Opowiadanie

Księżyc

Nigdy nie sądziłam, że kiedyś zakocham się w księżycu

Bo zazwyczaj gdy zasypiałam, ograniczałam się tylko do zamknięcia oczu i modlitwy o szybki sen. Dlatego nie spodziewałam się, że będę spędzać dzisiejszy wieczór na przesuwaniu mebli, byleby mieć jak najlepszy widok na Ciebie. Łóżko przy parapecie, zasłony szeroko rozsunięte, okno uchylone, gdybyś chciał mi coś przekazać. I ja w ciszy, w pościeli, przed snem. Patrzę na Ciebie. Na Twoją bladą twarz, która każdego dnia jest inna. Zmienna. Ale powtarzalna. Widzę kratery na jej powierzchni – łzy. Płaczesz, bo jesteśmy tak daleko od siebie. Czy jesteś zimny? Zmarznięty? U mnie jest ciepło, chętnie bym okryła Cię pościelą, na której widzę Twój odbity blask. Nie jesteś samotny? Ja coraz mniej, im bliżej Ciebie mogę być. Oddycham w Twoim kierunku. Chciałabym, żeby zmieszało się powietrze, które wydychamy. Bo oddychasz też, prawda? Wiem, że jak wreszcie zamknę oczy i zasnę, będziesz na mnie patrzył. Przypilnujesz, bym była w nocy bezpieczna. Czasem rozświetlisz moją senną skórę, czasem ukryjesz się za ciemną chmurą, ale będziesz. Będziesz zawsze, co noc. Zmienny, ale stały. Mój.

Nigdy nie sądziłam, że kiedyś zakocham się w księżycu. Ale teraz myślę, że może tak miało być. Że jest on moim prezentem na wieczność. Podoba mi się ten układ. Księżycowe relacje są zdecydowanie mniej skomplikowane.

Studentka Uniwersytetu Rzeszowskiego na kierunku dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Uwielbiam kwiaty, dobrą muzykę, koty i domowe wypieki. Piszę, by dzielić się moim światem i wrażliwością.