
Dwudziestoletni emeryci
Na pewno mieliście tak, że nagle złapał was mocny ból pleców albo kolana, albo barku. Szybkie „Jezu”, zaśmianie się z całej sytuacji, komentarz do samego siebie albo kogoś obok i ruszamy dalej. Jednak czy nie powinna zapalić się jakaś lampka w naszej głowie, że coś jest nie tak? Mamy po dwadzieścia lat, a niejednokrotnie czujemy się na pięćdziesiąt. Nie mam na myśli mentalności emeryta, gdzie wszystko jest nie tak, każdy nas irytuje, w tym pomieszczeniu jest za zimno, za głośno, za ciepło i w wszystko jest przeciwko nam. Chodzi o stan fizyczny obecnej młodzieży.
Nie ruszamy się. Najpierw ślęczymy kilka godzin na uczelni, później jemy pseudo-jedzenie z fosforanami, zapijamy przesłodzonymi, gazowanymi napojami, które w domu rodzinnym stawiano na stole tylko z okazji świąt. Chociaż są też tacy, którzy spożywają mozzarellę i łososia, ale to tylko jednostki.
Biegi na autobus to jedyny sport jaki niektórzy uprawiają.
Nie chcę tego nikomu wytykać, czasem jestem jedną z tych osób. Chociaż ostatnio stwierdziłam, że trzeba zmienić mentalność, jak mówiła Anna Wintour: „Nigdy nie biegnij za facetem albo autobusem, za pięć minut pojawi się następny”. W takim wypadku, jeśli posłuchamy tej jakże zacnej rady, nasz ruch ogranicza się prawie do zera. To może nas zaprowadzić nawet do grobu. Pamiętajmy, młody człowiek z problemami kardiologicznymi nie istnieje, według naszej polskiej służby zdrowia – wiem co mówię.
„Ruch to zdrowie.”
Przysłowie powtarzane przez wuefistów, rodziców, nauczycieli itd. Ja już teraz chciałam powiedzieć, że nie jestem ekspertem jeśli chodzi o zdrowie fizyczne, diety czy inne tego typu rzeczy. Po prostu widzę po sobie co dało mi kilka miesięcy ćwiczeń. Czuje się lepiej, moja kondycja się poprawiła, a mięśnie wzmocniły. Więc na moje niefachowe oko, wydaje mi się, że jest to poprawa sytuacji. Oczywiście nikt od razu nie będzie wyglądał jak Shalom Harlow i podbijał świat mody.
Stres i ciągłe zamartwianie się sprawia tylko, że człowiek sam się wewnętrznie i zewnętrznie wyniszcza. Przez złe samopoczucie psychiczne, nieustanny pęd myśli w głowie, nasze nerwy zaczynają być widoczne w naszej postawie, zachowaniu, stylu mówienia i bycia. Powoli zamykamy się w sobie, kulimy, coraz to bardziej się garbiąc. To działanie ma za zadanie ochronić nas przed całym złem, które nas otacza.
Wszystko w naszym ciele jest połączone. Zły stan psychiczny wpływa na fizykę naszego ciała. Zastanówmy się, kiedy ostatnio widzieliśmy dziecko z ręką w gipsie, a kiedy otyłego dwunastolatka? Obecnie dzieci coraz częściej przypominają kule, do tego przeważnie zapatrzoną w telefon. Żyjemy w chorych czasach.
Jak już mówiłam, nie jestem ekspertem od sportu ani ćwiczeń, ale minimum przemyślanego ruchu i chęć zadbania o siebie może zdziałać cuda.
Pierwsze kroki we wszystkim są trudne, nie ma się co załamywać i poddawać. Zabrzmi to jak tekst z ćwiczeń z Anią Chodakowską, ale nie poddawajmy się. Jesteśmy młodzi, jeszcze tyle życia przed nami. Czemu mamy to marnować i skończyć z reumatyzmem i innymi chorobami motorycznymi, z którymi borykają się emeryci? Biżuteria w postaci tytanowego biodra w tym wieku to chyba lekka przesada.
Za chwile okaże się, że nasi rodzice albo dziadkowie są w lepszym stanie fizycznym niż my, a to już , mój drogi młody człowieku – zła informacja.
Zwolnijmy na chwilę i faktycznie się sobie przeglądnijmy. Czy życie jakie obecnie prowadzimy faktycznie nas satysfakcjonuje, czy przypadkiem czegoś nam nie brakuje? Czy jest cos co chcemy zdobyć? Może to być jakakolwiek najmniejsza rzecz. Jeśli mamy takie coś, to zamiast przyglądać się biernie poczyńmy kroki, które sprawią, że przynajmniej odniesiemy małe wrażenie, że próbowaliśmy.
Lepiej próbować i zostać pokonanym niż nie spróbować i zastanawiać się jak mogło być.
Zobacz również

Sięgnąć gwiazd – Jessica Watkins, pierwsza czarnoskóra kobieta w załodze Międzynarodowej Stacji Kosmicznej
21 listopada 2021
Klasyki literatury, które warto znać nie tylko ze słyszenia
7 czerwca 2022