Parzy mnie (jesień)

Siedzę na ławce. Przede mną szumi fontanna multimedialna, przez jej wodę przebijają promienie jesiennego słońca. Piękny październikowy dzień, dwadzieścia trzy stopnie. Wyraziste jesienne barwy rozgrzewają, wręcz parzą. Myślę o tym, że jest tak pięknie i kolorowo – wypada to docenić. A to trochę trudne. Spójrz – tak bardzo kochamy wybory, których dokonujemy, pozwalamy im tworzyć swoją rutynę. A między tymi ważnymi zajęciami nie dajemy sobie czasu na odpoczynek. Na przykład taki wśród zrzuconych przez drzewa liści. Też tak masz?

 

Zdejmuję skórzaną ramoneskę, zakładam słuchawki. Zauważam, że nie tylko ja wpadłam na pomysł, żeby odpocząć na świeżym powietrzu. Kładę torebkę na ławce, staram się nie patrzeć na zegarek. Nowość… Zatrzymać się gdzieś w środku dnia, tygodnia, całego tego wiru. Uśmiecham się – dziś to pierwsza taka spokojna, samotna chwila.

Patrzę na wodę, moje myśli też nabierają prędkości, kolorów… Jednak co jakiś czas się wyciszają. Wygląda na to, że spróbuję się zatrzymać.

 

W tym czasie wymieniają się ludzie, z którymi na tę godzinę tworzę spontaniczną grupę społeczną. Myślę o każdym z nich, kim może być jako jednostka. Następnie, niemal od razu, szukam w głowie właściwej definicji. Studia uczą człowieka nazywać świat i zdarzenia. W mojej  głowie natychmiast pojawiają się trudne wyrazy, próbujące określić odpowiednie zjawiska społeczne. Analizuję, już z przyzwyczajenia…

Myślę o tym, co to znaczy coś „zarejestrować”. Można na przykład wpisać coś do odpowiedniego rejestru, okej. Według mnie jednak to wyjaśnienie nie wyczerpuje definicji. Myślę dalej, podaję inny przykład. Taka ja – pisząc o czymś, opisuję. W ten sposób uwzględniam zjawiska. W pewien sposób je rejestruję, utrwalam. Odcienie szarości, nie czerń, nie biel – dobra, nie o tym.

Widzę kilka fajnych par, które rozmawiają, trzymając się za ręce. Patrzą na siebie, nie na telefony. Fajnie, szczerze, bez mizdrzenia się w miejscu publicznym. Miła odmiana.

Widzę też szykowną starszą panią, pewnie koło sześćdziesiątki. Myślę, że w jej wieku chcę wyglądać właśnie tak. Klasa, uwierzcie mi na słowo. A mimo to taka zwiewna kobiecość – fajne połączenie. Karminowa, plisowana spódnica do połowy łydki, czarny sweter z dekoltem w serek. Do tego uśmiech, widać, że lubi swoje życie. Mam wrażenie, że ten ostatni element jest dziś lekko egzotyczny. W ręce trzyma ajfona; hipstersko czy nie – domyślam się, że jest na bieżąco. Ze światem, z tym, co ważne, z tymi, których kocha. Kobieta odpisuje sprawnie na jakąś wiadomość, ale widać, że przyszła tu na chwilę usiąść i pomyśleć. Może to jeden z jej rytuałów. Może tylko dziś tak zabłądziła na 3 Maja w Rzeszowie i tak sobie usiadła. Włączam składankę Lany Del Rey i tracę karminową panią z pola widzenia.

W tym momencie widzę też coś, co wywołuje szeroki uśmiech na mojej twarzy. Tuż obok fontanny przejeżdża na rowerze dziadek z wnuczkiem, obaj radośni, roześmiani. Chłopiec siedzi w specjalnym foteliku, dziadzio podjeżdża na tyle blisko, a równocześnie daleko krawędzi wody, aby było to bezpieczne, ale także żeby chłopiec mógł poczuć wodną mgiełkę. Nie interesuje ich, co myślą o nich ludzie dookoła. Robią kilka kółek, następnie odjeżdżają. Ja zostaję, ale myślę o tym, że też tak chcę – po prostu złapać dobry moment i się nim nacieszyć. Też spróbuj! Aż do skutku.

 

 

 

Dodaj komentarz