Ludzi coraz więcej, a człowieka coraz mniej…

Zamawiasz drogi i wystawny obiad na mieście. A potem widzisz bezdomnego szukającego resztek jedzenia w kontenerze. Wykupujesz weekend w ekskluzywnym apartamencie. A potem widzisz bezdomnego śpiącego na ławce na przystanku autobusowym. Kupujesz najdroższe i najcieplejsze futro z norek. A potem widzisz bezdomnego trzęsącego się z zimna. Kłócisz się bez powodu z rodziną, która kocha Cię najbardziej na świecie. A potem widzisz bezdomnego, który kochającej rodziny nie ma. Który nie ma nikogo. Wydajesz pieniądze, pozwalając sobie na zbędne luksusy. A potem widzisz bezdomnego, dla którego największym luksusem jest dobre miejsce do spania na dworcu. I nachodzą Cię ogromne wyrzuty sumienia. Nie masz tak? Ja coraz częściej.

Mijamy Ich na ulicy. Spotykamy na dworcach. Widzimy Ich w opuszczonych, starych budynkach i w nocnych autobusach. Czasem po cichu żebrzą pod kościołem, a czasem nachalnie proszą o dwa złote pod sklepem. Są brudni, nieumyci, nieogoleni i w podartych ubraniach. Są bezdomni. Ale są też ludźmi.

Każdy z Nich to osobna historia, o której nie mamy zielonego pojęcia. Ale traktujemy Ich jak wyrzutków społeczeństwa. Jak kogoś niepotrzebnego i zbędnego. Omijamy Ich szerokim łukiem, klnąc pod nosem, że pijak, że ćpun, że żebrak. Oceniamy przez pryzmat tego, jak wygląda i jak pachnie. Ale skąd wiesz, co ten człowiek przeżył? Skąd wiesz, co spowodowało, że jest On teraz tym, kim jest? Skąd możesz wiedzieć, że On nie próbował tego zmienić, ale nie wyszło? Skąd wiesz, że Jego agresywne zachowanie nie wynika z jakichś bardzo traumatycznych przeżyć? Skąd wiesz, że nie jest chory? Skąd wiesz, czy On nie potrzebuje pomocy, ludzkiej dłoni, ciepłego słowa, miłego gestu? Skąd wiesz, że On nie ma serca?

Czasem jest tak, że niektóre rzeczy, zdarzenia, sytuacje nie zależą od nas. Czasem jest też tak, że mimo iż bardzo chcemy, to nie mamy siły, aby sprostać, wygrzebać się, wyprostować, naprawić, przestać, zacząć, zmienić siebie, zmienić coś, działać. Ci ludzie często lądują na ulicy, bo takie rozwiązanie wydaje im się najwygodniejsze, najprostsze. Tak, mogliby pójść do schroniska dla bezdomnych, zjeść ciepły posiłek, przespać się w wygodnym łóżku, umyć się w łazience. Dlaczego tego nie robią? Dlaczego śpią na ulicy i żebrzą o pieniądze? Jedni dlatego, że są alkoholikami. A takich nie wpuszczają do przytułków. Inni pewnie mają jakieś swoje konkretne powody. Ale czy to oznacza, że należy traktować Ich nie po ludzku? Przeklinać i wyzywać na ulicy od śmierdzieli, skunksów i brudasów? Używać wobec Nich przemocy? Upadlać? Odczłowieczać na różne sposoby? W czym Ty jesteś lepszy od Nich? Dlaczego przechodzisz obok Nich z głową uniesioną wysoko albo wręcz odwróconą w drugą stronę? Czego się boisz? Myślisz, że jak nie zobaczysz, to jesteś rozgrzeszony, tak? Bo jak nie widać, to Ich nie ma? Wiesz, że posiadanie samochodu, markowych ubrań i drogiej biżuterii nie świadczy kompletnie o niczym?

