Akcja „Hiacynt”

„Polacy nie lubią, kiedy inni Polacy są szczęśliwi. Nienawidzą tego”

„Nie można się bać wszystkiego, a na pewno nie wolności”

„Okłamałeś prawie wszystkich, ale nie siebie”

Te trzy zdania z thrillera Hiacynt Piotra Domalewskiego zapisałam sobie, ponieważ bardzo mnie dotknęły. Produkcja jest dostępna na platformie Netflix, więc oglądnięcie jej jest szczególnie proste. Sam tytuł wiele sugeruje, jeżeli zna się pojęcie akcji „Hiacynt”, czyli masowych działań Milicji Obywatelskiej przeprowadzonej w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej w latach 1985–1987, polegającej na zbieraniu materiałów o polskich homoseksualnych mężczyznach i ich środowisku, w wyniku której zarejestrowano ok. 11 000 akt osobowych, w  tzw. „różowych teczkach”. W ramach akcji przeprowadzano łapanki, przesłuchania, zbierano odciski palców, zastraszano i szantażowano.

W filmie przedstawiono trzy wątki: sensacyjny, historyczny i melodramatyczny, który, w mojej ocenie, jest najlepszy. Twórcy świetnie operowali w scenach emocjami. Główną rolę, Roberta, gra wybitny Tomasz Ziętek, który w tym roku dostał rolę życia. Równie genialnie zagrał w dramacie Żeby nie było śladów z września tego roku. To jeden z tych aktorów, którym po prostu się wierzy.

W filmie gra milicjanta, którego szefem jest własny ojciec – władczy, stanowczy i chłodny, a jednak, jak okazuje się pod koniec filmu, także i troskliwy. Ich zadaniem jest znalezienie mordercy gejów i od tego zaczyna się fabuła. W toku śledztwa Robert poznaje geja Arka. Postanawia wykorzystać go jako informatora, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo ta relacja wpłynie nie tylko na jego pracę, ale także życie osobiste. Thriller przedstawia historię o prześladowaniu i pozbywaniu się mężczyzn ze środowiska homoseksualnego, ale też o poszukiwaniu samego siebie przez głównego bohatera. O powolnym odkrywaniu prawdy o sobie i najbliższych mu osobach, często prawdy niewygodnej. Kulminacyjna scena to przesłuchiwanie Arka przez Roberta, kiedy chłopak dowiaduje się, że od początku miał do czynienia z policjantem. Druzgocące są dla nich efekty podwójnego życia. Jest to również film o człowieczeństwie, miłości po kres i trosce o innych, bo przecież nie można się bać wszystkiego, a na pewno nie wolności. Skąd nazwa akcji „Hiacynt”? Zachęcam do przeczytania mitologicznej historii o Apollo i Hiacyncie…

Kinga Siewierska