Felieton

Czerwiec i sesja – się nie klei

Czerwiec studentom kojarzy się oczywiście z sesją, ale nie jest to dobre połączenie. Miesiąc, w którym jest piękna pogoda, świeci słońce, można się opalać i jeździć na wycieczki, zestawiony został z książkami, notatkami, nauką do 3 w nocy, stresem oraz egzaminami. Kto to w ogóle wymyślił?

Długie, czerwcowe słoneczne dni, ciepłe wieczory i zapach kwitnących kwiatów – nie dla studenta. Czerwcowe grille, wypady na weekend ze znajomymi – nie dla studenta. Czerwcowy chill przygotowujący do wakacji – nie dla studenta.

Trzeba zamknąć się w czterech ścianach i spiąć, by walczyć o każdy punkt na egzaminie (byle nie brakło do tej trói).

Siedzisz przed laptopem, patrzysz w notatki i zastanawiasz się, po co ci to. Połowa twoich znajomych pracuje, jest za granica i w tym momencie siedzi i pije piwo, nie wiedząc być może nawet, co oznacza słowo „sesja”.

Egzamin, kolokwium, referat, zaliczenie, prezentacja, a nie daj Boże, niektórzy jeszcze, praca licencjacka/magisterska. Pamiętajmy, że doba ma tylko 24 godziny. Praca dyplomowa to też fajny temat. Pisanie tego to przecież dramat. Nie dość, że czasochłonne, to jeszcze poprawianie jednego rozdziału po 5 razy. Drugi, trzeci rozdział okej, ale pierwszy? Teoretyczny, gdzie po raz 51 pisze się to, co ktoś już napisał 50 razy wcześniej, tylko inaczej. Nie można napisać, że: „Kasia ma kota, bo tak już napisał wcześniej ktoś mądrzejszy od nas”. Trzeba napisać, że: „Kasia ma istotę czteronożną, którą nazywa się kotem”.

Wróćmy do czerwca. Ten miesiąc po prostu nie sprzyja sesji.