Byłam kiedyś świadkiem, jak jeden bezdomny dzielił się z drugim krakersami. Pewnie sam był głodny. Pewnie też dostał je od kogoś na ulicy. Pewnie z chęcią zatrzymałby je sobie na potem. Nie miał tych krakersów za wiele. Ale miał wielkie serce.

Jakiś czas temu również jadłam ze znajomymi obiad na mieście. Trochę lepszy, bo trafiła się jakaś specjalna okazja. Było tego tak dużo, że oczywiście nie zjadłyśmy wszystkiego i to, co zostało zapewne wylądowało w koszu. Potem, wracając do siebie, zobaczyłam bezdomnego grzebiącego w kuble przy przystanku autobusowym. Po powrocie nie mogłam przestać płakać. Ze wstydu. Bo to, że świat jest bardzo niesprawiedliwy, wiedziałam od dawna. Ale to, jaka ja sama jestem próżna z całą mocą uderzyło mnie dopiero wtedy.

Być może trudno Ci w to uwierzyć, ale ci ludzie okazują wdzięczność za każdą maleńką pomoc, drobny gest, owsiany batonik czy tabliczkę czekolady. Niektórzy dziękują i spuszczają wzrok. Inni przyjmują, nie mówiąc nic, ale patrzą na Ciebie w taki sposób, jakbyś podarował im niebo. Nie wierzysz? Spróbuj.

Nie mamy prawa oceniać innych. Nie mamy prawa sprowadzać bezdomnego do roli przedmiotu tylko dlatego, że my jesteśmy z innego świata, a On z innego. To też człowiek. Ktoś, kto kiedyś miał rodzinę, przyjaciół, mieszkanie, pracę, trochę marzeń i nadzieję. Czyli to, co Ty masz teraz. Więc jeśli On to wszystko stracił, to jaką masz pewność, że Ty utrzymasz to przy sobie do końca? Życie jest nieprzewidywalne.

To będzie banał, ale trzeba sobie pomagać. Trzeba być człowiekiem. Jasne, to nie jest tak, że podarowanie bezdomnemu kilku bułek i czystej wody jest Twoim obowiązkiem. Nie musisz tego robić. Możesz przejść obok takiego człowieka obojętnie. Możesz patrzeć, jak umiera zimą z wyziębienia i nie zaprowadzić go do schroniska. Możesz patrzeć, jak inni wyzywają go od śmieci i nie zareagować. Możesz przejść obok niego z głową obróconą w drugą stronę, kiedy prosi Cię o kilka złotych. Możesz. Ale jak będziesz się wtedy czuł? Tu chodzi o zwykłą, ludzką, bezinteresowną pomoc. O ten mały gest, który sprawi, że temu komuś będzie w jakimś maleńkim stopniu lepiej. Słyszałeś o tym, że dobro wraca?

I wiesz, co Ci powiem? Że możesz sobie być prezesem. Możesz być dyrektorem, prezydentem czy kim tam sobie chcesz. Ale jeśli nie jesteś człowiekiem, to jesteś nikim.

Można nie pomagać, można znaleźć wiele racjonalnych argumentów dla konkretnych przypadków, aby nie pomagać. Ale to nic nie zmieni. Nadal będą głodni, chorzy, cierpiący, potrzebujący. Lepiej zgrzeszyć nadmiarem dobroci i naiwności, niż nadmiarem kalkulacji i nieufności. 

 

Autor: Marzena Piejko

Studentka I roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Redaktorka w Feniks.fm. Kocha życie i czerpie z niego pełnymi garściami. Czyta wszystko, co wpadnie jej w ręce - od Stephena Kinga począwszy, poprzez Ryszarda Kapuścińskiego, a na etykietach produktów żywnościowych skończywszy 🙂 Muzyka to coś, bez czego nie wyobraża sobie relaksu w zaciszu swojego pokoju albo na spacerach. Lubi potańczyć przed lustrem i dobrze zjeść 🙂

Dodaj komentarz