fot. archiwum własne
Wywiad

Anoreksja – zniszczyła mi kilka lat życia. Wywiad z Martą Tymińską

Marta Tymińska ma 25 lat. Jest autorką książki Zabrała mi wszystko … ta podstępna anoreksja. Na co dzień pracuje w urzędzie miasta. W wolnym czasie uwielbia pisać wiersze, które są dla niej terapią. Wie, że pisząc, pomaga innym. Ma wiele innych zainteresowań: między innymi bieganie, czytanie kryminałów, horrorów, dramatów czy słuchać podcastów rozwojowych oraz kryminalnych, które przynoszą jej dreszczyk emocji na co dzień.

 1. Co skłoniło cię do spisania swojej historii w książce? Czy nie bałaś się oceny?

W pewnym momencie życia miałam trudny czas, gdzie czułam, że stoję w miejscu, w którym moja przeszłość zaczęła mnie wykluczać. Wzrost wagi powodował, że każdy zaczął patrzeć na mnie inaczej. Mimo że ktoś się domyślał z czym się zmagam, to z moją rodziną to ukrywaliśmy. Nigdy nie chciałam, aby moja historia poszła w świat. Po czasie czułam, że to mnie przytłacza, ponieważ trzymam wszystko w sobie. W tym samym momencie zaczęłam pisać wiersze o tym, co czuję i historia zaczęła nabierać kształtu. Od początku miałam pomysł na książkę pod względem grafiki, sentencji w sercach. Skoro przez to przeszłam to czemu nie podzielić się tym z innymi. Może akurat komuś pomogę i ostrzegę przed chorobą. Poczułam w tym misje.

 2. Od czego zaczęła się u Ciebie anoreksja i w jakim wieku?

Zachorowałam pod koniec trzeciej klasy gimnazjum w marcu. Podjęłam decyzję, że będę się odchudzać tak jak moja siostra bliźniaczka. Poszłam w jej ślady, ale ona w odpowiednim momencie zrozumiała, że tak nie chce. Ja byłam wtedy mocno wciągnięta i nie wyobrażałam sobie, aby to zakończyć. Chciałam udowodnić sobie, że mogę coś osiągnąć, a tym była niska waga i wymarzona sylwetka, która przyniosła mnóstwo skutków, które czasami nadal odczuwam. Gdybym wiedziała, że ta decyzja zniszczy mi kilka następnych lat mojego życia, to bym jej nie podjęła.

3. Jak wyglądało twoje życie w trakcie choroby?

W trakcie choroby to nie było życie. Wszystko przestawało mieć dla mnie sens. Nie korzystałam z tego życia wcale. Starałam się funkcjonować normalnie, nie odbiegać od rodzeństwa czy znajomych. Zdałam maturę i zrobiłam prawo jazdy tak jak inni. Mimo moich trudności i braku chęci zrobiłam to, aby całkowicie nie zmarnować swojej przyszłości. Starałam się zawsze dopasować do reszty, mimo że było zupełnie odwrotnie. Nigdy nie dawałam po sobie poznać, że nie dawałam rady. Prowadziłam podwójne życie w domu i szkole, gdzie było życie fikcyjne. Udawałam; w szkole byłam bardzo uśmiechnięta i normalnie rozmawiałam z innymi, dobrze się uczyłam i to nie zdradzało tego, że mam jakiś problem. Zawsze byłam przygotowana i to pomogło mi maskować, Jak było naprawdę.

W domu, a szczególnie w nocy, rozpoczynało się moje prawdziwe życie. W szczególności, gdy wszyscy spali, wtedy puszczały mi wszystkie emocje. Uśmiech znikał, bo mogę być sobą i nie udawać osoby, która nie ma problemu. Wtedy pozwalałam sobie odczuć wszystkie emocje, gdy byłam sama, nie chciałam martwić innych. W pokoju zaczynało się moje życie. Płacz pomagał mi uwolnić wszystkie emocje. Czułam się jak robot, bo w ciągu dnia działo się dużo: szkoła, lekarze, nauka. Nie miałam czasu, aby pozwolić sobie na to, co czuję, więc w nocy ściągałam maskę szczęśliwej Marty i byłam tą prawdziwą, czyli smutną, bez życia i sensu.

