Artykuł,  Opinia,  Recenzja

„Ludzkość degrengoluje”, AI i influencerzy – wszystko to i nie tylko razem z Witkacym.

W piątek, 18 października warszawski teatr Ateneum z hukiem rozpoczął 3. Festiwal Arcydzieł dramatem Stanisława Witkiewicza Matka, wyreżyserowanym przez Annę Augustynowicz, który wprowadził widownię w świat absurdalnej dramaturgii Witkacego.

Utwór skupia się na relacji tytułowej matki (Agata Kulesza) i jej syna Leona (Adam Cywka). Bohaterowie przez cały spektakl prowadzą ciągłą walkę, w której baronówna von Obrock wszelakim sposobem manipuluje swoim dzieckiem, wzbudza w nim poczucie winy. A syn, tymczasem, finansowo, fizycznie i moralnie „wysysa” matkę. Rozważa i tworzy własny manifest ideologiczny. Na początku jest bardzo ambitny, lecz, poddając się presji ze strony matki i świata, oddala się od filozofii. Staje się alfonsem i szpiegiem wojennym, a jego narzeczona wraca do prostytucji.

W sposób charakterystyczny dla reżyserii Anny Augustynowicz aktorzy cały czas mówią na przód. Z jednej strony – hipnotyzują widownię, trzymając jej uwagę, a z drugiej – niejako „odłączają się” od siebie nawzajem i podniecają tym samym „czystą formę”. Jednym z założeń tej formy jest akurat porównywalność spektaklu do „dziwnego snu”. Aktorzy grają więcej niż jedną postać. Reżyserka twierdzi, że jest to rozwiązanie nie tylko pragmatyczne, lecz także jeszcze mocnej podkreślające styl Witkacego. Nieraz ludziom w snach zdarza się, że kilka koncepcji lub postaci mieszają się ze sobą. Na przykład Leon w tym przedstawieniu nie tylko słyszy głos ojca, lecz też mówi nim. Niemniej jednak to nie przeszkadza bardzo napiętym i dynamicznym interakcjom między postaciami. To wszystko jest nie byle jakim wyzwaniem dla warszawskich aktorów.

Scenografię Marek Braun opisał, jak „pewnego rodzaju aestetyczne elementy, […] które nie są wytwarzane przez nas, a raczej mają swoją własną historię i zostały niejako wybrane na castingu”. Na tle, wyświetlonym na horyzoncie włoskim za pomocą projektora, wydało mi się, że zauważyłem kilka elementów wskazujących na typowy styl zdjęć wygenerowanych przez sieć neuronową DALL-E. Spytałem się o to podczas dyskusji, lecz scenograf nie powiedział, przez kogo konkretnie zostało stworzone tło. Wytłumaczył się, że: „w zasadzie, stosując programy graficzne, ona [sztuczna inteligencja] w jakimś stopniu funkcjonuje”. Natomiast, do korzystania  z AI przyznała się reżyserka – użyła jej dla szybkiego usunięcia znaków przestankowych i odpowiedniego redagowania tekstu dla wczesnych prób. Chciała tym sposobem pomóc aktorom znaleźć naturalne tempo mówienia i tok myśli. Mówi: „chciałam pokazać, jak melodia tych słów staje się w człowieku, […], traktowaliśmy to tak, jak dyrygent traktuje nuty”.

Kostiumy Tomasza Armady też podkreślają pesymizm i melancholijne nastroje autora. Dominują ciemne, ciężkie, wręcz nudne kolory. Twarze aktorów, dekoracje są blade i „niesmaczne”, jak sam określił swój utwór Witkacy. Jedyny kolorowy i dlatego – mocno kontrastujący element to dziecięca czerwona piłeczka. Jest ona wręcz przyklejona do rąk Leona aż do momentu „orgii kokainowej” w drugim akcie.

