„Burn, bucher, burn!”

„Wiedźmin” to kultowa saga, która jest znana praktycznie wszędzie. Sam autor początkowo nie przewidywał, że zdobędzie ona tak dużą popularność. A jednak! Udało się. Niegdyś Polacy podjęli próbę nakręcenia serialu o Geralcie z Rivii. Powstała gra, która jest uwielbiana przez użytkowników. I tak oto w 2019 roku w USA nakręcono amerykańską wersję wiedźmina. 17 grudnia 2021 roku został wydany drugi sezon. I na nim się dzisiaj skupimy.

Warto zacząć od tego, że o ile pierwszy sezon miał jeszcze cokolwiek wspólnego z książką, o tyle w drugim jest to znacznie mniej widoczne. Twórcy nie zdecydowali się na ekranizację ani adaptację książki, raczej można tutaj mówić o luźnej interpretacji motywów zaczerpniętych z książek. Oczywiście pojawia się spotkanie Geralta wraz z jego przyjacielem Nivelenem w odcinku „Ziarno prawdy”, które nawiązuje do opowiadania. W filmowej wersji pojawia się jednak rozbieżność z pierwowzorem, gdyż Cirillia (w papierowej wersji), nie uczestniczyła w tym spotkaniu. Nie wpływa to na fabułę, ale liczy się sam fakt podjęcia tego tematu. Jaskier śpiewa pieśń „Burn, Bucher, burn!” – co jest z pewnością odwołaniem do pseudonimu wiedźmina – Rzeźnika z Blaviken oraz samych relacji, z poprzedniego sezonu, pomiędzy nim, a Geraltem. Nawiązań i luźnych interpretacji jest sporo. Wystarczy tylko przysiąść i poszukać.

W całym sezonie widzowie dostają osiem odcinków, trwających po około godzinie. Wykonanie jest bardzo dobre. Pojawiają się jednak pewne ciekawostki jak choćby to, że podczas spotkania wiedźminów w Kaer Morhen, jedynie Geralt posiada kocie oczy, sugerujące mutacje. Dodatkowo wychodzi na to, że każdy z wiedźminów posiada nieco inny medalion, pomimo pochodzenia spod cechu wilka. Wiedźmin Coen należy do cechy gryfa, podczas gdy w serialu posiada również medalion wilka. W pierwszym odcinku, po walce w Sodden, Vilgefortz dobija żołnierza proszącego o łaskę, wypowiadając słowa „Not today”. Jest to odwołanie do serialu „Gra o tron”.

Zdania na temat tego sezonu są podzielone, jednak zdecydowanie przeważają opinie bardziej negatywne. Fani „Wiedźmina” sądzą, że Netflix nie bierze pod uwagę samej książki. Uważają takie podejście za profanację, łapią się za głowy i zastanawiają dlaczego oraz jak do tego doszło, że z książką film nie ma prawie nic wspólnego. Czekałam bardzo długo na to, by w spokoju obejrzeć sobie ten serial. Niecierpliwie szukałam w Internecie informacji o tym, kiedy zostanie wydany sezon drugi. Kiedy już zaczęłam oglądać, wszelkie nadzieje i podekscytowanie zniknęło. Zastąpiła je nuda, brak ciekawości i zawód. Być może sezon drugi sprawdzi się u osób, które nie czytały książek lub nie przeszkadza im praktycznie brak jakichkolwiek nawiązań do pierwowzoru. Ja jednak zniesmaczyłam się i nie wiem, czy podejmę próbę oglądania kolejnego wydania netflixowskiej luźnej adaptacji.