 4. Jak to się stało, że postanowiłaś wyzdrowieć? W jakim momencie?

To było w ośrodku, kiedy zdecydowałem się pójść z własnej woli, bo znalazłam w sobie chęć, że ja chcę wyzdrowieć. Nie miałam już siły bronić się przed tym. Czułam się bezsilna. Byłam wycofana z życia i nic mnie nie cieszyło. Stwierdziłam, że ośrodek to dla mnie ostatnia deska ratunku. Poczułam w trakcie pobytu w ośrodku motywację, że już nie mogę tracić życia, bo ono może być jeszcze piękne. Tylko wszystko zależy ode mnie.

5. W książce powtarzasz, że jeśli to my nie będziemy mieć chęci aby wyzdrowieć, nikt nam nie pomoże i nie będzie żadnych efektów terapii. Po ilu latach choroby powiedziałeś sobie, że chcesz wyzdrowieć?

Prawdziwą walkę z chorobą podjęłam po 5 latach odkąd zachorowałam. Wiedziałam, że będę potrzebować co najmniej drugie tyle czasu, ile choruje. Nie osiągnę tego w tydzień czy miesiąc, nie zmienię pięcioletnich nawyków dotyczących jedzenia czy postrzegania siebie. Wiedziałam, że nie będę pewna siebie jak przed chorobą. Miałam dużo motywacji do walki, ale wzrost wagi spowodował, że zaczęłam się cofać w mojej drodze zdrowienia. Nie zawsze akceptowałam ten kilogram w górę, ale widziałam w oczach mojej rodziny dumę i nadzieję, że mi się uda i będzie dobrze. Efekty terapii dopiero zauważyłam, gdy sama przed sobą powiedziałam, że chce wyzdrowieć jest to pierwszy i najważniejszy krok. Było mi bardzo ciężko, ale wiedziałam, że w przyszłości przyniesie mi to dobre efekty i się nie zawiodłam. Było ciężko, trwało to kilka lat. Nie była to łatwa droga, ALE WARTA WSZYTSKIEGO, CO SIĘ WTEDY WYDARZYŁO.

6. Jakie miałaś relacje ze sobą i swoim ciałem?

To nie byłam ja! Czuję, że przespałam te wszystkie lata, zasnęłam i obudziłam się jak zaczęłam wracać do normalności. Wszystko pamiętam z tamtego czasu każdy najtrudniejszy moment, sytuacje, wizytę w szpitalu, pobyt w ośrodku. Wiem, że nie spędziłam tego czasu tak jak powinna go przeżyć nastolatka. Nie mam żadnych fajnych wspomnień z tego okresu czuję, jak te lata uciekły mi przez palce. Powrót do normalności też wymaga dużo siły i motywacji. Nie jest to łatwe i czasami organizm się buntuje i mówi stop, że to za szybko i trzeba jeszcze nad tym popracować. Wiem, że zasługuje na to, aby być szczęśliwa i choroba nie spowodowała, że nie mogę korzystać z życia. Przeszłość daje mi siłę, aby pomagać innym. W ten dzień, gdy prawie przegrałam swoją walkę z anoreksją, obiecałam sobie, że chce, aby moja historia ostrzegła innych.

fot. archiwum Marty

 7. Czy otrzymywałaś wsparcie od swoich bliskich, rozumieli, dlaczego tak się zachowujesz?

Tak, otrzymywałam wsparcie, miałam je na każdym etapie, mimo że nikt mnie nie rozumiał, a może i nadal nie rozumie. Moim zdaniem, aby zrozumieć osoby, które walczą z zaburzeniami odżywiania czy inną chorobą, trzeba najpierw tego doświadczyć. Zanim wpadłam w anoreksję, to każdy mnie straszył, ale nie uważałam, że to jest taki wielki problem, bo jak jedzenie może być problemem, przecież to jest normalna czynność, którą każdy człowiek codziennie wykonuje. Dopóki sama w to nie wpadłam, wtedy dopiero zrozumiałam, czym jest ta straszna choroba. Uczyliśmy się żyć z nią od samego początku.

8. Nie bez powodu mówi się, że gdy choruje jedna osoba w rodzinie, to chorują wszyscy. Ty też tak to odczuwałaś?

Tak. Choroba nie dotyczy tylko jednej osoby tylko też osób, które są razem z nią w tym samym otoczeniu. Często po wydaniu mojej książki mamy czy bliscy tych osób, które chorują, odzywały się do mnie. Mówiły, mimo tego, że ich problem nie dotyczy, to mocno się na nich odbija w trybie życia czy samopoczuciu. Dzień, który ulega zmianie, przygotowania posiłków o konkretnej porze dla osoby chorej, gdzie wszystko musi być ważone.

