Te rysunki podziwia cały świat

Kiedy była mała, kochała rysować renifery. Teraz jej portrety zwierząt zamawiają mieszkańcy USA, Australii czy Wielkiej Brytanii. Patrycja Pacholska ma zaledwie 21-lat, a jej prace były już w kilku zagranicznych magazynach. Śmiało można powiedzieć, że zadomawia się na światowym rynku. Czasami rysuje też muzyków, co nie przechodzi bez echa. Mama ś.p. Layne’a Staleya, frontmana grunge’owego zespołu Alice In Chains, była zachwycona wykonanym przez Patrycję portretem jej syna.

Przyjaciele mówią na nią Pati. Jest z Tarnobrzega, ale kocha też  Londyn, który odwiedza kilka razy w roku. Pasjonuje się muzyką lat 80. Jak sama mówi, ma obsesję na punkcie kotów – rysuje je najczęściej.

Kto nauczył Cię sztuki rysunku?

– Jestem samoukiem. Kiedy miałam jeszcze w planie studiowanie na Akademii Sztuk Pięknych, chodziłam na lekcje, aby przygotować portfolio i poćwiczyć warsztat rysunku akademickiego. Później jednak zrezygnowałam. Doszłam do wniosku, że najbardziej kocham rysunek realistyczny.

To chyba była dobra decyzja, bo Twoje prace wiszą na ścianach teksańskich domów.

Tak.  Był np. portret owczarka niemieckiego –  Kasha, w największym oferowanym przeze mnie formacie, czyli A2. Wysłałam go klientowi właśnie z Teksasu. Wykonałam już sporo rysunków zagranicę, głównie do Stanów Zjednoczonych. Oprócz tego zrealizowałam kilka zamówień do Wielkiej Brytanii, Hiszpanii oraz Australii. Ich ceny wahają się w granicach 150-600 złotych, to zależy od rozmiaru.

A dużo wydajesz na materiały?

– Bardzo. Często muszę sporo zainwestować. Dla przykładu, opakowanie 50 specjalistycznych kredek z firmy Holbein kosztuje prawie 1000 zł. Jedna z moich ulubionych, Faber-Castell Polychromos, to koszt prawie 7 zł, a Caran d’ache Luminance – ponad 12 zł. One potrafią zużyć się bardzo szybko. Jeśli chodzi o technikę rysowania, używam różnych pomocniczych materiałów, dzięki którym mam możliwość wykonać strukturę futra. Nożyk umożliwia mi zeskrobanie warstwy kredki, tworząc strukturę sierści, a metalowym przyrządem do embossingu zarysowuję wąsy – wykonane nim rowki uniemożliwiają pigmentowi kredki dostania się w zarysowane miejsca.

Nie dość, że tworzysz portrety, to jeszcze pomagasz schroniskom.

– Od zawsze kochałam zwierzęta. Były moimi przyjaciółmi. Szczególnie koty! Mam obsesje na ich punkcie. Wychowywałam się ze zwierzakami. W moim domu w Polsce od dzieciństwa żyłam ze świnkami morskimi. Z kolei w Anglii – z kotami. Dzięki bazarkom charytatywnym, w których biorę udział, mam możliwość swoją pasją pomóc potrzebującym zwierzętom. Moje rysunki są licytowane na duże kwoty, najwyższa wynosiła prawie 700 zł.

Czasami zdarza Ci się jednak rysować ludzi.

– Pasjonuję się muzyką lat 80. Kocham portretować także moich ulubionych muzyków rockowych z tamtych lat. To też przyniosło mi kilkukrotnie korzyści, m.in. skontaktowała się ze mną mama ś.p. Layne’a Staleya, frontmana grunge’owego zespołu Alice In Chains, która była zachwycona wykonanym przeze mnie portretem jej syna. Innym razem jeden z moich ukochanych zespołów – Def Leppard, zareagował na mój rysunek ich wokalisty, Joe’a Elliotta. Do dziś cieszę się jak dziecko, gdy o tym myślę!

Bywają też trudne chwile nad kartką papieru.

– Najgorzej wspominam jedno z moich pierwszych zamówień, nad którym wylałam tony łez i nerwów. Miałam do wykonania portret rodzinny na tle winogrona na formacie A2. To miał być prezent urodzinowy dla rodziców klientki. Problemem było to, że rysować zaczęłam zbyt późno. Przez dwa dni od rana do wieczora nie robiłam nic innego. Koniec końców udało mi się zrealizować pracę na czas, ale w tamtym momencie powiedziałam sobie, że już nigdy więcej tego typu zamówień nie przyjmę. Teraz wiem, że to nie ono było straszne. Złe było rozporządzenie czasem.

Najdłuższą pracę rysowałaś aż cztery miesiące.

– To był portret lamparta. Ten czas głównie wynikał z faktu, że na moment odpuściłam kontynuowanie rysunku i powróciłam do niego po miesiącu. Mam w swojej kolekcji wiele takich portretów, które rozpoczęłam i są w „chwilowym zawieszeniu”. Niedawno zaczęłam rysować kota cętkowanego (znany jako fishing cat), jednak nie sądziłam, że rysowanie dwóch dużych kamieni, na których siedzi, będzie mi szło tak mozolnie. Mam mimo wszystko nadzieję, że w najbliższym czasie go dokończę.

 

Patrycję i jej niesamowite prace można znaleźć przede wszystkim na Facebooku (Patrycja Pacholska Art) oraz Instagramie – tam ma prawie 11 tysięcy obserwatorów! Jej nazwa profilu to „patrycjapacholskaart”.

Fot. Patrycja Pacholska Art/Facebook