Recenzja spektaklu teatralnego, pt. “Mistrz i Małgorzata”

Podczas 6. Festiwalu Nowego Teatru, obywającego się w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie, miałam przyjemność obejrzeć spektakl pt. “Mistrz i Małgorzata”. Książka zawiera wiele wątków, które są trudne do przełożenia na język teatru, jednak reżyser, Cezary Iber, doskonale poradził sobie z tym wyzwaniem. W rzeszowskiej inscenizacji w większości pojawiły się główne wątki występujące w dziele Michaiła Bułhakowa jak miłosna historia tytułowych bohaterów, biblijne wydarzenia w ogrodzie Piłata, wielki bal u Szatana czy seans czarnej magii w Teatrze Variétés. Przede wszystkim warto zaznaczyć, że utwór ten jest bardzo skomplikowany, jednak jego dramatyczne przedstawienie, nie było w żadnym stopniu nużącym doświadczeniem dla oglądających. Zaskakujące jest również to, że w 180 minutach można było zmieścić tak wiele treści.

Spektakl rozpoczął się od pokazania na ekranie głównych bohaterów, którzy grają na instrumentach. Wtórowała temu  muzyka przygotowana przez Macieja Zakrzewskiego. Niedługo potem aktorzy weszli na scenę, przechodząc bezpośrednio przez widownię. Sama muzyka, towarzysząca temu wejściu, dawała mi uczucie psychodeliczności, które później nadal towarzyszyło przez cały seans. Sam reżyser przyznał się także do własnej inwencji twórczej. Stworzył bowiem piosenki specjalnie przeznaczone dla tej sztuki. Podkład muzyczny idealnie współgrał z tym, co odgrywało się w danym momencie na scenie. Dzięki temu każdy z widzów z pewnością odczuwał dokładnie takie emocje, jakie chciał narzucić sam reżyser.

Warto wspomnieć o tym, że pojawiły się zabawne momenty, jak choćby fakt, że jedna z postaci wybierała to, jak się będzie nazywać z wizytówek. Innym przykładem będzie to, jak podczas rozmowy dwóch osób, jedna z nich myła zęby szczoteczką do zębów, po czym druga wzięła ją od niej i sama również wykonywała tę czynność. Niedługo potem przedmiot trafił z powrotem w ręce poprzednika. Tego typu sytuacji było zdecydowanie więcej.

Warto zaznaczyć, że sztuka prezentuje “opowieść w opowieści”. Mamy tutaj do czynienia z historią odgrywającą się w Moskwie w latach 20. oraz w Jerozolimie w czasach Chrystusa. To właśnie to drugie uniwersum czasowe zostało pokazane za pomocą  niezwykle interesującej koncepcji, czyli poprzez manekiny. Aktorzy w doskonały sposób poruszali kukłami. Miało się wrażenie, że są wręcz żywe. Było to jednak świetnie wplecione w całą fabułę, więc nie odnosiłam wrażenia żadnego przeskoku.

Poza płynnymi przejściami warto z pewnością zwrócić uwagę na grę światła i cienia. Jedna ze scen odgrywała się w całkowitej ciemności, a jedynym oświetleniem było światło świecy. W innej dominował kolor różowy, np. podczas przyjęcia, natomiast biały, niebieski lub czerwony w scenach z samym Szatanem. Dzięki temu nikt z widzów nie miał problemu ze zidentyfikowaniem postaci.

Pojawiały się także powtarzające się motywy. Poza manekinami była to wanna, w której siedzieli bohaterowie zamknięci w szpitalu psychiatrycznym, ale także lodówka, która towarzyszyła nam od samego początku, podobnie z resztą jak kanapa oraz stolik z telefonem. Były to stałe elementy scenografii, które znajdowały się z przodu sceny, po jej obu stronach. Były też ruchome elementy, jak wysuwana płyta, która odbijała z góry odgrywającą się scenę czy ruchoma podłoga lub wysuwająca się z góry chmura, na której siedzieli bohaterowie, wiatraki, które w połączeniu z brokatowymi gwiazdkami dały nieziemski efekt. Dodatkowo aktorzy nie posiadali zbyt wielu rekwizytów. Poza wiadrem i mopem, a także kartkami papieru czy instrumentami, nie mieli nic więcej. Pojawiła się również wysuwana z góry ściana z otworami na drzwi. Pod koniec spektaklu, gdy na scenę wszedł Behemot, został zniszczony fragment dekoracji, mianowicie kawałek tapety na ścianie. Innym interesującym pomysłem było stworzenie szpitala psychiatrycznego za przezroczystą ścianą, której pierwotna funkcja polegała raczej na grze ceni, a nie całkowitym pokazaniu bohaterów. Jednak było to coś naprawdę niezwykłego i rzadko spotykanego w teatrze.

Nie można także nie wspomnieć o scenach rozbieranych. Niektórzy aktorzy biegali po scenie w samej bieliźnie lub tylko jej części. Jednak był również moment, kiedy Małgorzata wraz z towarzyszem byli całkowicie pozbawieni ubrań. Właśnie wtedy nastąpił bardzo piękny, subtelny, a zarazem wymowny taniec, który na pewno pobudził w publiczności emocje.  Dał on wrażenie oddania, miłości, ale także zjednoczenia. W kontraście z tym można postawić scenę, w której “Margo” została polana krwią i musiała się udać na bal do Szatana. Aktorzy dodatkowo byli specyficznie ubrani. Jedna z postaci miała strój do joggingu, inna garnitur, a także były osoby ubrane w piżamę, strój pokojówki, futrzaste spodnie, itp.

Niestety, w niektórych momentach tekst wypowiadany przez aktorów był wręcz niezrozumiały, przynajmniej dla widzów z tylnych rzędów lub balkonu. Szczególnie w momentach, kiedy śpiewali piosenki czy też mówili swoje kwestie do mikrofonu, można było wyłapać tylko poszczególne słowa. A szkoda, bo poza tym  realizacja całego spektaklu była niesamowita. Widać było doskonałą grę aktorką, dającą masę energii, perfekcyjnie wyuczone kwestie, a także cudowną choreografię. Spektakl był pełen kontrastów, zaskakujących momentów, ale także niepewności i wrażenia psychodeliczności. Budziło to zainteresowanie tym, co się wydarzy później. Niezwykły dynamizm nie zostawił miejsca na nudę, a to wszystko dzięki wspaniałym pomysłom reżysera. Nowoczesne rozwiązania pozwoliły zaprezentować tę sztukę w atrakcyjny dla widzów sposób.

Kto nie był, niech żałuje. Masa emocji, która towarzyszyła temu spektaklowi sprawiła, że te 180 minut minęło tak szybko, że widz nawet tego nie zauważył. To na pewno nie był spektakl konwencjonalny i tradycyjny. Właśnie dzięki innowacyjności widowisko to było jak powiew świeżości dla teatru i jego zwolenników. W moich oczach jest to bardzo udana sztuka. Szerokie grono odbiorców również pokazuje, jak wielkim zainteresowaniem się cieszy. Jestem niezwykle zadowolona, że mogłam uczestniczyć w tym wydarzeniu. Gdybym miała możliwość wybrać się na nie ponownie, zdecydowanie bym to zrobiła. W moim przekonaniu warto się wybrać na tę sztukę, gdy znów pojawi się repertuarze Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie.

Autor: Klaudia Mleczek

Studentka polonistyki stosowanej. Interesuję się tańcem, sportem, zwierzętami, social mediami i pisarstwem.

Dodaj komentarz