Klawisz – anioł społeczeństwa czy zmora więziennictwa?

Według piramidy Maslowa poczucie bezpieczeństwa jest jedną z podstawowych potrzeb każdego z nas. Obywatele pragną sprawiedliwości i pewności, że złe uczynki zostaną ukarane, a sprawcy znajdą się tam, gdzie ich miejsce – w więzieniu. Ile jednak tak naprawdę wiemy o tym, jak wygląda praca i życie w zakładzie karnym?

W rzeczywistości opieramy swoje wyobrażenia na wizjach kinematograficznych. Czy jednak takie są realia? Jak mówi pan Jakub – postawny i pewny siebie mężczyzna, pracujący już od kilku lat w więzieniu – „w zbiorowej świadomości wizerunek więzień oraz służby więziennej, podsycany kinowym obrazem rodem z czasów komuny czy wczesnych lat 90., w żaden sposób nie jest rzeczywisty. Są to obecnie zupełnie inne miejsca, ponieważ osadzeni mają dostęp do siłowni, świetlic, posiadają stałą opiekę medyczną, a telewizory w celach stały się prawie standardem. Za dobre sprawowanie można dostać pozwolenie na zakup przez rodzinę PlayStation2”. Jak można zatem śmiało stwierdzić, to, co oglądamy w „Zielonej Mili” i innych tego typu ekranizacjach, obecnie ma niewielki związek ze stanem faktycznym. Ludzka świadomość zatrzymała się jednak nadal na czasach PRL-u i wizjach obskurnych i zimnych miejsc pokroju Alcatraz. Sami pracownicy są profesjonalistami i tak jak policja kiedyś przeszła prawdziwą rewolucję w standardach działania. Wbrew pozorom nie jest tak łatwo zostać strażnikiem. Trzeba przejść przez cały proces rekrutacji, który składa się z testów fizycznych, teoretycznych, przeprowadzenia badań lekarskich oraz psychologicznych. To wszystko ma zapewnić bezpieczeństwo więźniom. Osoby wykonujące ten zawód muszą być do niego dobrze przygotowane.

Będąc dzieckiem, każdy z nas marzy o tym, kim zostanie w przyszłości. Czy jednak ktokolwiek chciałby zostać strażnikiem w więzieniu? Jak mówi pan Artur – przysadzisty, nieco starszy człowiek z sumiastym wąsem – „do SW trafiłem przypadkiem, co mówi każdy z nas. Nie znam nikogo, kto od dziecka chciałby być strażnikiem więziennym.  Zawsze ciągnęło mnie w stronę munduru, a okres spędzony w wojsku uważam za jeden z najlepszych w moim życiu. Chyba właśnie ten sentyment pchnął mnie do przystąpienia do rekrutacji  i nie żałuję”. Nikt nie powinien się jednak spodziewać, że więźniowie będą pałać sympatią do pracowników. Okazują jednak kulturę, której mało kto mógłby się spodziewać, szczególnie względem przedstawicieli podkultury przestępczej. Społeczeństwo jednak potrzebuje kogoś, kto przypilnuje porządku i zadba o jego bezpieczeństwo. Jak uważa pan Bartek – młody mężczyzna, który dopiero zaczyna swoją karierę w tym fachu: „Czasem lubię swoją pracę, ale nie zawsze. Daje mi sporą satysfakcję, bo jak to mawiamy w pracy – społeczeństwo nas potrzebuje. Pilnujemy i przebywamy z ludźmi, z którymi nikt nie chciałby mieć nic wspólnego, a my przecież się z nimi zamykamy i musimy sobie radzić. Świadomość dobrze wykonanej pracy musi nam wystarczyć. Jeśli ktoś pragnie prestiżu lub poklasku, to nie w tym zawodzie”. Nie da się jednak zaprzeczyć, że taka praca, jak sporo innych, jest niebezpieczna. Codziennie wielu strażników naraża swoje życie i zdrowie, by obywatele mogli się czuć bezpiecznie we własnych domach i miejscach publicznych. Eliminują wszelkie możliwości ucieczki i dbają o porządek. Osoby, które tam pracują, znajdują się na pierwszej linii kontaktu ze zbrodniarzami. Przebywają w ich towarzystwie i w każdej chwili są narażeni na jakiś atak z ich strony.

Zważywszy na specyfikę, jest to zawód w większości zdominowany przez mężczyzn. W czasach równouprawnienia wszystko się jednak rozwija i dużo rzeczy zmienia. Coraz częściej bowiem można spotkać kobiety pracujące w dziale ochrony. Jeżdżą z bronią w konwojach więziennych, doprowadzają osadzonych na widzenia czy też spacery. Jak wspomina pan Artur – wysoki, dobrze zbudowany blondyn – „od kilkunastu lat przyjmujemy modele zachodnie. Nikogo nie dziwi już, że panie także pracują w służbie więziennej. Co więcej, słyszałem o przypadkach, w których działają w atandzie (atanda – mały pododdział zwarty, min. 3 osoby , przewidziany do wchodzenia do cel, kiedy są w nich jakieś kłopoty; najczęściej uzbrojony w pałki, tarcze i ubrany w „żółwie”, czyli specjalny ubiór) i zaprowadzają porządek w celach!”. Oczywiście, w tym fachu są również wyjątki, co wyjaśnia pan Jakub: „Kobieta nie może zostać oddziałową w męskim oddziale czy też dokonywać kontroli osobistej mężczyzn. Jednak w wielu przypadkach panie realizują zadania ramię w ramię ze swoimi kolegami ze służby. I wychodzi im to z dużym powodzeniem”.

