Opowiadanie

Z pamiętnika podróżnika

Ciemno. Śniegu prawie nie ma. Prawie, bo jeszcze gdzieś przy torach widnieje. Przez okno pociągu niemalże nic nie widać. Z wyjątkiem szyn i stacji, do których dojeżdżamy, gdyż znajdują się tam lampy lub fragment oświetlonej drogi.

Pociąg opóźniony prawie godzinę. Ktoś powiedziałby, że to norma, że nie ma się co przejmować. Prawda jest taka, że po całym dniu w podróży chciałoby się jak najszybciej wrócić do domu. Rozglądam się dookoła. Jedni pasażerowie śpią, drudzy słuchają czegoś, a trzeci patrzą znudzeni przez okno. Znudzeni, zmęczeni a może senni? W końcu to niemalże noc.

Dojeżdżamy do pierwszej ważnej stacji. Ważnej, bo spora liczba osób na niej wysiada. Na poprzednich wysiadła jedna, może dwie. Na tej wysiada taka liczba, że trudno mi określić. Zwalnia się wiele miejsc. Pociąg pustoszeje. Ja jednak jadę dalej. Jest dobrze.

W słuchawkach słyszę kolejną piosenkę. W ciągu dnia przesłuchałam już chyba większość gatunków muzycznych. Przeskoki między nimi są tak dziwne, że niektórzy by się za głowę złapali. Jednak ja już tak mam. Słucham wszystkiego, co mi się podoba.

Przymykam oczy. Zmęczenie daje o sobie znać. Od dziewiątej rano, gdy wyszłam, aby pojechać na dworzec, do dziewiątej wieczorem minęło dwanaście godzin. Wiem, że niektórzy po tyle pracują i prawda jest taka, że podziwiam ich.

W końcu dojeżdżamy do stacji docelowej. Na peronie jest niewyobrażalnie zimno. Razem ze mną wysiadło z pięć osób. Wszyscy siedzieli z przodu, tylko ja z tyłu. „Zwiedzam” peron, przechodząc przez połowę jego długości. Pomimo to, nie narzekam. Idę. To koniec podróży. Uśmiecham się jedynie pod nosem. Wiem, że wkrótce tu wrócę. Jednak nie dziś i nie jutro. To jest najpiękniejsze.

Studentka III roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Prywatnie uwielbiam musicale, siatkówkę, skoki narciarskie. Często zgłębiam z ciekawości wiedzę o rodzinach królewskich z Europy.