Tembr internetowy

Ta nauczycielka śpiewu to pracoholiczka – uczy od rana do wieczora. Dosłownie,  bo pierwsze zajęcia ma już o 9.00 (a niełatwo się wtedy śpiewa), a ostatnie często o 21.00. Czasami brakuje jej czasu na podstawowe czynności, takie jak zjedzenie obiadu, ale kocha swoją profesję na tyle, że jest w stanie się poświęcić. Jej konikiem jest Bossa nova, a ulubiony język, w którym śpiewa, to portugalski. Przez 7 lat grała na perkusji w zespole metalowym, ale potrafi też grać na pianinie, gitarze akustycznej i basowej. Gdyby trzeba było, mogłaby stworzyć cały zespół sama…

Dominika Kindrat – absolwentka Instytutu Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego na kierunku edukacja artystyczna w zakresie sztuki muzycznej. Nauczycielka śpiewu w Rzeszowskim Domu Kultury i Młodzieżowym Domu Kultury w Rzeszowie. Od 2017 r. właścicielka własnego studia – DOMINIKA KINDRAT VOCAL STUDIO. Brała udział w wielu warsztatach dla wokalistów i nauczycieli śpiewu, m.in. European Vocal Camp, World Voice Teacher’s Expo, Dr Vox Voice Theraphy. Uczyła się pod okiem takich trenerów jak: Andres Martorell, Magda Navarrete, Monique Thomas. Jej uczniowie zdobywają ogromne sukcesy podczas festiwali o randze międzynarodowej, ogólnopolskiej oraz wojewódzkiej. Biorą udział w programach telewizyjnych (The Voice Kids), nagrywają ulubione covery i rozwijają swoje pasje. Jako wokalistka współpracuje obecnie przy takich projektach muzycznych jak Bossa Nova Quartet, BuenCamino, The Walker, Tomek Stężalski Quartet, Ratatam&FolkDream Team.

Być może pytanie banalne, ale czym dla Pani jest muzyka?

Odpowiedź również będzie banalna – muzyka to całe moje życie. Zajmuję się nią właściwie od dziecka, dlatego że najpierw chodziłam do szkoły muzycznej, później uczestniczyłam prężnie w życiu miasta, działając w chórach, w zespołach wokalno-instrumentalnych, często reprezentowałam swoje miasto Lubaczów na konkursach międzynarodowych, następnie studiowałam Wychowanie Muzyczne na UR.

Kiedy pojawił się pomysł na założenie własnej działalności, na naukę innych śpiewu, zarówno dzieci, jak i osób dorosłych?

Po studiach przyjęłam pracę w RDK-u, potem MDK-u i w momencie, kiedy chętnych osób do nauki śpiewu zrobiło się bardzo dużo, a mnie już brakowało miejsc w placówkach, wpadłam na pomysł założenia własnej szkoły wokalnej, w której sama mam większą swobodę w  organizowaniu rożnych wydarzeń, warsztatów, nagrań. Uczenie zarówno dzieci jak i osób dorosłych jest bardzo ciekawe, szczególnie, że często przychodzą do mnie dorośli, którzy gdzieś tam zawsze chcieli śpiewać, ale życie potoczyło się inaczej. Nie mieli czasu, ale przede wszystkim odwagi. Wtedy zawsze powtarzam, że rzeczywiście śpiewać każdy może, ale nie każdy będzie profesjonalnym wokalistą. Śpiewanie daje wiele przyjemności, uczy otwartości. Można też nabyć większej wrażliwości, a na pewno podbudować swoją samoocenę.  Bardzo mi smutno, że godzin muzyki w szkole jest tak mało, a nie powinno się z tego rezygnować. Dokładnie tak samo jest z grą na instrumentach – to wcale nie jest tak, że trzeba uczyć się tylko tego, co jest potrzebne, jak język polski czy matematyka. Artystyczne przedmioty bardzo nas rozwijają.

Przez obecną sytuację epidemiczną była Pani zmuszona do przejścia na nauczanie internetowe. Jak wygląda ćwiczenie głosu online? Jaki jest tego największy minus?

W zasadzie taka lekcja nie różni się bardzo od standardowej. Ja sama jestem w ten sposób nauczana od wielu lat, dlatego że moje certyfikaty, które robię, bo ciągle się szkolę i szukam nowinek naukowych, są przede wszystkim online. Kiedy szukałam nauczyciela dla siebie, początkowo owszem, jeździłam do Warszawy na zajęcia, ale kiedy miałam więcej pracy, nie było to czasowo możliwe. Kiedy szkolę się w USA czy teraz w Hiszpanii, nie mam w ogóle możliwości jeżdżenia do trenerów.

To wygląda tak, że standardowo na lekcji najpierw jest rozgrzewka, potem śpiewanie piosenek, bo ćwiczenie skal to nie wszystko – warto dopracowywać repertuar.

Online nie jestem w stanie puścić swojemu uczniowi podkładu, bo sygnał jest opóźniony, więc musi go sobie odtworzyć u siebie. Trudność pojawia się na pewno wtedy, kiedy ktoś ma problemy z odpowiednim oddychaniem. Wtedy kontakt face to face jest lepszy, dlatego że mogę więcej zauważyć. Słyszalność jest tak dobra, a ja mam na tyle wprawione ucho, że lekcje internetowe nie są przeszkodą do pomocy komuś.

Na pewno na żywo jest lepiej, ale kiedy mamy taką sytuację w kraju, warto z lekcji korzystać. Struny głosowe to mięśnie, które potrzebują regularnego treningu, dlatego nie warto rezygnować.

Warto też nagrywać lekcje na dyktafonie i ćwiczyć sobie, np. co drugi dzień, niezbyt długo. Największym minusem jest według mnie ten dystans. Zupełnie inaczej pracuje się, kiedy osoba jest obok ciebie, to są inne emocje. Kolejny minusem jest to, że nie można pośpiewać do mikrofonu, a jeżeli ktoś często występuje na scenie, to jest to ważne. Tym bardziej, że niektórzy nie maja sprzętu w domu, czyli mikrofonu, głośników.

Jaki wpływ na efektywność pracy mają zajęcia przez kamerkę? Czy zaangażowanie uczniów spadło?

Zaangażowanie nie spadło, ale niektóre osoby zrezygnowały, bo dla nich lekcje online to definitywnie nie to samo. Faktem jest to, że nawet nie próbowały. Ja sama na początku miałam ogromne opory, ale kiedy potrzebowałam lekcji z moim trenerem ze stolicy – przekonałam się. Osoby, które mają jasno postawiony cel, konsekwentnie prą do przodu, czy to normalne zajęcia, czy online.

Czego w kontekście lekcji śpiewu nauczyła Panią obecna światowa sytuacja?

Dla mnie to nie jest żadna nowość, dlatego że ja uczę się w ten sposób od 5 lat. Fakt, że trzeba przyzwyczaić ucho, mieć jakiś swój plan jak te lekcje zrobić. Czego się nauczyłam, to tego, że trzeba mieć oszczędności… Mamy teraz trudne czasy i najbardziej obawiam się, że zainteresowanie lekcjami ogólnie spadnie. Póki co moje studio nie jest zamknięte, chętnie nagrywamy, przygotowujemy się do konkursów online, których jest teraz sporo. Wszyscy musieliśmy trochę wyjść ze swojej strefy komfortu i kombinować. Staram się szukać plusów.

Rozmawiała Kinga Siewierska