest to bardzo duży przeskok. Chociaż ja w tych wyższych ligach miałem takie bardziej epizody. Nie miałem tam dużo minut rozegranych. Ale samo trenowanie w pierwszej lidze czy w Ekstraklasie, a w trzeciej, no to jest jednak duża różnica. Głównie chodzi o intensywność tych treningów. Bo są lepsi zawodnicy, jest szybsze tempo.
M. Stukus: W tym sezonie zdobyłeś najwięcej bramek. Kończy Ci się kontrakt, myślisz, by wracać do wyższych lig czy pozostać na poziomie III ligi?
A. Kramarz: W tym sezonie strzeliłem 11 bramek. Ciężko mi powiedzieć, co będzie w następnym sezonie. Jestem otwarty na różne scenariusze. Czy zostanę w tym klubie, tego jeszcze nie wiem.
Michał Sitek
M. Stukus: Nie grałeś ostatnio w meczu z Boguchwałą. Łańcut wygrał 6-0. Jak to jest omijać taki mecz?
M. Sitek: To boli strasznie, ale trzeba powiedzieć, że byłem tym hamulcowym, na to wychodzi. Szkoda, że nie mogłem wystąpić w tym spotkaniu, ale drużyna sobie poradziła w taki sposób, że tam nie byłem potrzebny.
M. Stukus: Dla Stali Łańcut zagrałeś więcej meczów niż wcześniej w III lidze. Jakie są plusy gry dla Łańcuta, a jakie z bycia w trzecioligowych drużynach?
M. Sitek: Taka podstawowa różnica, to różnica poziomu i finansowa mimo wszystko. W wyższej lidze wszystko idzie w górę. W Łańcucie akurat jest taka drużyna, gdzie zawodnicy grali w pierwszej i drugiej lidze. Nie powiedziałbym, że szatnia jest podzielona, ale część drużyny jest bardziej doświadczona. Niektórzy pograli już na tym wyższym poziomie, więc od nich można się naprawdę bardzo dużo uczyć. Plus sam trener Opaliński był w Ekstraklasie i to przez wiele lat. Więc uczyć się od trenera czy od starszych zawodników, to jest naprawdę duży plus, nawet jeszcze w moim wieku. W Łańcucie jest nowy stadion, naprawdę to wszystko jest teraz unowocześnione. Także moim zdaniem jest to też bardzo fajne miejsce na rozwój.
M. Stukus: Wygrałeś okręgowy puchar Polski, jednak dość wysoko przegraliście półfinał wojewódzki. Co bardziej zapadnie w pamięć po tym sezonie?
M. Sitek: Myślę, że mimo wszystko wygranie pucharu na szczeblu okręgowym i mecz z Siarką, to chyba nasz największy sukces w tym sezonie. Pierwsza połowa napawała optymizmem, bo graliśmy jak równy z równym, ale niestety po wyjściu z szatni, z minuty na minutę traciliśmy kontakt z przeciwnikiem. Dla samej otoczki meczu, kibiców, tej atmosfery i możliwości pokazania się na tle rywala z wyższej ligi, warto było przebrnąć wcześniejsze fazy, chociaż ostatecznie polegliśmy dość znacznie.
Szymon Baj
M. Stukus: Jak na razie byłeś na wypożyczeniu w Łańcucie teraz jesteś na wypożyczeniu w Leżajsku. Czym dla Ciebie różni się wypożyczenie od stałego kontraktu?
S. Baj: Jakbym miał powiedzieć szczerze, to wydaje mi się, że wypożyczenie to są szachy. Jak idziesz na wypożyczenie, to klub, który cię wypożycza, teoretycznie może liczyć na to, że ty wrócisz. Natomiast klub, do którego idziesz, liczy na to, że jak zagrasz dobry sezon, to zostaniesz. Jeżeli jesteś na wypożyczeniu i masz kontrakt, dostajesz jakieś pieniądze, ale jeśli zagrasz dobry sezon i będą chcieli cię wykupić, automatycznie będziesz zarabiał więcej.
M. Stukus: Jak podoba ci się gra w Leżajsku?
S. Baj: Przyszedłem do Leżajska w tą zimę. Szatnia przyjęła mnie bardzo w porządku, tak samo jak trener. Wyniki zrobiliśmy bardzo dobre, bo w zasadzie w tej rundzie nie przegraliśmy meczu. Aktualnie gramy o awans.
Każdy z nich gra na innym szczeblu rozgrywkowym. Szymek w okręgówce. Michał w 4 lidze. Adam w 3 lidze. Choć lubią się ze sobą, to nikt z nich nie odpuści meczy dla kolegi, a wręcz przeciwnie – zagra jeszcze lepiej. Była to druga część wywiadu z piłkarzami z AZS-u. Jeśli jeszcze nie czytałeś pierwszej, zaległości nadrobisz tutaj: Złoci medaliści Akademickich Mistrzostw Polski w piłce nożnej – AZS – Nowy Akapit
W lipcu nasi zawodnicy zaczną Akademickie Mistrzostwa Europy w Salerno. Chłopaki powodzenia, trzymamy kciuki!
PS. Planujemy kolejny wywiad po turnieju :).
Zobacz również

Klasyki literatury, które warto znać nie tylko ze słyszenia
7 czerwca 2022
„Za ten uśmiech kiedyś mnie ganiono, ponieważ nie zawsze wyrażał radość”. Rozmowa z aktorką Dagny Mikoś
23 maja 2021