Artykuł

Skąd wzięły się problemy Bayernu Monachium?

Kolejna wpadka Bayernu Monachium w meczu 24. kolejki Bundesligii z SC Freiburgiem już jednoznacznie daje do zrozumienia, że latem zespół musi przejść rewolucję kadrową. Wynik tego spotkania oddala jeszcze bardziej zespół Thomasa Tuchela od mistrzowskiego tytułu. Dlaczego więc tak wielki klub, który jeszcze niedawno uważany był za najlepiej zarządzany na świecie, przechodzi tak wielki kryzys?

Początki kryzysu

Problemy Bayernu zaczęły się już w poprzednim sezonie, kiedy to za kadencji trenera Juliana Nagelsmanna zespół grał w kratkę. Te słabsze występy powodowały wzrost znaczenia Borussi Dortmund w ligowej tabeli i zespół prowadzony przez Edina Terzicia był na dobrej drodze do zdobycia mistrzostwa kraju. Na własne problemy władze Bayernu zareagowały jednak nieodpowiednio. Postanowiono zwolnić trenera Nagelsmanna, lecz głównym powodem nie były zapewne tylko wyniki sportowe, lecz także nieporozumienia na szczeblu zarządzającym. Od tego momentu wszystko zaczęło iść w złym kierunku. Zespół z Bawarii odpadł z Ligi Mistrzów w fatalnym stylu, zostając wręcz upokorzonym przez Manchester City. Szczęśliwie Tuchelowi udało się jednak sięgnąć po Mistrzostwo Niemiec. Jednak było to wynikiem przegranej zespołu z Dortmundu w ostatniej kolejce, co świadczy o wysokim szczęściu zespołu prowadzonego przez byłego trenera Chelsea. Trenera Bayernu bronił więc ten wynik, a ponadto doszło do zmiany w zarządzie, która miała być odpowiedzialna za rewolucję kadrową. Ze swoich funkcji odeszli Olivier Kahn oraz Hasan Salihamidžic. Nowym prezesem został Jan Christian Dreesen, natomiast dyrektorem sportowym – Christoph Freund. Była to oznaka, że klub czekają wielkie roszady, natomiast potencjału do zmian z pewnością nie wykorzystano, czego rezultaty widzimy obecnie.

Potrzeba zmian

Pewnie większość fanów Bayernu chciałoby już zapomnieć trwający sezon. Krajowy puchar oraz liga niemiecka są już nieosiągalne. Okazja na zdobycie trofeum jest jeszcze w Lidze Mistrzów, lecz i w tych rozgrywkach czołowe europejskie kluby wydają się poza zasięgiem. Wiadomo, że trener Thomas Tuchel po sezonie opuści klub i być może jest to właściwa decyzja. To trener, który preferuje pragmatyczny futbol, niepasujący do zespołu z Monachium. Bayern w swoich najlepszych sezonach świetne wyniki uzyskiwał dzięki widowiskowej piłce opartej na wysokim pressingu. Taktyka Tuchela niekoniecznie pasuje do profilu zawodników, których Bayern ma w kadrze, lecz kryzys zespołu nie wynika tylko z powodu źle dobranego trenera. Przede wszystkim polityka transferowa klubu z Bawarii musi ulec drastycznej zmianie. Zespół musi przestać oszczędzać na transferach, tak jak robił to w ostatnich latach, bo niestety, ale rynek transferowy jest okrutny i z takim podejściem nie uda się sprowadzić do zespołu żadnej piłkarskiej gwiazdy. Sprowadzenie Harryego Keana okazało się strzałem w dziesiątkę, bo znakomicie wpisał się do drużyny, zastępując przy tym Roberta Lewandowskiego. Jednak poza Anglikiem w zespole nie widać liderów. Od lat kadra składa się z zawodników, którzy nie wnoszą wiele jakości do zespołu. Bayern potrzebuje wzmocnień na skrzydłach, gdyż po odejściu Franka Riberyego oraz Arjena Robbena do klubu nie trafił żaden piłkarz zbliżony poziomem do wspomnianej dwójki. Środek pola również wygląda na zagubiony. Kimmich, czyli niedawny lider, popadł w konflikt z trenerem, co także odbija się na drużynie. Potrzeba więc zawodnika, który wraz z Niemcem będzie kreatorem gry, ponieważ takich piłkarzy zdecydowanie brakuje. Takim zawodnikiem był niewątpliwie Thiago Alcantara. Od czasu kiedy nie ma go w klubie, środek pola stał się oparty bardziej na fizyczności niż na nieszablonowości, którą z pewnością prezentował Hiszpan. Ponadto problemy zespołu biorą się również w obronie, gdyż drużyna traci zbyt wiele bramek. W mediach mówi się o transferze Ronalda Araujo i taki ruch byłby z pewnością na plus. W aspekcie wyboru nowego trenera Bayern powinien w pierwszej kolejności wziąć pod uwagę taktyka, który preferuje ofensywny futbol, jest szanowany oraz ma wizję rozwoju klubu i tego aktualnie brakuje. Jeśli ten sezon zakończyłby się końcowo pozytywnie, to zarząd nie może bagatelizować problemów, które widoczne są już od dłuższego czasu.