Moi rodzice myśleli o mnie, gdy byłam w szkole czy na studiach. Dzwonili do mnie z pytaniem, jak się czuję, martwili się o mnie, bo moje życie było wtedy zagrożone. Nie rozmawialiśmy na inne tematy niż jedzenia czy mojego leczenia. Ja miałam wtedy klapki na oczach i nie widziałam nic innego, tylko anoreksję. To było dla wszystkich trudne. Nikt nie umiał do mnie dotrzeć, mimo że próbowali różnych sposobów. Nie da się normalnie funkcjonować, gdy bliska osoba powoli umiera, poświęcili swoje życie dla mnie. Każdy był uzależniony ode mnie. Dlatego ten problem dotyczy całej rodziny.

 9. Nazwa książki Zabrała mi wszystko… ta podstępna anoreksja, ale tak właściwie co?

Zabrała mi możliwość normalnego życia, wszystko, to co mieli moi znajomi, moja rodzina. Czułam w pewnym momencie, że ja po prostu tracę siebie. Nie wiem, kim jestem, nie widziałam celu, zabrała mi radość życia, zdrowie, rodzinę, bo w pewnym momencie się tak bardzo od nich oddaliłam. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Spędzałam każdy wolny czas swoim pokoju. Zabrała mi znajomych, bo unikałam z nimi kontaktu. To, co było najważniejsze w życiu nastolatki, zabrała mi anoreksja.

 10. Wspominasz w książce, że anoreksja była twoją przyjaciółką, ale tak właściwie kiedy zorientowałaś się, że to jest kłamstwo?

Na początku choroby czułam, że spotkałam osobę, która mnie rozumie. Powoduje, że zaczynam się sobie podobać i moja waga zaczyna spadać. Ta przyjaźń wzrastała, nie wyobrażałam sobie dnia bez anoreksji, która wmawiała mi same kłamstwa, ale moim zdaniem podpowiadała mi same dobre rzeczy. Anoreksja chciała doprowadzić mnie do śmierci i prawie się to udało, gdyby nie szybka reakcja moich bliskich.

Kiedy się zorientowałam, że to nie jest ta droga, to przestałam czerpać z tego przyjemność. Kiedyś nie przeszkadzało mi wyjście na imprezy. Natomiast przyszedł moment, kiedy nie chciało mi się wychodzić z domu. Wtedy anoreksja zaczęła mi przeszkadzać w nauce i normalnym życiu. Nie czułam z tego radości, bo nie miałam siły. Każda próba walki kończyła się powrotem do starych zachowań. Nie wyobrażałam sobie życia bez anoreksji. Dopiero w ośrodku zorientowałam się, że nie jest moją przyjaciółką, kiedy byłam zamknięta na świat, zupełnie odizolowana od normalności. Zmieniałam cały czas zdanie, czy chce wyzdrowieć i stracić moją przyjaciółkę, która była ze mną wszędzie. Odebrała mi pewności siebie, której nadal szukam. Mimo wszystko mogę powiedzieć, że nauczyła mnie życia.

11. Jakie momenty z okresu choroby i zdrowienia najbardziej utkwiły ci w pamięci?

Dwa momenty miały dla mnie największe znaczenie. Jest to dzień, kiedy nagle trafiłam do szpitala, gdy napiłam się kawy. Po tym myślałam, że umieram i gdyby nie moja ciocia, która mieszkała naprzeciwko mnie, to bym przegrała walkę. To był taki moment, gdzie leżąc w szpitalu pod kroplówką zrozumiałam, że mogę stracić życie. Obiecałam wszystkim, że zacznę jeść normalnie. Nie wierzyłam w to, że tak zrobię, ale  gdy rano wróciłam do domu powiedziałam sobie, że biorę się za siebie. Następnego dnia kompletnie zapomniałam o tym, co się wydarzyło. Otrzymałam drugą szansę, bo otarłam się o śmierć, ale nie potrafiłam korzystać z tego życia oraz cieszyć się nim.

Dla mnie choroba była najważniejsza. Nie potrafiłam zrozumieć tego, że mogłam umrzeć. Drugim takim momentem był dzień, kiedy poszłam do ośrodka, był to 5 kwietnia. W tym dniu mam zawsze dużo przemyśleń. Pamiętam wszystko dokładnie, co się wtedy działo, były to dla mnie momenty przełomowe, ale też jednocześnie najtrudniejsze w życiu.

