Zawód aktora to przyjemność, czy zmora?

Definicja sztuki aktorskiej jest banalnie prosta: „A wciela się w B podczas, gdy C to ogląda”. Nie trzeba wybitnego umysłu, by wywnioskować z tego zdania, że A symbolizuje Aktora, B – postać, którą ma zagrać w danym momencie, a C to publiczność. W teorii rzecz wydaje się naprawdę prosta, a jak jest z praktyką?

Już on najmłodszych lat jesteśmy oswajani ze sceną. W przedszkolu stawiamy swoje pierwsze aktorskie kroki. Bierzemy czynny udział w okolicznościowych akademiach, uczymy się pokonywać tremę, chcemy wypaść jak najlepiej. Jednym to przychodzi z łatwością, dla innych jest istną zmorą. Zazwyczaj ci, którzy złapią bakcyla aktorstwa we wczesnej młodości dążą do tego, by występować na coraz to większej scenie, zaś ci co ograniczali się do grupowych recytacji, przychodząc do teatru zajmują miejsca przeznaczone dla publiczności.

Jaki powinien być prawdziwy aktor?

Aktorem nie jest tylko ten, kto skończył szkołę teatralną. Aktorem jest ten, kto ma odwagę aby wyjść poza strefę komfortu i zrobić coś nadzwyczajnego, ponadprzeciętnego, coś, co wyróżni go z tłumu. Według Davida Mameta, aktor nie musi nikogo udawać, nie powinien przywoływać wspomnień i na siłę odtwarzać emocji, lecz gdy wychodzi na scenę musi być prawdziwy. Tej prawdy nie da się nauczyć z podręcznika „ jak być dobrym aktorem”, nie nauczysz się tego nawet w szkole teatralnej, która skłania jedynie do pracy odtwórczej. Prawdziwy aktor musi znaleźć cel, musi być odważny. Nie musi być wybitnie utalentowany, aby dobrze zagrać. Jednak powinien cały czas się doszkalać. Ćwiczenie pamięci, nauka śpiewu i tańca pomaga we wspinaniu się po szczeblach aktorskiej kariery. Ale najbardziej liczy się scena, widzowie i szczerość, bo dobrze napisana sztuka sama się obroni, a tej złej nic nie jest w stanie pomóc. Mamet pisze, że „postać to ty sam”. Pytanie czy sami wiemy kim tak naprawdę jesteśmy? Czy media tak zlasowały nam mózg, że nie potrafimy odróżnić prawdy od fałszu? Czasy teatru greckiego dawno minęły, a ludzie nie pozbyli się masek, które wspaniale ukrywają prawdziwe emocje, są robione na miarę. Uśmiech przyszyty od ucha do ucha to najpopularniejsza zasłona prawdziwych emocji, które nam towarzyszą. Nikt nie wie o morzu wylanych łez, nieprzespanych nocach, wycieńczających próbach. Widzowie oglądają efekt końcowy, a poszczególne etapy pracy aktora są pomijane. Liczy się tylko zadowolenie odbiorców.

Co robić, by praca na scenie za każdym razem była fascynująca?

Przede wszystkim należy pozbyć się wszelkich kompleksów, stanąć wyprostowanym, wziąć głęboki oddech i grać tak, jak podpowiada nam serce. To wbrew pozorom bardzo trudne. Liczy się także wyobraźnia i przyciąganie pozytywnych myśli. Nic tak nie cieszy aktora jak szczera owacja na stojąco. Wtedy zapomina się o kroplach potu wylanych na próbach, nieprzespanych nocach i krytycznych komentarzach reżysera.

Aktorstwo to przecież najwspanialszy zawód świata. Dlaczego? Bo tylko aktor może wcielać się w inne osoby, zmieniać zawody jak rękawiczki na potrzebę sztuki.

Marzenia są nam dane wraz z mocą do ich realizacji! Trzeba wykreować swoją własną postać. Najtrudniejszą rolę każdy z nas odgrywa w spektaklu pod tytułem „Moje Życie”, nie ma żadnych prób, nie ma czasu na udawanie kogoś, kim nie jesteśmy. Spontaniczność i odwaga to podstawa. Więc jak to jest z tą pracą aktora? To przyjemność, czy zmora?