Piłka nożna na wysokim poziomie? Zapraszamy do Rzeszowa…

Jest 1 maja 1975 roku. Na stadionie najstarszego nieprzerwanie istniejącego klubu piłkarskiego w Polsce (tak, Drodzy Kibice Resovii, nie jesteście najstarsi w Polsce), czyli Cracovii Kraków, odbywa się finał piłkarskiego Pucharu Polski. Grają w nim drużyny Stali Rzeszów i ROW-u Rybnik. Po rzutach karnych zwycięża ekipa z Podkarpacia. Strzelający decydującego karnego Andrzej Dziama jeszcze nie wie, że jego strzał będzie wspominany przez najbliższe 42 lata jako ten, który dał Stali Rzeszów największy sukces w historii rzeszowskiej piłki.

 

Na początek szybkie porównanie:

Rzeszów. Stolica województwa podkarpackiego, w której mieszka ok. 190 ooo osób. Miasto z wieloma sportowymi tradycjami, którego wizytówką jest obecnie drużyna siatkarska Asseco Resovia. Poza nią w naszym pięknym mieście popularna jest oczywiście piłka nożna. „Wizytówką” Rzeszowa na futbolowej arenie są dwa kluby – Resovia i Stal Rzeszów, które występują na bardzo wysokim szczeblu rozgrywek, czyli w prestiżowych zmaganiach III ligi lubelsko-podkarpackiej. Od wielu lat (jest to prawdopodobnie spowodowane bardzo wysokim poziomem sportowym innych drużyn) żadna z nich nie potrafi wywalczyć sobie awansu do wyższej klasy rozgrywkowej.

Nowotaniec. Wieś położona w gminie Bukowsko w powiecie sanockim, w której mieszka mniej niż 1000 osób. Od 1947 istnieje tam Ludowy Klub Sportowy, w którym oprócz drużyny piłkarskiej istniała także drużyna siatkarska. Siatkówka w porównaniu z Rzeszowem wypada blado, jednak jeżeli chodzi o piłkę nożną, to Nowotaniec może pochwalić się drużyną występującą w tej samej lidze, co ekipy z Rzeszowa. W rundzie jesiennej miejscowy Cosmos (ta nazwa została zaczerpnięta od amerykańskiego zespołu New York Cosmos) odniósł jeden z większych sukcesów w historii, pokonując przed własną publicznością Stal Rzeszów 3:1.

I na tym zakończmy to zestawienie. Jak widać stolica województwa i mała wioska w powiecie sanockim mogą mieć ze sobą coś wspólnego. III ligę piłkarską. Wspaniałą ligę, która dostarcza bardzo wielu emocji. Na pewno kibice z Rzeszowa są szczęśliwi i podekscytowani, że ich drużyny mogą mierzyć się z takimi potęgami polskiej piłki jak wspomniany wyżej Cosmos Nowotaniec, Spartakus Daleszyce czy Wierna Małogoszcz. Chcąc zobaczyć kawał porządnego futbolu, warto w któryś weekend wybrać się na stadion przy ul. Hetmańskiej lub przy ul. Wyspiańskiego. „Teatry Marzeń”. Tak ja nazywam te miejsca w Rzeszowie. A… teraz trochę powagi.

„Teatr Marzeń” to określenie opisujące jeden z największych i najpopularniejszych stadionów świata, czyli angielski Old Trafford, który jest siedzibą Manchesteru United. Faktycznie, w tym miejscu często jesteśmy świadkami wielkich piłkarskich spektakli, które zostają w naszej pamięci na lata. Jednak, na pewno ku zdziwieniu wielu, to określenie pasuje także do rzeszowskich stadionów. A dlaczego pasuje? A dlatego, że w teatrze występuje taki rodzaj sztuki jak dramat. Słowo „dramat” jest określeniem idealnie opisującym ostatnie kilkanaście lat w rzeszowskiej piłce. Poziom sportowy to dramat, zarządzanie to dramat, frekwencja na stadionach to dramat, osiągnięcia to dramat. Jeden wielki DRAMAT.

No to kwestię teatru mamy wyjaśnioną. Teraz – o co chodzi z tymi marzeniami? Już spieszę z odpowiedzią. Otóż każdy mecz, runda czy sezon dla rzeszowskich klubów to nieustanna pogoń za marzeniami, które obecnie są tak odległe, że nawet perspektywa dużych pieniędzy od miasta nie wpłynęła pozytywnie na realizację celu, którym niewątpliwie jest awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Te duże pieniądze to 600 000 zł, które miała dostać drużyna kończąca rundę jesienną na wyższej pozycji.

W wyścigu o pieniądze od miasta lepsza okazała się Stal, jednak patrząc na ich postawę w rundzie wiosennej, można stwierdzić, że kompletnie na tę kasę nie zasłużyli. Grająca w większości swoimi zawodnikami Resovia, chociaż w rundzie wiosennej prezentuje się lepiej, też jest daleka od chociażby satysfakcjonującego poziomu sportowego. Obie drużyny obecnie zupełnie nie nadają się na grę w wyższej lidze. To fatalna informacja dla prezydenta miasta Tadeusza Ferenca, który już od lat marzy o klubie piłkarskim z prawdziwego zdarzenia.

Co powinno w takim razie zrobić miasto, aby wyjść z tej sytuacji z twarzą? Sprawa jest prosta – musi wycofać się ze swojego pomysłu dofinansowania jednego z zespołów tak dużymi pieniędzmi. Żaden z teamów, dopóki nie zmieni systemu zarządzania i podejścia do swoich obowiązków, nie osiągnie jakiegokolwiek sukcesu. Pokazuje to doświadczenie kilkunastu ostatnich lat, kiedy to z rzeszowską piłką nie dzieje się zupełnie nic.

1 maja 2017 roku ponownie będziemy wspominać, jak 42 lata temu tak fantastyczni piłkarze, jak Marian Kozerski, Zdzisław Napieracz czy Janusz Krawczyk zdobywali jedyny znaczący tytuł w historii rzeszowskiego futbolu. Niestety, po tych 42 latach nie widać praktycznie żadnych perspektyw na to, że taki sukces uda się powtórzyć. Ale nam, kibicom, pozostało po prostu wierzyć, że kiedyś taki moment nadejdzie. Mam tylko nadzieję, że zdążę go jeszcze przed śmiercią zobaczyć. Mam dopiero 25 lat, więc może jeszcze mi się uda…

Dodaj komentarz