Opowiadanie

#1 Elektra

Wędrowiec czekał na szczycie mieszkalnego budynku złożonego z dziesięciu pięter. Ten zabierze na skolonizowaną planetę jednych z ostatnich ludzi. Jedynie północne skrawki Europy, Azji oraz Ameryki Północnej nadają się jeszcze do zamieszkania, mimo gigantycznego zanieczyszczenia. Londyn przepadł w ubiegłym wieku, około 2150 roku.

Maszyna poderwała się do lotu. Ten statek międzyplanetarny może pomieścić tysiąc osób. Każdy ma do dyspozycji specjalny hełm chroniący gałki oczne przed szkodliwym promieniowaniem. Siedzenia ulokowane są wewnątrz sześciokątnego korytarza. Ponadto pasażerowie mogą wejść do pokojów ciszy, rozmów dyskretnych oraz nastrojowych. W tych ostatnich pasażerowie mają do dyspozycji memberfon. Ten sprzęt muzyczny służy do wywoływania muzyki na bazie wspomnień danego użytkownika.

Akurat dziś miałem potrzebę poczucia emocji smutku. Warto dbać o nie, zresztą nawet Rząd Końca Świata wydał dekret nakazujący nam tej metody, celem samodoskonalenia obywateli. Pamiętam, jak podczas mojego dzieciństwa spadł czysty deszcz, ostatni, jakiego doświadczyłem. Powolne dźwięki gitary pojawiają się w pokoju. Delikatny dźwięk perkusji, skrzypce zamieniają tę chwilę w melancholię. To uczucie dramatyczne, pozwalające nam lepiej żyć, jest znane od samego początku ludzkości. Zabawne, że jeszcze w erze Muska istniały religie. W końcu to uczucie metafizycznego niepokoju można było wywołać nawet przez dramat oglądany w kinie.

Przechodzę do drugiego pokoju. Tam spotykam znajomego policjanta.

– Dzień dobry, jak tam podróż Piotrze?

– Całkiem przyjemnie – rzekłem – za chwilę wlatujemy w portal, jeszcze chwila i lądujemy na Elektrze. Właściwie to dlaczego lecisz akurat dzisiaj z nami?

– Wiesz… podczas ostatniego transportu znaleźliśmy w magazynie Wędrowca martwe ciało Elektranina. Mówi się w naszym otoczeniu, że planują akcje terrorystyczne.

Odwrócił twarz i skierował ją na ścianę imitującą okno.

– Słyszałem, że podczas kolonizacji nowej planety dochodziło do bardzo brutalnych scen. Teraz podobno mają ten cały rezerwat, ale tak szybko nie da się zapomnieć przeszłości.

– Nie da się, ale tak trzeba było zrobić. Historia nas nauczyła pewnej okropnej prawdy ­– przerwał na chwilę – Otóż zawsze tak było, że gdy cywilizacja kwitła, przychodził później czas regresu. Wtedy ludzie bardziej rozwinięci zostali podbici przez barbarzyńców. Ostatnia wojna światowa w erze Muska jest dobitnym na to przykładem. I dlatego należy stosować środki wykorzystywane przez wrogów porządku.

– Czy to nie jest też barbarzyństwo? – zapytałem ze zdziwieniem.

­– Nie da się wyeliminować z człowieka tego pierwiastka nienawiści. Jesteśmy tak naprawdę barbarzyńcami, ale ubranymi w czyste ubrania. Barbarzyńca też kieruje się miłością, empatią i współczuciem. Mamy po prostu przypiłowane kły, ale jak trzeba zadbać o swój byt, to musimy zamienić się w wilka.

Właśnie przelatywaliśmy przez portal. Nastąpił komunikat: „Za dwie minuty nastąpi wyłączenie systemu antygrawitacyjnego. Prosimy o zapięcie pasów”. Szybko wróciłem na swoje miejsce i czekałem na nowy dom.

Marcin Czarnota – redaktor i korektor współpracujący z magazynem Nowy Akapit. Zainteresowany literaturą, psychologią i sportem. Wielbiciel spacerów, grzybów i polnych kwiatów.