Artykuł,  Komentarz,  Opinia,  Recenzja

Zapomniany Powstaniec

Każdy zna stwierdzenie: historia się kłania. A może w końcu my – społeczeństwo tak bardzo unikające spojrzenia w jej stronę – się pokłonimy? To nie jest tak, że ona była, minęła i już nie ma potrzeby wracania do niej. Z poszczególnych wydarzeń mamy wyciągnąć wnioski. Od danych postaci, które trzeba szanować i doceniać, należy brać przykład. Szczególnie głęboko musimy jednak zajrzeć w oczy tym negatywnym sytuacjom. Po to, by nigdy więcej nie zdarzało się nic podobnego do nich. Dlatego jestem niezmiernie wdzięczny wszystkim twórcom zaangażowanym w zrealizowanie filmu Powstaniec 1863. Jest to pierwszy od ponad 30 (!!!) lat film o powstaniu styczniowym. Bądźmy szczerzy: wiedza na jego temat jest w Polsce mizerna. Pochylmy się więc nad tą produkcją i dotyczącymi jej aspektami.

Początek zmian

Najpierw kilka słów o głównym bohaterze, którym jest ks. Stanisław Brzóska. No właśnie, ksiądz. Był on kapelanem, generałem, dowódcą tego najdłuższego w polskiej historii zrywu. Nasuwa się więc pytanie: jak można być księdzem, który nawołuje do miłości bliźniego, a jednocześnie uczestniczyć w walkach na śmierć i życie za ojczyznę? Wydają się te światy niemożliwe do połączenia. Jednak naprawdę tak było. Dlatego najpierw poproszę o brawa dla wspomnianego kapłana, który w niebieskiej krainie zasiada w jednym rzędzie z innymi bohaterami poległymi za Ciebie i Twoje spokojne życie w wolnym kraju Szanowny Czytelniku. Już? Poklaskaliście? Spokojnie, jest następna okazja. Teraz chciałbym docenić reżysera Tadeusza Sykę oraz aktora Sebastiana Fabijańskiego za kreację i zbudowanie postaci. Po prostu wspomniani panowie potrafili zrobić to, czego nie pokazał niedawny gniot o pewnym francuskim cesarzu. Fabijański jako ks. Brzóska przez cały film dojrzewa, zmienia się, pokazuje emocje. Jest rozdarty. Targany wewnętrznymi wątpliwościami czy to, co robi, jest słuszne. Szczególnie wyraziście jest to pokazane, gdy przychodzi mu zabić po raz pierwszy. Po prostu trzeba przyznać, że Fabijański umie w aktorstwo. I tu słowo klucz: aktorstwo. Pozostaje mieć nadzieję, że nie będzie już więcej fundował sobie skaz na wizerunku, bo powoli kończy się na nie miejsce. Niepotrzebny konflikt z Quebo, który jest dużo lepszym raperem. Dziwne kontakty z Rafalalą. Wreszcie trzy walki (to w sumie duże słowo) w Fame MMA. Wystarczy. Rola w omawianym filmie jest kolejnym dowodem na jego nieprzeciętne umiejętności. I tak jak działania ks. Brzóski zainicjowały stopniowe odzyskanie wolności w Polsce, tak niech ta rola pomoże Fabijańskiemu się ustatkować (myślę, że to idealne słowo).

Pozytywy

W poszczególnych momentach zbudowana dramaturgia naprawdę trzymała w napięciu, a jakości dodawała muzyka w tle, za którą odpowiadał Atanas Valkov. Mi chyba najbardziej podobała się finałowa scena na szafocie, gdzie ks. Brzóska mówi majorowi Maniukinowi, że nie przegrał ani on, ani tym bardziej Polska, o czym Rosjanie wkrótce potem się przekonali.  Doceniam także fakt, że zróżnicowano język. Polacy mówili po polsku, a oficerowie carskiej Rosji po rosyjsku. Wydaje mi się, że warto również pochwalić producentów za dobór aktorów. Każda zagrana postać wnosiła coś dobrego swoimi cechami charakteru. Poza Fabijańskim na miłe słowa zasługują najbardziej: Wiaczesław Boguszewski, który wcielił się we wspomnianego rosyjskiego oficera Zachara Maniukina; Ksawery Szlenkier, grający kuzyna ks. Brzóski; a także kilkunastoletni Eryk Biedunkiewicz, który może nie za dużo mówił, ale wiele daje z siebie niezwykle wiarygodnym zachowaniem. Warto także zwrócić uwagę właśnie na jego wiek. Poprzez młodość, rola w takim filmie jest jeszcze trudniejsza niż dla dorosłego aktora. Innym trafnym wyborem było zaproszenie Sanah do współpracy. Artystka przyzwyczaiła słuchaczy w ostatnim czasie do tworzenia utworów muzycznych na podstawie wierszy znanych poetów. Tutaj sytuacja jest identyczna. Piosenka, którą słychać podczas napisów końcowych, jest muzyczną wersją wiersza Marii Konopnickiej Na grobie rycerz. Dobór autorki nie jest tu przypadkowy, ponieważ Konopnicka w czasie powstania styczniowego opiekowała się rannymi.

Negatywy

Niestety nie zabrakło rzeczy, które można było zrobić lepiej. Np. miejsca i czas akcji w zdecydowanej większości nie są podpisane. W konsekwencji niekiedy trudno się domyślić, co aktualnie się dzieje. Nie można też powiedzieć, że wszystkie fakty mają pokrycie w rzeczywistości. Jednak to nie jest mój duży zarzut, bo żadne ze zdarzeń nie są oszukane. Niektóre sceny są przedstawione nieco inaczej, ale dlatego, żeby lepiej pokazać inne momenty.

Podsumowanie

Dzisiejszej nocy minie 161 lat od tamtych wydarzeń. Wybuchło wówczas powstanie, które trwało bardzo długo w stosunku do innych zrywów, ale jego finał nie był lepszy. Nie będę się rozwodził nad jego słusznością, gdyż dla mnie niewątpliwie takie było. Każda walka o wyzwolenie jest słuszna. To m.in. dzięki nim możemy dzisiaj mieć takie wątpliwości. My możemy zasiąść w studiu meczowym, podyskutować o teorii. A ci ludzie grali ten mecz. I wygrali go! Dla nas! Tak więc w podzięce pójdźmy do kin. Dla nich! Warto! Jest to naprawdę bardzo dobry film o ważnej tematyce. Odwdzięczmy się!

Moja ocena: 7/10