Złodzieje czasu

Żyjemy w czasach, w których świat jest podzielony na dwie frakcje: biednych i bogatych. Pogłębiające się zróżnicowanie dochodowe, utrzymujące się znaczne bezrobocie oraz rozległa strefa biedy, dotykająca większą część społeczeństwa, utrudniają rozwój wszystkich krajów świata.

 

 

Często słyszymy takie powiedzenia jak „czas to pieniądz”, „czas leczy rany”, czy „komu w drogę, temu czas” – znaczenie wszystkich tych zwrotów poznali na własnej skórze bohaterowie thrillera z 2011 roku pt. Wyścig z czasem.
Wyobraź sobie, że budzisz się w 3000 roku, otwierasz oczy i pierwsze co robisz to spoglądasz na zegar widoczny na twojej ręce. Licznik ukazuje ile dokładnie pozostało ci czasu.
Jeden dzień.

 

 

Jak co dzień idziesz do fabryki, płacisz za lunch, skracając swój czas życia o godziny. Żyjesz z dnia na dzień…
Tak wyglądała codzienność głównego bohatera filmu – Willa Salas’a, aż do momentu, gdy ratuje tajemniczego człowieka przed śmiercią i otrzymuje od niego całą dekadę. Młody mężczyzna postanawia opuścić swoje dotychczasowe życie i wyjeżdża do innej strefy czasowej, która należy do bogatych biznesmenów, nigdy nie martwiących się o swój czas. Will poznaje córkę bogacza, z którą postanawia wyrównać różnice między frakcjami – kochankowie stają się złodziejami czasu.

 

 

Na pierwszy rzut oka Wyścig z czasem przypomina typowe, amerykańskie kino science-fiction, jednak, gdy przyjrzymy się bliżej, zauważymy, że reżyser (Andrew Niccol) porusza w filmie wiele problemów współczesnego świata, takich jak np.: różnice finansowe, ubóstwo, bezdomność, wandalizm, wysoka przestępczość, ale i problemy psychiczne, m.in. poczucie wyobcowania, depresja i samotność.

 

 

Czy za kilkadziesiąt lat film może stać się naszą rzeczywistością? Na to pytanie każdy nas powinien sam udzielić sobie odpowiedzi.
Wyścig z czasem to produkcja, którą zdecydowanie każdy powinien obejrzeć, aby wyciągnąć wnioski i zastanowić się, czy naprawdę „czas to pieniądz”, a może „czas to miłość”?

Wiktoria Sudoł