
Kilka słów na koniec
Moi drodzy studenci! Jak wam minęło te dziesięć miesięcy? Spodziewacie się zaliczenia tej sesji czy tak wam się spodobał obecny rok, że chcecie go powtórzyć?
Dla niektórych był to pierwszy rok w tej nowej, nie aż tak bajkowej, rzeczywistości. Inni żegnają się z nami, chyba że osiem lat studiowania to za mało i chcą zostać uniwersytecką hot trzydziestką.
Maj się kończy, ale zaczyna się „miesiąc śmierci”. Egzaminy, kolosy, zaliczenia i konsultacje, na których trzeba świecić oczami i wchodzić, wiadomo gdzie, bez wazeliny. Nie zapomnijcie tylko o pokornej minie i wyprasowanej koszuli. Bo w niektórych przypadkach wygląd to 50% zaliczenia. Tylko proszę, nie upokarzajcie się po całości. Łzy na egzaminie to ostatnie co możecie zrobić. Tym bardziej jeśli oprócz was i profesora w sali są inne osoby, które zamienią się w Radio Wolna Europa i rozgłoszą, w jaki sposób udało wam się zaliczyć.
Powiedzcie mi, co wynieśliście po tym roku edukacji?
Wiedze? Doświadczenia? Nowe idee? Niebanalne pomysły? Czy raczej wynieśliście SIĘ z tej uczelni? Albo jak jeden chłopak chodzący do mojego liceum, zabraliście, w ramach rekompensaty za wszystkie krzywdy, kilka kabli, klawiaturę, myszkę i twardy dysk z komputera. Jeśli tak, to gratuluję.
Zastanawiam się czasem, po co niektórzy studiują. Nic w ich życiu się nie zmienia. Chyba że chodzi o zniżki na PKP, możliwość rozpoczęcia rozmowy – Hej, a ty co studiujesz?. Imprezy za kasę sponsorów to też bardzo dobry powód do dalszego pobierania wykształcenia. Mam nadzieję, że trening wątroby przez ten rok przyniósł przynajmniej jakieś dobre wspomnienia, a nie tylko luki w pamięci.
Nie można również zapomnieć o tych wszystkich randkach, które wychodziły różnie. Konto na Tinderze, czy innej tego typu aplikacji, powinno się otrzymywać wraz ze statusem studenta. To tylko sugestia.
To jest ta zabawna część studiów, ale nie możemy zapomnieć o tym, co się stało na Uniwersytecie Warszawskim początkiem maja. Późniejsza fala przemocy, jaka miała miejsce po tym zdarzeniu, zasiała ziarno niepewności. Sprawiła, że zaczęliśmy się zastanawiać nad tym, co się stało z tym społeczeństwem.
Jak doszło do tego, że nikt nie zauważa żadnych anomalii. Nie reagujemy na czyjąś krzywdę tylko wyciągamy telefon. Dlaczego wyświetlenia i sława stały się jedyną rzeczą, na której nam zależy? Dlaczego nie myślimy o drugim człowieku?
Miejmy na uwadze to, że zawsze to my możemy stać się ofiarami. Wtedy chcielibyśmy, żeby ktoś nas uratował, wyciągnął z głębi najgorszych myśli i pomógł nam przebrnąć tę drogę krzyżową.
Znieczulica to paskudna choroba. Lepiej jej nie złapać, bo trudno się ją leczy.
Kiedyś przeczytałam takie zdanie: We are a sad generation with happy pictures, czyli: Jesteśmy smutnym pokoleniem ze szczęśliwymi zdjęciami. Szczerze się z tym zgadzam. Każdy z nas ma jakieś problemy, zmartwienia, ale udajemy, że wszystko jest dobrze tylko po to, żeby utrzymać się w jakimś modelu społecznym. Pokazanie swojej słabej strony wiąże się z wykluczeniem. Zwierzenie się komuś pseudobliskiemu ze swoich dziwnych pomysłów łączy się z publicznym wyśmianiem. Pokazanie swojej inności prowadzi do upokorzenia.
Dlaczego doprowadziliśmy do zniszczenia różnorodności? Dlaczego każda dziewczyna wygląda tak samo, a każdy facet sądzi, że nie może pokazywać uczuć? Sami prowadzimy siebie do autodestrukcji.
Dlatego, drogi studencie, zastanów się kim chcesz zostać w przyszłości? Czy bycie kolejnym zerem w kodzie zero-jedynkowym będzie oznaczać, że coś osiągnąłeś? Czy pokaże, że jesteś tak samo nudny, przewidywalny i nieszczęśliwy jak inni?
Mam nadzieję, że zdecydujesz mądrze.
Zobacz również

Walentynkowy list do Ciebie
14 lutego 2021
Człowiek z piasku ulepiony
1 lutego 2023