Anna Augustynowicz, podczas dyskusji po spektaklu, podzieliła się anegdotą, która posłużyła inspiracją tej decyzji reżyserskiej – Witkacy akurat był świeżo po kursie psychoanalizy w Zakopanem u doktora Karola de Beauraina, jednego z pierwszych adeptów psychoanalizy w Polsce. Doktor na wpół żartobliwie zdiagnozował u niego „kompleks embriona” (który, tak naprawdę, nie istnieje według Freuda). Twierdził, że Stanisław Witkiewicz nawet jeszcze się nie narodził. Leon staję się więc samoironicznym alter ego Witkacego, a czerwoną piłkę można traktować jako pewny ideał, który został stracony, porzucony lub poświęcony. Zarówno widzowie, jak i aktorzy, proponowali interpretację tego ideału jako „marzenia”, „manifestu” Leona. Według mnie najtrafniejszym padło porównanie do „dzieciństwa”. Wiąże się ono nie tylko z toksycznością, hiperopieką i przesadną kontrolą Janiny Węgorzewskiej nad swoim synem, ale też z klamrową kompozycją spektaklu. Zaczyna się on od groteskowej przeróbki kołysanki „A-a-a, kotki dwa”. Tragiczne połączenie infantylności i ambicji Leona z okrutnym i nieprzyjaznym do jego idei światem odnajduję się w zakończeniu – wielokrotnym powtarzaniem wersu „A-a-a, kotki trzy, mózg wyjedli szare wszy”.

To nie jedyny znaczący element audio w spektaklu – Jacek Wierzchowski w oprawie muzycznej używa electronic-glitch przeróbki utworu „Lacrimosa” Amadeusza Mozarta, kawałku z jego słynnego requiem. Także często używa głośnego trzepotania skrzydeł kruków, by wskazać na wszechobecny motyw śmierci. Jest ona w tym dramacie fizyczna, jak w przypadku baronówny von Obrock, ale też i metaforyczna – śmierć marzeń i ambicji Leona.

Zespół odnalazł idealny balans pomiędzy absurdalnym, konceptualnym teatrem „czystej formy” Witkacego i własnym „drugim dnem”, elementami znaczącymi. Czerpali sens i idee zarówno ze współczesnej problematyki, tak, jak i z biografii autora.

Leon, wygłaszając idee swojego manifestu, mówi: „faktem jest, że ludzkość degrengoluje coraz bardziej. Sztuka upadła, religia skończyła się, filozofia wyżera sobie bebechy i też skończy śmiercią samobójczą”. Pojawiło się pytanie o aktualność tego dramatu w dzisiejszych czasach. „Czy ludzkość dalej degrengoluje?”. Zespół powiedział, że może sobie wyobrazić Leona, jako takiego współczesnego indywidualistę – youtubera, influencera lub aktywistę, z którego ust można by było usłyszeć hasła w stylu „opamiętajcie się, ludzie!”, gdyby żył teraz. Reżyserka mówi: „w ogóle na mentis ludzkie trzeba by spojrzeć z punktu widzenia nawet ekologii, za przeproszeniem”. Frustracja związana z zanikiem indywidualności i pesymistyczną wizją przeszłości, zdaje się, tylko się zwiększyła, odkąd Matka została napisana.

„Nawet wyrzuty sumienia mi zabrali […], ja już sam nie wiem, kim jestem… A wy wiecie, kim jesteście?” – tak zwraca się do widzów Leon w akcie trzecim, „epilogowatym”.

*Informujemy, że od 18 do 27 października trwają Rzeszowskie Spotkania Teatralne, organizowane od 1961 r. przez Teatr im. Wandy Siemaszkowej. To wydarzenie co roku przyciąga miłośników teatru z całego kraju. Od 2022 roku, pod nazwą Festiwalu Arcydzieł, łączy tradycję z nowoczesnością, prezentując spektakle oparte na dziełach literackich mistrzów. Festiwal, pod opieką Jana Nowary, oferuje także liczne wydarzenia towarzyszące – spotkania z twórcami, dyskusje, wystawy oraz inne projekty, wzbogacając tym samym teatralny świat woj. Podkarpackiego.

Fascynuję się teatrem, filmem, muzyką i sztuką w ogóle. Poza tym, że piszę, również gram jazz na saksofonie, jestem aktorem. Lubię jaskrawe i głośne rzeczy!