W każdym zawodzie pojawiają się różne zasady, których należy przestrzegać. Nie inaczej jest i tutaj. To wszystko ma za zadanie zapewnić bezpieczeństwo, jak również prywatność. Nie bez powodu przecież pracownicy nie mogą wnosić telefonów. Zostawiają je w szatniach. Oczywiste jest także to, że nie wolno wnosić niebezpiecznych przedmiotów (ostre narzędzia, gazy, itp.), które w jakikolwiek sposób mogłyby zagrażać życiu czy też zdrowiu, zarówno osadzonych, jak i strażników. Pan Jakub opowiadał, że za każdym razem, wchodząc na teren więzienia, wszelkie bagaże są prześwietlane. Zdarza się również „przedmuchiwanie” alkomatem.

Dobieranie osadzonych do cel również nie jest dziełem przypadku. Są to przemyślane decyzje. Pojawiają się więźniowie chociażby suicydalni czy też chronieni. Pierwszy typ to osoba, która próbowała popełnić samobójstwo, stąd też bardzo często przydziela się ją do celi w pobliżu dyżurki. Drugi to osoba, która może być narażona na zemstę współwięźniów – z różnych przyczyn, np. przez „wsypanie” kolegów, pedofilię, itp. Więzienia są stopniowane, czyli podzielone na stopniowane sposoby zabezpieczeń danej jednostki. Wyróżnia się tutaj: zakłady zamknięte, półotwarte i otwarte. Jest także ogromna różnica pomiędzy zakładem karnym a aresztem śledczym. W pierwszym są osoby, które mają wyrok, a w drugim miejscu ludzie oczekują dopiero na wyjaśnienie śledztwa – na skazanie bądź uniewinnienie. Nie mogą się z nikim kontaktować. W więzieniu natomiast może mieć kontakt z ludźmi – za zgodą dyrektora może dzwonić do bliskich czy choćby pracować.

Przebywając z ludźmi, każdy może mieć do opowiedzenia wiele anegdot. Nawet w branży więzienniczej takie sytuacje się zdarzają. Jedną z takich historii opowiedział pan Artur. „Jest takie zjawisko jak strach przed wolnością. Ma to miejsce, kiedy osadzony, zazwyczaj po długim wyroku, przystosował się całkowicie do życia za kratami. Wydawałoby się, że wyjście na „mityczną” wolność to marzenie każdego skazanego, a jej wyczekiwanie jest sensem egzystencji w więziennych murach. Nie zawsze. Jeden przypadek był taki, iż ów skazany robił się coraz smutniejszy z dnia na dzień, w miarę jak zbliżała się do niego wolność. Kiedy nastąpił już ten wielki dzień, płakał jak dziecko. Twierdził, że nie chce wychodzić z więzienia, bo mu tu dobrze. Zostawcie mnie i tak tu wrócę – krzyczał. Konsternacja wśród innych więźniów była straszna – wychodził na wolność i jeszcze było mu źle. Po wypisaniu z więzienia podobno jeszcze sześć godzin przesiedział na krawężniku pod zakładem. Potem ruszył do domu. Ale słowa dotrzymał, ponieważ nie minęły zaledwie dwa miesiące, jak wrócił z powrotem. Był cały radosny i rozpromieniony z tego powodu. Dokonywał jakiś drobnych, ale seryjnych kradzieży, nie dbając przy tym zbytnio o anonimowość i zacieranie tropów, aby w końcu wrócić tam, gdzie czuł się dobrze. Znał za kratami wszystkich, miał tam przyjaciół, znajomych i nic nie było w stanie go zaskoczyć. Miał też już swój status społeczny, natomiast na wolności był zaledwie zagubionym panem w średnim wieku”.

Więzienie jednak zmieniło się na przestrzeni czasu, jak opowiada pan Artur. „Kiedyś więźniowie odsiadywali wyrok od deski do deski, a teraz? Teraz starają się wychodzić wcześniej”. Tak samo osób „grypsujących” (mówiących gwarą więzienną) jest bardzo mało. Nadal istnieją podziały, jak w każdych grupach, nawet szkolnych, jednak większość stara się przetrwać i mieć łatwiej. Żaden nie przystaje ze strażnikami, jednak niektórzy w pewien sposób okazują im szacunek lub nawet pałają cichą sympatią, trzymaną jedynie dla samych siebie.

Warto także wspomnieć, że pandemia dotknęła praktycznie wszystkich. Nie inaczej jest w więzieniu. Panują tutaj zasady, które też należy przestrzegać, jak choćby zachowanie dystansu społecznego, noszenie maseczek czy rękawiczek, które w tych czasach stały się codziennością i prawie czymś naturalnym dla każdego z nas. W zakładzie karnym więźniowie muszą je zakładać po opuszczeniu cel. Wzmożono także dezynfekcję zarówno pomieszczeń, jak i urządzeń, które mogłyby być nośnikami wirusa. Jak mówi pan Jakub, „zmniejszono liczbę widzeń, tzn., że w ciągu godziny wpuszcza się mniej odwiedzających do sali widzeń. Jedyną poważniejszą zmianą jest to, że więźniowie nie wychodzą do pracy poza teren jednostki. Jest to dość niewiele, biorąc pod uwagę fakt, iż podczas pierwszej fali COVID-19 planowano zwolnienia więźniów do domu. Oczywiście nie wszystkich, a jedynie tych z małymi wyrokami bądź kończącymi karę”.

Pandemia dotknęła nawet tę branżę. Mimo to jednak nadal służby działają i dbają o bezpieczeństwo mieszkańców. Pilnują ładu i porządku, będąc anonimowymi aniołami stróżami. Ktoś tę pracę wykonać musi, mimo że nie należy ona do najprzyjemniejszych i najłatwiejszych. Świat potrzebuje takich ludzi i każdy z nas powinien poznać prawdziwe realia pracy służby więziennej, aby móc im godnie podziękować za to, co robią na co dzień.