
Zapomniana kraina, czyli kilka słów na temat Beskidu Niskiego
W obecnym świecie, pełnym codziennego pośpiechu, natłoku obowiązków i notorycznego braku czasu coraz częściej szukamy wytchnienia. Wielu tęskni za bliskością natury i chwilą spokoju z dala od zgiełku miasta. Dlatego, gdy tylko nadarza się okazja, chętnie wyjeżdżamy – czy to do najbliższego lasu, nad jezioro lub w góry. Wybierając tę ostatnią opcję, zazwyczaj mamy na myśli Tatry lub Bieszczady. Niewielu wie jednak o alternatywie, jaką jest Beskid Niski – tereny niemniej ciekawe, a przy tym tajemnicze, pełne niesamowitych historii.
Tutaj wszystko się zaczęło
Mój pierwszy kontakt z Beskidem Niskim miał miejsce kilkanaście lat temu, kiedy to jako ośmiolatek wraz z rodzicami spędzałem tam wakacje. Nie uśmiechał nam się wówczas wyjazd w Bieszczady, które stawały się coraz popularniejsze, ani tym bardziej w Tatry, gdzie znalezienie miejsca bez ani jednego turysty od wielu lat graniczy z cudem. Ostatecznie wybór padł na Folusz – niewielką miejscowość stanowiącą swego rodzaju północną bramę Beskidu Niskiego. Na początku wydawało mi się to totalną pomyłką. Szybko jednak okazało się, że tak nie jest. Znajduje się tu malowniczy wodospad oraz liczne szlaki, które prowadzą m.in. na Magurę Wątkowską, gdzie znajduje się Rezerwat Przyrody „Kornuty”. Miejscem, które najbardziej mi się spodobało, była potężna formacja skalna, zwana Diablim Kamieniem. Według legendy głazy zostały porzucone przez diabła, który niósł je, by zniszczyć pobliski kościół. Gdy zapiał kur, diabeł zmuszony był wracać do piekła, porzucając wielkie kamienie. To jednak tylko część atrakcji i przedsmak tego, co do zaoferowania mają te okolice.
Wczoraj…
Wraz z kolejnymi wizytami w Beskidzie Niskim odkrywałem coraz więcej intrygujących miejsc, poznawałem ich historię. Jednak jak to mówią: apetyt rośnie w miarę jedzenia. Wciąż było mi mało. Na szczęście mogłem bez problemu zaspokoić mój głód. Rejony te są wręcz usiane większymi i mniejszymi dolinami, w których dawniej znajdowały się łemkowskie wioski. Żyli tu ludzie, którzy hodowali zwierzęta, zakładali sady, tworzyli swój mały świat, własną kulturę. Ciekawostką jest, że zakładali oni swoje siedziby tylko w dolinach i w pobliżu rzeki – takim miejscem była chociażby dawna wieś Radocyna. Wedle łemkowskiego zwyczaju, gospodarz do budowy domu wybierał jedynie takie miejsce, w którym wcześniej położyła się krowa. Obecnie o istnieniu niegdysiejszych wiosek świadczą jedynie wspomniane wyżej drzewa owocowe (dziś już kompletnie zdziczałe), stare cmentarze mieszkańców poszczególnych wsi czy symboliczne drzwi, rozlokowane po całym Beskidzie Niskim. Mają one przypominać wędrowcom, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu, dane miejsce dosłownie tętniło życiem.
Inną, niemniej ciekawą kwestią związaną z tutejszymi okolicami, są cmentarze z okresu I wojny światowej. To właśnie na terenach Beskidu Niskiego miały miejsce zacięte walki pomiędzy Rosją a Niemcami i Austro-Węgrami podczas bitwy gorlickiej wiosną 1915 roku. W wyniku krwawych starć śmierć poniosło wielu żołnierzy z obu armii. Wszystkie te cmentarze są niepowtarzalne pod względem architektonicznym. Mają swój wyjątkowy charakter, gdyż każdy był odmiennie, indywidualnie zaprojektowany. Ponadto są one nierzadko usytuowane bezpośrednio w miejscu ówczesnych walk, przez co niejednokrotnie możemy z nich podziwiać widoki na okolicę. Po bardziej szczegółową historię cmentarzy wojennych Beskidu Niskiego warto sięgnąć do przewodników autorstwa Romana Frodymy. Bez nich (oraz dobrej, aktualnej mapy) nie warto zapuszczać się w poszukiwaniu nekropolii – współcześnie są one często ukryte wśród drzew i gęstych zarośli. Po wojnie bowiem większość cmentarzy była zupełnie zapomniana i przez wiele lat zarastała i niszczała. Obecnie od kilku lat sukcesywnie przechodzą one gruntowne remonty i renowacje, odzyskując dawny blask i na nowo opowiadając nam historię tych terenów, np. cmentarz na szycie góry Rotunda.