12. Co było dla ciebie najtrudniejsze w procesie zdrowienia?

Najtrudniejszy dla mnie był moment, gdy moja waga zaczęła wzrastać i obserwacja tego, jak moje ciało zaczęło się zmieniać. W tym momencie przestałam mieć nad tym wszystkim kontrolę. Zaczęłam więcej jeść i waga zaczęła rosnąć. Każdy kilogram w górę powodował, że byłam bardzo załamana, było to dla mnie bardzo trudne. Wymiana garderoby całkowicie, bo ubierałam się w dziale dziecięcym. Teraz ubrania, które nosiłam w wieku 20 lat, nosi moja siostrzenica. Gdy ją widzę w tych ubraniach jest mi ciężko, bo jednak ja miałam 20 lat. Za każdym razem, jak widziałam kilogram mniej, to mnie motywowało, gdy ta waga zaczęła rosnąć zaczęłam siebie mniej akceptować. Nowy wygląd niekoniecznie mi się podobał, ale mimo wszystko wiedziałam, że tak musi być, aby mój organizm zaczął wracać do normy, normalnie funkcjonować, abym miała siłę do wszystkiego, a nie egzystowała .

Mówiłam sobie, że mój wygląd nie odzwierciedla tego, jaką jestem osobą. Na drodze zdrowienia pojawiły się takie przekonania, które powodowały, że z jednej strony czułam się dobrze i każdy widział mnie jako silną dziewczynę, która wygrywa z anoreksją, a z drugiej strony czułam, że ponownie upadam mimo tego, że zaczęłam wracać do normalności. Zaczęłam studia i nową pracę, ale czułam, że coś jest nie tak i ja nie chcę, aby tak było. Ciało stało się czymś zupełnie obcym. To było najtrudniejsze.

13. Jakich skutków doświadczyłaś i czy któreś odczuwasz do dziś?

Bardzo wielu skutków doświadczyłam, od fizycznych po psychiczne. Mój organizm bardzo się buntował. Nie miałam na nic energii, bo skąd, skoro nie dostarczałam mu jedzenia. Największym skutkiem było moje chore serce, które zostało wykryte w ostatnich chwili. Pani psychiatra skierowała mnie na rutynowe badania, gdyby nie to, pewnie bym przegrała. Lekarz powiedział: Marta, jeszcze kilka dni i nie obudziłabyś rano, gdyby choroba serca nie była wykryta na czas. Również efektem, który był ciężki, to stracenie miesiączki. Zastanawiam się, czy to będzie miało skutki w przyszłości, czy będę mogła mieć dzieci i taki strach mi towarzyszy. Skutki psychiczne jeszcze też są czasami widoczne, bo nie czuję, że wyszłam w 100 % z choroby. Kilkuletnia choroba zniszczyła wiele i to bardzo ciężko odbudować.

 14. Co miało na celu zawarcie w książce Twoich wierszy?

Zawarte w książce wiersze są moimi przemyśleniami uczuciami, które bardzo często pojawiały się w nocy. Niektóre wiersze powstawały spontanicznie, gdy czułam, że muszę wylać z siebie wszystkie emocje, które we mnie były. To są dla mnie najważniejsze wydarzenia i sytuacje ułożone w rymowany wiersz. Czytałam książki, w których były historie osób z zaburzeniami odżywiania, ale żadna nie była dla mnie bardzo interesująca.

Gdy zdecydowałam się na wydanie książki, to wiedziałam, że będzie inna. Miałam już w głowie, jak będzie wyglądać i chciałam, aby było w niej coś innego, co sprawi, że będzie bardziej interesująca. Sytuacje opisałam w zupełnie inny sposób, bo nigdzie w Internecie nie znalazłam wierszy o tej chorobie. Siadałam i pisałam wszędzie. Uważam, że pasują do tej książki. Jedna osoba powiedziała mi, że wiersze, mimo tego, że są rymowane, odzwierciedlają wszystkie trudne emocje, również w książce znalazł się list mojej siostry bliźniaczki z jej perspektywy, tego jak ona to wszystko odbierała. Książka jest inna, znajdują się w niej grafiki, sentencje, ponieważ chciałam, aby w szczególności osoby walczące z zaburzeniami odżywiania przeczytały to. Wiersze bardzo fajnie ją urozmaiciły. Słowa płynęły ze mnie same, bo tą książkę napisało życie.

