Nawet upadłe anioły dostają drugą szansę. Recenzja serialu „Warszawianka”

„Nazywam się Franciszek Czułkowski i zaraz umrę”.

Takie słowa Borysa Szyca usłyszałem scrollując swojego TikToka. Słysząc takie zdanie, nietrudno przewinąć dalej reklamę serialu od SkyShow Time. Po obejrzeniu i wysłuchaniu krótkiego, ale przekonującego spotu, od razu włączyłem Warszawiankę. Będę starał się wszystkich przekonać, żeby zrobili tak samo – zanurzyli się w 11 odcinkowej opowieści na temat „upadłego anioła”, których we współczesnych czasach jest cała plaga.

Jestem przeraźliwe głodny polskich produkcji. Kiedy na jesień ubiegłego roku swoją premierę na Netflixie miała Wielka Woda w reżyserii Jana Holoubka i Bartłomieja Ignaciuka, myślałem, że chwilę sobie poczekam na podobną serialową petardę. Warszawianka przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Serial, o którym jakiś czas temu słyszałem jedynie z powodu zamieszania z HBO Max, ani trochę nie zapowiadał się na sensację, mimo że scenariusz napisał Jakub Żulczyk. Jednak uwielbiam, kiedy jakakolwiek produkcja nie jest przehajpowana w mediach, ponieważ można się wtedy dwa razy bardziej zaskoczyć. Jestem stosunkowo młodą osobą, ale trochę już seriali widziałem. Zarówno tych „swoich” polskich, jak i tych zagranicznych. Warszawianka, dzięki Borysowi Szycowi, stała się jednym z moich ulubionych, do którego chętnie jeszcze nie raz wrócę. Natomiast Wam koniecznie polecam seans.

Życiowa rola Borysa Szyca

Dobra, nie może być za kolorowo i tak też nie było podczas pierwszych dwóch odcinków. Będę szczery, Franek „Czuły” Czułkowski wyglądał mi na kolejnego bohatera, który uwielbia seks, alkohol i narkotyki. Co w tym nowego? A no to, że zagrał go Borys Szyc, który wcielając się w tę postać, utwierdził mnie jeszcze bardziej w przekonaniu, jak wybitnych mamy w Polsce aktorów. W ostatnich latach ekscytujemy się tylko zagranicznymi produkcjami, najczęściej są to blockbustery pokroju przereklamowanego Marvela. I to jest błąd! W tym momencie przychodzi mi na myśl idealne przysłowie, „Cudze chwalicie, Swego nie znacie…”. Pierwsze odcinki były zasłoną dymną całego prawdziwego świata Czułego. Jednak to nie jest tylko świat Franka, to jest nasz świat, w którym my na co dzień żyjemy. Śledząc losy bohatera, utożsamiamy się z nim. Wszystkie wzloty i upadki przeżywamy z nim. Tak, właśnie do takiego stopnia wciągnęła mnie Warszawianka, że momentami sam nie wiedziałem, czy uwielbiam Czułego czy go nienawidzę, za to, co robi. Borys Szyc stworzył najlepszego protagonistę i antagonistę w jednej osobie. Z początku darzyłem głównego bohatera antypatią, ponieważ nie znałem wszystkich motywacji jego działania. Jednak gdy już poznajemy lepiej Franka, jego zachowania stają się dla nas zrozumiałe, wręcz powszechne. Chapeau bas!

Nie poddawajcie się po pierwszych odcinkach

Nie dajcie się zwieść pierwszym odcinkom. Banalnie prosta i oklepana historia przeistoczy się w opowieść o błądzącej postaci, przez ocean bolączek współczesnej, jakże okrutnej rzeczywistości. Czuły to człowiek o niezwykle wysokiej moralności, ale jest niczym upadły anioł. Urodzony z natury dobry, ale wyniszczony przez swój los. Ojciec (Jerzy Skolimowski) zawsze na jego widok rzuca do niego swój ulubiony frazes – „Wypier**laj”. Dziewczyna, w której się zakochał, woli karierę niż jego. Przyjaciele mają go już dość, nie chcą już dłużej niańczyć czterdziestoletniego dorosłego faceta. Jego „rodzina” jest rozsypana tak jak jego psychika. Jedynym małym światełkiem w tunelu jest jego córeczka Nina, która nadaje, jak się okazuje, jedyny sens jego życiu. Pomimo tego, jak złym człowiekiem jest Franek, wszyscy wokół go uwielbiają. Każdy wierzy, że może być kimś, jeśli tylko tego zechce.

Każdy z nas może znaleźć się na miejscu Czułego

Serial pokazuje nam wszystkim, że czasem, żeby coś zrozumieć, musimy odbić się od dna. Franek odbił się od najgłębszego dna, jakie tylko możemy sobie wyobrazić. Być może reżyser Jacek Borcuch za pomocą wędrówki Czułego chciał nam zaoszczędzić kilka trudnych chwil z naszego życia i pokazać, co nas czeka, jeśli się w porę nie ogarniemy. I być może pomyślicie sobie teraz, że już nie o jednej takiej fabule słyszeliście. Zagubiony człowiek, który się błąka całe życie, nagle odbija się od dna i wszystko wraca do normy. Nie przeczę, że nie. Jednak nie widzieliście odsłony takiego charakteru, jaką zaprezentował na ekranie Borys Szyc. Postać Czułego na bardzo długo pozostanie w mojej pamięci. Musicie sięgnąć po ten serial, a obiecuję Wam, że się nie rozczarujecie. Mało tego, nie będziecie mogli się od niego oderwać, ja miałem ogromny ból, kiedy musiałem czekać cały tydzień na premierę kolejnego epizodu. Zazdroszczę Wam, że teraz macie wszystkie podane na tacy.

Moja ocena: 8/10.