…i dziś
Jednym z największych atutów Beskidu Niskiego jest niewątpliwie jego niewielka popularność wśród turystów – przynajmniej w porównaniu do innych miejsc o podobnym charakterze. Do tego dochodzi wspaniała przyroda. Przejmuje ona we władanie miejsca, w których jeszcze do niedawna rządził człowiek. Dawne sady wokół pozostałości domostw stanowią dziś paśnik dla dzikiej zwierzyny, m.in. niedźwiedzia czy wilka, obecnych gospodarzy tej ziemi. Warto jednak zaznaczyć, iż ze względu na wiek drzew owocowych (wiele z nich najzwyczajniej obumiera ze starości), potomkowie dawnych mieszkańców łemkowskich wsi wraz z leśnikami organizują w wielu miejscach akcje ponownego nasadzania tych gatunków drzew – śliw, grusz czy jabłoni.
Również kultura Łemków przeżywa ostatnimi czasy ponowny rozkwit. Doskonałym dowodem na to, ale i okazją, by poznać bliżej łemkowską kulturę, jest festiwal Łemkowska Watra, organizowany co roku w miejscowości Zdynia, położonej między Magurą Małastowską a Konieczną. Uczestnicy mogą dokładniej poznać ich zwyczaje, tradycje, opisy interesujących faktów, których próżno szukać w jakichkolwiek przewodnikach czy opracowaniach. Sam miałem okazję uczestniczyć w jednej z kolejnych edycji festiwalu. Jedną z ciekawostek jest sposób, w jaki poznają się łemkowskie pary. Główną okazją, przy jakiej młodzi zawierają znajomość, są wesela łemkowskie innych par. Kiedy bowiem odbywa się wesele, gośćmi na nim są wszyscy członkowie całej łemkowskiej wspólnoty. Na co dzień Łemków właściwie nie sposób odróżnić od innych ludzi na ulicy. Nigdy nie byli oni znani z jakiegokolwiek obnoszenia się czy podkreślania swego pochodzenia. Współcześnie żyją podobnie jak my. Swojego ojczystego języka używają jedynie w domu podczas prywatnych rozmów, na co dzień posługują się jednak językiem polskim. Obecnie coraz większą popularność zyskują zakładane przez nich zespoły łemkowskie (jak np. zespół Serencza). Istnieje także łemkowskie radio Łemko oraz wydawnictwo, w którym ukazują się nie tylko publikacje pozwalające nam lepiej poznać ten wyjątkowy świat, ale również doskonale znane wszystkim dzieła – jednym z nich jest chociażby Mały Książę przetłumaczony na język łemkowski.
Wciąż będę tam wracał!
Nie zliczę ile razy już udało mi się odwiedzić te okolice. Nie ma to jednak znaczenia, gdyż za każdym razem jest to tak samo niesamowite przeżycie i najlepszy sposób na zresetowanie się po ciężkim tygodniu, jaki znam. Beskid Niski niewątpliwie jest miejscem wyjątkowym i jedynym w swoim rodzaju. Może być alternatywą dla planujących wędrówkę pieszą lub rowerową. Ten zapomniany świat to oaza dla osób zmęczonych gwarem miasta czy znużonych tłokiem na rozdeptanych szlakach tzw. atrakcyjnych miejsc turystycznych. Oby tylko jak najdłużej zachowało ono swój klimat i mogło zachwycać wędrowców.
Filip Bąk
Student V roku Dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Rzeszowskim Miłośnik motoryzacji i urban exploration
Kilka słów na koniec
Zobacz również

Weekend cudów
9 lutego 2018
Prawda czy fałsz?
16 czerwca 2022