 15. Co byś powiedziała sobie sprzed kilku lat, gdy zaczęłaś chorować?

Powiedziałabym sobie: nie musisz tego robić. Nie musisz nikomu niczego udowadniać. Jesteś silna i nie musisz się odchudzać. Spadek wagi wcale Cię nie uszczęśliwi i nie sprawi, że poczujesz się wartościowo. Jakiś czas temu napisałam do siebie list z przeszłości, który był bardzo wzruszający oraz bardzo mnie poruszył, chciałabym siebie spotkać, przytulić i ostrzec przed tą drogą innych. Miałam ogromne plany, które pokrzyżowała mi anoreksja. Chciałabym siebie spotkać i powiedzieć, że to nie jest właściwa droga i ona w niczym nie pomoże, a wręcz sprawi, że będziesz jeszcze bardziej zagubiona. Nie muszę się odchudzać, abym poczuła się dobrze ze sobą, ale spełniać swoje marzenia. Ostrzegłabym siebie przed tą decyzją.

 16. Jak można zauważyć wśród bliskich, że rozpoczynają się zaburzanie odżywiania? Kiedy powinna zapalić się czerwona lampka? Jak można pomóc osobie dotkniętej zaburzeniami odżywiania?

Pierwszym, takim typowym objawem, jest ograniczanie ilości jedzenia oraz jedzenie w samotności. Ja na początku jadłam normalnie z rodziną, to co przygotowywali moi bliscy. Dopiero później zaczęłam kombinować, ważyć i liczyć kalorie, wyrzucać jedzenie i zwiększać ilość ćwiczeń, które były nieadekwatne do ilości jedzenia. Ważnym też sygnałem jest ukrywanie swojego ciała pod luźnymi ubraniami. W pewnym momencie czułam głód, ale go nie zaspokajałam. Z jednej strony cieszyłam się, że go czuję, a z drugiej powodował, że wybuchałam złością czy agresją. Kolejnym sygnałem był brak chęci do wychodzenia z domu. Nie wychodziłam ze znajomymi, bo bałam się, że będę musiała z nimi zjeść, a potem będą mnie dręczyć wyrzuty sumienia oraz będę żałowała, że z nimi poszłam i stracę zaufanie do tych osób, a w efekcie nigdy z nimi już nie wyszłabym.

Jak można pomóc osobie dotknięty zaburzeniami odżywiania?

Gdy jest taka możliwość, to skontaktować się z osobą, która przez to przeszła. Myślę, że to dużo da, poczuje się zrozumiana. Pomóc mogą też grupy wsparcia i spotkanie się z takimi osobami jak ona, które też przez to przechodzą. Ja teraz doświadczam tego, że kontaktują się ze mną rodzice oraz same osoby chore, które chcą się wygadać, porozmawiać czy poczuć się zrozumiane. Ja zawsze odpowiadam na takie wiadomości i często się dziwią, że odpisuje, ale ja nie zostawię nikogo w potrzebie. Będę taką osobą, której ja potrzebowałam. Ważny jest też kontakt ze specjalistą, który pomoże nam w zrozumieniu choroby. Najważniejsze to poczuć, że nie jest się samemu z tym problemem.

fot. archiwum Marty

 17. Co byś powiedziała osobie chorującej na zaburzenia odżywiania, która się waha nad tym, aby rozpocząć proces zdrowienia?

Nie zwlekaj z podjęciem rozpoczęcia procesu zdrowienia, bo każdy dzień trwania w chorobie powoduje, że trudniej z tego wyjść. Codziennie tracąc kontrolę nad własnym życiem. Ja sama w tamtym okresie chciałabym, aby przede mną była taka osoba, która opowie mi swoją historię. Gdybym posłuchała lekarzy, dietetyka, psychiatry i wcześniej podjęła decyzję, to może szybciej bym z tego wyszła. Nie walczyłabym z tymi skutkami, które mi towarzyszą do dzisiaj.

Zacznij, bo będzie warto, ale ciężko. To nie jest łatwy proces, ale przynosi dużo korzyści w dalszym życiu!

Media społecznościowe Marty:  https://www.instagram.com/marta.tyminska/?igsh=YWFwbTJkMzZlZXgy

Jestem studentką 2 roku Dziennikarstwa i komunikacji społecznej 1 stopnia. Oprócz studiów zajmuję się również, fotografią na różnych imprezach okolicznościowych np. wesela. Nie zamykam się tylko na jedną dziedzinę fotografii, bo uwielbiam również plenery oraz sesje studyjne. Jestem miłośniczką kotków oraz psiaków.