Karuzela z trenerami

Reprezentacja polskich siatkarzy odnosi sukcesy i ponosi porażki, a tym samym dostarcza wielu emocji. W pogoni za sukcesem występuje wiele zmian w drużynie. Również, a może przede wszystkim, na stanowisku trenera. Po raz kolejny selekcjoner drużyny narodowej został zwolniony.

 

 

Siatkarze na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Rio De Janeiro nie zdobyli medalu. Odpadli w ćwierćfinale – dla wielu drużyn dojście do takiego etapu turnieju byłoby dobrym wynikiem, dla naszej drużyny jest to jednak porażka, ponieważ polscy zawodnicy chcą zdobywać medale i wygrywać jak najwięcej turniejów. Działacze Polskiego Związku Piłki Siatkowej także nastawieni są na sukces. Dzięki zwycięstwom buduje się popularność dyscypliny. Siatkówka w naszym kraju jest bardzo popularna, ale zawsze może być lepiej. Dlatego  zarząd PZPS-u podjął decyzję o zwolnieniu trenera Stéphane’a Antigi.

To już kolejne zwolnienie trenera w ciągu ostatnich kilku lat. Można zaobserwować powtarzający się schemat:

  1. Pojawia się nowy trener.
  2. Po krótkiej współpracy  trenera z kadrą kibice, działacze, zawodnicy i my wszyscy możemy cieszyć się z dużego sukcesu.
  3. Po dużym sukcesie emocje opadają, drużyna gra coraz słabiej.
  4. W kalendarzu siatkarskich imprez przychodzi kolejna duża impreza, na której trener, siatkarze i sztab ponoszą klęskę. I, podobnie jak w punkcie drugim cieszyliśmy się zwycięstwem, tak tutaj kibice, działacze, zawodnicy, my wszyscy smucimy się porażką.
  5. Po nieudanym turnieju zarząd obraduje i finalnie trener zostaje zwolniony.

Tak właśnie było, gdy kadrę przejął Daniel Castellani – po wielkim sukcesie, jakim było wygranie Mistrzostw Europy w 2009 roku, nastąpiła klęska, porażka na Mistrzostwach Świata w 2010 roku i trener został zwolniony. Następnym selekcjonerem został Andrea Anastasi – włoski szkoleniowiec, który ma w swoim dorobku wiele zwycięstw w ważnych turniejach. Na początku współpraca na linii zawodnicy–trener układała się prawidłowo. Atmosfera w kadrze wydawała się być dobra, mogliśmy zaobserwować, że gracze są zgraną grupą. Za tym wszystkim szły także sukcesy: brązowy medal w Lidze Światowej 2011, brązowy medal na Mistrzostwach Europy 2011, złoty medal w Lidze Światowej 2012 (jak się później okazało – ostatni, jaki reprezentacja Polski zdobyła z trenerem Anastasim). Później ponieśliśmy porażkę na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie w 2012 r. i na kolejnych Mistrzostwach Europy w 2013 r. Po trenerze Anastasim rządy nad reprezentacją przejął Stéphane Antiga. Wybranie go na selekcjonera było ryzykownym pomysłem ze strony działaczy. Antiga, debiutant w roli trenera, został postawiony przed bardzo ważnym zadaniem, czyli poprowadzeniem reprezentacji na Mistrzostwach Świata w 2014 r., które odbywały się w naszym kraju. Ten turniej to bajka – piękna oprawa, wspaniali kibice, a do tego siatkarze zdobywają mistrzostwo świata! Było pięknie. Ale bajka się skończyła już w następnym roku – z drużyny odeszli starsi, doświadczeni zawodnicy, którzy byli podstawą zespołu i rok 2015 stał się czasem przebudowy drużyny, wprowadzenia nowych graczy. W tym roku nie zdobywamy żadnego medalu; pojawia się pewien niepokój, ale najważniejsze są dla nas Igrzyska Olimpijskie w 2016. Jednak olimpiada również skończyła się dla nas brakiem medalu i to zabolało.

Ta olimpijska porażka przelała czarę goryczy i trener Antiga został zwolniony. Nie oceniam tej decyzji w sensie merytorycznym, ponieważ nie mam takiego doświadczenia w siatkówce jak działacze PZPS-u, ale jedna rzecz mnie razi – po raz kolejny zmieniamy trenera i w jego osobie znów widzimy winowajcę poniesionej porażki. Jest to oczywiście dobry tok rozumowania, ponieważ trener zawsze odpowiada za wynik końcowy. Jednak naszła mnie refleksja, że skoro powtarza się po raz kolejny taka sama historia, to może zmiany selekcjonerów nie dają oczekiwanego efektu. Może warto by było pójść inną drogą, zostawić trenera na dłużej. Może byłaby tutaj wskazana cierpliwość. Może problem krótkiej współpracy z trenerami leży w psychologii naszego narodu. Może potrzebujemy zmian, nowych bodźców, nowych osób, nowych impulsów, żeby się w pełni zmobilizować.

 

Cierpliwość to jedno, a zachowawczość to drugie. W sporcie nie można być zachowawczym. Zarząd PZPS-u czeka teraz ciężka decyzja – wybór nowego selekcjonera. Wszyscy kibice czekają na „werdykt” i z nadzieją patrzą do przodu. A co przyniesie przyszłość? Odpowiedź nastąpi szybciej niż się tego spodziewamy.

 

 

Dodaj komentarz