Opowiadanie

Znamię księcia | Część 3 |

Po spotkaniu z Luną, w głowie księcia kłębiło się wiele myśli. Chłód w spojrzeniu… Jak miał go nie mieć, gdy to było jedyne, co widział w oczach swojego ojca przez całe życie? Był szkolony, by nie okazywać żadnych emocji. Poddawany licznym traumatycznym wydarzeniom, oddzielany od matki, z którą spędzał zaledwie godzinę dziennie. To wszystko układało mu się w logiczną całość. Zasada wpojona mu przez ojca, że dobry władca nie okazuje emocji nikomu, nawet osobom, które kocha, nie miała sensu. Pojął to dzięki dziewczynie, która do tego świata nie należała. Musiał coś zmienić, musiał zadziałać.

Podczas powrotu do komnaty zastanawiał się, co robić. Długie korytarze były puste, na ścianach jedynie wisiały portrety członków rodziny królewskiej. Ubrani w lśniące stroje, a na ich twarzach widniały jedynie chłodne uśmiechy. Nagle Victor wyrwał się z zamyślenia. Stało się tak dzięki portretowi pewnej kobiety, wiszącemu w bogato zdobionej ramię. Posiadała ona złote włosy, tak jak on. Na nadgarstku miała znamię w kształcie kotwicy – dokładnie tak jak on, tyle że u niego znak znajdował się na ramieniu. Na sobie miała piękną, srebrną suknię bez żadnych zdobień. Na głowie znajdował się niewielki diadem. Co najbardziej zaskakujące, uśmiechała się szczerze. Następca tronu podszedł do portretu, zauważył tam bowiem tabliczkę z jej imieniem i tytułem.

Victoria, samodzielnie panująca władczyni Królestwa Blasku.

Zaskoczyło go to. Nigdy nie zastanawiał się, po kim dostał imię. Teraz wyglądało na to, że dostał je po niej. Nie wiedział jedynie, kim ona jest. Czy to jego jakaś prababcia? Czytał wcześniej wiele ksiąg, ale w żadnej nie było wzmianki o kobiecie panującej w królestwie. Tylko mężczyźni i ich żony, żadna jednak nie władała samodzielnie. Myśląc nad tym, przypadkowo ruszył ramę, z której wypadła kartka. Chłopak rozejrzał się, czy nikt nie idzie i wziął ją do ręki. Niepewnie rozłożył kawałek papieru i zaczął czytać.

Jeśli to czytasz, zastanawiasz się pewnie, kim jestem. Należy Ci się parę słów wyjaśnienia, niezależnie, czy jesteś z rodziny królewskiej czy też nie. Mam na imię Victoria i wiele lat temu władałam Królestwem Blasku. Samodzielnie, nie jako żona władcy. Byłam jedyną córką króla, jedynym dzieckiem, które mogło objąć tron. Wyszłam za mąż z miłości, jednak mój małżonek nie mógł zaakceptować tego, że to nie on został królem. Dlatego, gdy na świat przyszedł nasz najstarszy syn, mój mąż zmusił mnie do przekazania władzy na rzecz syna. Sam miał być regentem, a ja miałam zniknąć na zawsze z kart historii. I zniknęłam z ksiąg, ale nie ze ściany tego pałacu. Vincent, który objął tron w wieku 18 lat, widział wszystko. Wyłączył emocje i to samo chciał przekazać kolejnym pokoleniom. Wiem to. Powiedział mi sam. Kraj się zmienił przez ten chłód. Decyzje są podejmowane bez patrzenia na ludzi. Nie popełniajcie tego błędu – to mój apel do kolejnych pokoleń.

Wtedy Victor wszystko zrozumiał. Vincent to jego dziadek, faktycznie był bardzo chłodny. Tak wynikało z opowieści ojca. Tak samo brak poszanowania decyzji, które podejmowały jego matka i babcia. To wszystko szło od prababci i tego zmuszenia. Pradziadek nie liczył się z jej zdaniem, zmusił ją do oddania władzy. Słyszał tę historię wielokrotnie, nie skojarzył jedynie imion. Abdykacja była spowodowana groźbami o buncie mieszkańców, jeśli Victoria nie opuści tronu.

– Książę! – nagle usłyszał za sobą głos służącego – Tu jesteś!
– Co się stało? – Victor powiedział to bardzo spokojnie – Coś ważnego?
– Twój ojciec… – służący próbował złapać oddech – Jesteś królem, Panie…

Pięć lat później Królestwo Blasku wciąż lśniło, a pomagała mu w tym każda podjęta przez króla decyzja. Nie patrzył on na swoje korzyści, dbał o dobro tych, którymi władał. W jego urodziny ludzie zebrali się pod pałacem. Wszyscy oczekiwali jego wyjścia na balkon. Także i Luna stała pod bramą tak jak wtedy, w dniu jego osiemnastych urodzin. W końcu drzwi się otworzyły, a cały tłum zaczął radośnie krzyczeć.

– Niech żyje król Victor! Niech żyje!

Wraz z Victorem pojawiła się jego matka. Ciepły uśmiech, jakim oboje obdarzyli poddanych przy machaniu, sprawił, że Luna odetchnęła z ulgą.

– Jesteś dobrym władcą, Victorze. Pojąłeś, że chłód i brak patrzenia na ludzi do niczego nie prowadzi. Odrobiłeś lekcję… – powiedziała, po czym odeszła, ubierając jedynie kaptur na głowę i wkrótce znikając spod bramy.

A złotowłosy? Władał krajem bardzo dobrze, a decyzje podejmował patrząc na ludzi. Kotwica była u niego dobrym znakiem. Faktycznie gwarantował spokój i stabilizację królestwu. A jego matka wspierała go w tym i darzyła bezgraniczną miłością. Tak jak wskazywało jej znamię.

Studentka III roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Prywatnie uwielbiam musicale, siatkówkę, skoki narciarskie. Często zgłębiam z ciekawości wiedzę o rodzinach królewskich z Europy.