Wiosna ach to Ty…

Promyki słońca przebijające się przez żaluzje i radosny śpiew ptaków budzi mnie bardzo wcześnie rano. Otwieram najpierw prawe, później lewe oko, prawa i lewa noga z łóżka, zakładam szlafrok i idę do kuchni zrobić poranną kawę. Obowiązkowo z mlekiem bez cukru. Od samego rana towarzyszą mi pewne myśli, a przede wszystkim tęsknota… za normalnością.

Dokładnie rok temu wszystko się zaczęło. Jaka była pierwsza moja reakcja na ogłoszenie dwutygodniowej przerwy od zajęć i życia? Spoko, kolejne ferie. Za dwa tygodnie wrócę z większą siłą, pomysłami i nowymi celami. Dwa tygodnie przerwy w studiowaniu i działaniu przedłużyły się do roku czasu, a normalności jak nie ma, tak już chyba nie będzie. Ale no właśnie „chyba”, czyli nadal pozostaje nadzieja.

Nadzieja to pewnego rodzaju życzenie zaistnienia jakiegoś stanu rzeczy, którego pragniemy. Nadziei towarzyszy zawsze niepewność. Według psychoanalityków jest to emocja oparta na iluzji i magicznym, nierealnym myśleniu, która w pewnym stopniu utrudnia nam przystosowanie się do otaczającej nas rzeczywistości. Abraham Maslow natomiast twierdził, że nadzieja pomaga w formułowaniu dalekich idei, osiąganiu ambitnych celów i motywuje do ich zdobycia. Tym samym pobudza do działania.

W co ubrana jest moja nadzieja? Na pewno w wiosenną kreację – ma rozwiane włosy, siedzi w kawiarni z przyjaciółmi pomiędzy zajęciami na uczelni, pije pyszną kawę, głośno się śmieje, śpiewa i opowiada piękne historie, nie zna koronawirusa. Ale czy to na pewno nadzieja czy mityczne, nierealne stworzenie, imaginacja mojego marzenia? A może to ja z przeszłości?

Krzysztof Cugowski śpiewa w piosence „Jest taki samotny dom” takie słowa: „A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój”. Może i po tym nocnym koszmarze, któremu na imię koronawirus, przyjdzie nowy piękny dzień i przede wszystkim spokój. Przecież ostatnie, co nam pozostało, to właśnie nadzieja.

Wiktoria Sudoł